Mówi się, że świetnie wypolerowane buty to podstawa męskiej elegancji, ale na te najważniejsze okazje warto zrobić krok dalej. Dziś pokażę wam jak uzyskać wręcz lustrzany połysk na swoich butach.

Tak zwane „lustro” na męskich butach może zrobić wielkie wrażenie na otoczeniu. Idealnie sprawdzi się w trakcie wszystkich ważnych okazji, takich jak wesela, a szczególnie nasze własne wesele, bale i inne uroczystości. Faktycznie wymaga nieco czasu i zachodu, ale warto się poświęcić. Zwłaszcza, że zazwyczaj demonizujemy ten proces i nie zdajemy sobie sprawy jak łatwo można taki efekt osiągnąć.

W tym artykule pokażę jak uzyskać „lustro” na swoich butach, opowiem nieco o historii tego zwyczaju, a na koniec porównam dwa różne preparaty.

Wybór butów

Na początek musimy zacząć od wyboru butów. Pamiętajmy, że efekt „lustra” może być uznawany przez wiele osób za dość formalny, bardzo elegancki. Dlatego na pewno do tego efektu będą nadawały się buty formalne na te specjalne, najważniejsze okazje. Na co dzień możemy również stosować takie wykończenie albo zdecydować się na pół-połysk, efekt, który osiągniemy mniej więcej w połowie drogi do „lustra”.

Gdy już wybraliśmy buty przyjrzyjmy się fakturze skóry. Im bardziej porowata, tym trudniej będzie nam osiągnąć efekt lustrzanego połysku. Czasami może to zająć nawet ponad dwadzieścia warstw. Dlatego dużo łatwiej będzie nam osiągnąć ten efekt na butach, które już od wielu lat pastujemy i polerujemy, niż na nowych butach ze sklepu, które będą potrzebowały znacznie więcej zachodu.

Porowata faktura cholewki nowego buta.

Lustrzany połysk możemy utworzyć zarówno na butach czarnych, jak brązowych i innych, ale w każdym wypadku powinniśmy stosować preparaty o odpowiednio dobranej barwie. Dla butów czarnych z łatwością znajdziemy woski czarne, natomiast w przypadku innych kolorów możemy szukać preparatu o zbliżonym odcieniu lub bezbarwnego. Środki, których tutaj używam, mogę szczerze polecić: wosk do butów zwykły, wosk „Mirror gloss”.

Różne woski do butów: czarne, brązowy i bezbarwny.

Prócz butów potrzebować będziemy bawełnianej, czystej szmatki, odrobinę wody i wosk. Ja tutaj korzystam z dyspensera, który umożliwia mi pobieranie wody po kropelce lub dwóch. To wygodny gadżet, ale rzecz jasna można go z powodzeniem zastąpić odrobiną wody, wylaną na jakiś podstawek.

Rozsiądźmy się zatem, bo całość może zająć nam godzinę albo i więcej.

Tworzenie „lustra”

Cały proces rozpoczynamy oczywiście na wyczyszczonym i dobrze wypolerowanym bucie. Nie będę tego tutaj opisywał, temat czyszczenia poruszałem w artykule: Kompleksowa pielęgnacja butów. Obwiązujemy bawełnianą szmatkę wokół palca lub dwóch, a następnie nabieramy odrobinę wosku. Pierwsze warstwy wosku mogą być nieco większe niż kolejne, ale i tak za każdym razem nanosimy go zdecydowanie mniej niż w przypadku nakładania kremu czy pasty do butów. Więc jeśli nie mamy doświadczenia, powinniśmy zaczynać od jak najmniejszych warstw, żeby wyrobić sobie to wyczucie. Przy kolejnych warstwach będzie to delikatne muśnięcie o wosk, natomiast przy pierwszych możemy zastosować nawet niewielki nacisk.

Tylko lekko muskamy powierzchnię wosku.

Teraz wcieramy wosk w powierzchnię buta, ale musimy zwrócić uwagę na to, gdzie to robimy. Wosk tworzy sztywną powłokę na bucie, która niestety może pękać. Dlatego nie wolno nam nakładać go w miejscach, gdzie skóra będzie się załamywać. Standardowo będziemy tworzyć warstwę wosku na czubku, a ewentualnie też na pięcie buta. Właśnie dlatego lepiej nakładać wosk na obuwie, które już kilka razy mieliśmy na sobie, żebyśmy mogli zobaczyć gdzie dokładnie but się załamuje. Czubek buta będziemy woskować właśnie do tego załamania.

Zwróćcie tylko uwagę, że na przykład w oksfordach, kapka, czyli ten naszyty czubek buta, nie zawsze jest cała sztywna. Czasami już na niej występują załamania. Gdybyśmy zawoskowali takie załamania, powłoka będzie na nich pękać i może się wytrącać na biało, a to popsuje nam całkowicie efekt.

Czubek buta woskujemy nie dalej niż do pierwszego załamania skóry.

Miejsca załamań skóry powinny być regularnie nawilżane i natłuszczane, żeby utrzymały elastyczność. A sztywne fragmenty cholewki woskujemy również po to, żeby wytworzyć na nich ochronną powłokę. Kiedy takim czubkiem buta uderzymy o coś, w pierwszej kolejności uszkodzimy wosk, a nie skórę.

Niewielką ilość wosku wcieramy w czubek buta okrężnymi ruchami. Najpierw powstanie matowa, miękka warstwa, która nie wygląda zbyt dobrze. Ale cierpliwości! Po dłuższej chwili polerowania uda nam się uzyskać jako taki połysk. Po dwóch, trzech warstwach połysk będzie już wyraźny.

Nie aplikujemy jednak wosku bezpośrednio na wosk. Po wmasowaniu każdej warstwy, nakładamy na palec kroplę wody i ponownie polerujemy. To pomoże nam wygładzić powierzchnię. Na początku wosk znów zmatowieje, ale już po chwili polerowania uda nam się uzyskać jeszcze lepszy połysk. Wosk i wodę stosujemy naprzemiennie przez cały proces.

Nabieramy tylko kroplę wody. To wystarczy.

Polerowanie jest tutaj bardzo ważne. Poprzez pocieranie bawełnianą szmatką o powierzchnię buta wytwarzamy ciepło, a ono z kolei pozwala delikatnie roztopić wosk, dzięki czemu może on wpłynąć w pory skóry i nieco wygładzić jej powierzchnię.

Czasem może się zdarzyć, że nałożyliśmy zbyt dużą warstwę wosku i długotrwałe polerowanie ciągle nie przynosi efektu. To faktycznie może być problem. W takim wypadku musimy uzbroić się w cierpliwość i bez nakładania kolejnych warstw wosku polerować aż uzyskamy chociaż jako taki połysk. Jeśli natomiast przez przypadek użyjemy zbyt dużo wody, warto ją zetrzeć z buta suchą szmatką, ponieważ wcieranie jej aż do całkowitego zaniknięcia może zająć zbyt dużo czasu.

Polerujemy but tak długo, aż do uzyskania twardej i gładkiej powierzchni.

Polerowanie każdej warstwy wosku czy wody kończymy dopiero wtedy, gdy pod palcami czujemy już twardą i gładką powierzchnię. Całą sekwencję powtarzamy wielokrotnie aż do zadowalających efektów. Polecam pierwsze warstwy nakładać szerzej, a przy tych ostatnich skupić się już na samym czubeczku buta. Dzięki temu uzyskamy efekt łagodnego przejścia od matowej części cholewki, aż do błyszczącej.

Nie zapomnijcie też o przestrzeni tuż przy podeszwie. Trudniej tam dojść, więc jeśli specjalnie nie poświęcimy jej uwagi, będzie widać wyraźnie kontrast między wypolerowanymi fragmentami, a tymi, które przeoczyliśmy.

Łagodne przejście od matowej do błyszczącej części cholewki. (Około 5 warstw wosku.)

Zadowalające efekty możemy uzyskać już po pięciu – siedmiu warstwach wosku, ale prawdziwe „lustro” uzyskamy dopiero po kilkunastu, czasami, w skrajnych wypadkach nawet po dwudziestu paru. W moim wypadku efekt przyzwoitego „lustra” udało się osiągnąć po około 12 warstwach wosku, ale muszę przyznać, że stosowałem tu środek specjalnie przeznaczony do tego celu.

Polecam jako ostatnią warstwę pozostawić sam wypolerowany wosk, już bez kropli wody. Z mojego doświadczenia wynika, że to daje lepszy efekt.

Pucybutami byli niegdyś przeważnie dziesięcio – kilkunastoletni chłopcy starający się reperować rodzinny budżet.

Skąd się to wzięło?

Ciekawi was skąd się wzięło u mężczyzn pragnienie posiadania pięknie wypolerowanych butów? Już w średniowieczu używano preparatów do pielęgnacji obuwia (tzw. „dubbin”), ale służyły one tylko natłuszczaniu, żeby skóra była nadal elastyczna, bardziej wodoodporna i przetrwała dłużej. Są to preparaty zawierające łój i stosuje się je do dziś. Przez wieki używano praktycznie tylko tego.

Dopiero w XVIII wieku pojawiła się moda na pięknie błyszczące obuwie, które pielęgnowano preparatami domowej produkcji. Mniej więcej na początku XIX wieku zaczęły się pojawiać w sprzedaży czernidła do butów, a po kilkudziesięciu latach, pierwsze preparaty, które można było w domowych warunkach nakładać na swoje buty i uzyskiwać ładny czarny połysk. To w tym czasie pojawili się pucybuci oraz producenci środków do pielęgnacji obuwia, które znamy do dziś. Jako ciekawostkę dodam, że pasty w puszce były początkowo produkowane wyłącznie dla wojska, a cywile korzystali z tubek i kostek owiniętych papierem. Dopiero z czasem jedna z tych opcji zdominowała rynek.

Zatem dbałość mężczyzn o to, żeby chodzić w pięknie wypolerowanych butach pochodzi z II połowy XIX wieku i początku XX. Co ciekawe niektórzy uważają, że już dzisiaj błyszczące obuwie to przeżytek, ale myślę, że są w błędzie.

Efekt wypolerowania pierwszej pary butów.

Porównanie

Jak już wspomniałem, pierwszą parę potraktowałem specjalnym woskiem, przeznaczonym do uzyskania lustrzanego połysku. Te buty są dość młode i nie były wielokrotnie polerowane, przez co ich skóra jest nadal mocno porowata. Bez względu na te przeszkody, wosk „Mirror gloss” poradził sobie bardzo szybko, bo dzięki 12 warstwom. Przy zwykłym preparacie zajęłoby to znacznie dłużej.

Na drugiej parze, sprawdziłem jak sobie radzi zwykły wosk do butów. Zaznaczę jednak, że te buty wymagają jednak zdecydowanie mniej zachodu, gdyż są o wiele starsze i były już wielokrotnie polerowane, więc mają znacznie gładsze czubki. Mimo to efekt „lustra” udało mi się osiągnąć dopiero po około 15 warstwach. Zajęło to nieco ponad godzinę.

Jak zatem widać, w obu wypadkach efekt lustrzanego połysku jest możliwy do osiągnięcia w racjonalnym czasie, ale w trudniejszych wypadkach „Mirror gloss” poradzi sobie znacznie szybciej. Weźcie to pod uwagę przy wyborze. Rzecz jasna za wyspecjalizowany środek zapłacimy więcej.

Zwykły: SAPHIR MDOR Pate de Luxe
Wyspecjalizowany: SAPHIR MDOR Mirror Gloss

Mam nadzieję, że przyda się wam ten poradnik. Jeśli macie jakieś swoje sposoby na uzyskanie podobnego efektu lub rady jak to zrobić lepiej, piszcie koniecznie w komentarzach.

Trzymajcie klasę!

Zobacz też:
Prawidła do butów – czy warto z nich korzystać?
Eleganckie buty do garnituru – jakie wybrać
Kompleksowa pielęgnacja butów – skóra licowa i zamsz
Elegancja na lato, czyli co wybrać żeby się nie ugotować