Wprawdzie można zauważyć wśród mężczyzn modę na brodę lub kilkudniowy zarost, lecz gładko ogolona twarz, to wciąż klasyk elegancji. Niestety czasami po goleniu występują podrażnienia na skórze, zaczerwienienia czy nawet zacięcia. Nie dość, że wygląda to źle, to jeszcze sprawia dyskomfort i zniechęca do samego golenia. Na szczęście istnieją proste zabiegi mogące temu zapobiec.

Zacięcia i podrażnienia przy goleniu

Golenie na mokro może być przyjemnością

Przy pierwszych zaczerwienieniach i podrażnieniach nie trzeba od razu sięgać po golarki elektryczne czy zapuszczać brody. Problem nie tkwi w samym rodzaju golenia, lecz w technice i wykorzystywanych akcesoriach. Prawdą jest, że trudno dziś o rzetelną wiedzę na temat poprawnych technik golenia. Zazwyczaj nie przekazują nam jej nasi ojcowie, którzy często sami golą się byle jak. Nie poznamy jej też od wielkich marek związanych z kosmetykami i sprzętami do golenia. Te twierdzą nawet, że za pomocą ich produktów skracanie zarostu może być przeprowadzone szybko i niechlujnie, a efekt powinien być i tak rewelacyjny. Niestety nie jest.

Jak przy każdej czynności, i tutaj trzeba poświęcić trochę czasu na dojście do wprawy. Również moje początki nie były najlepsze i słyszałem nawet głosy, że przez mój typ skóry nie pozbędę się krostek i zaczerwienień. Nie dałem jednak za wygraną i obecnie mogę się cieszyć zarówno z tego rytuału, jak i z gładkiej skóry, a wszystko to dzięki małym modyfikacjom technik golenia i przygotowania zarostu.

O tych technikach opowiadam w poniższym filmie i piszę w dalszej części artykułu:

 

<<Zobacz też: Jak się golić na mokro>>

Sprzęt

Zapewne większość mężczyzn winą za złe golenie obarczy maszynkę, którą się goli. Jest w tym tylko część prawdy. W przeprowadzonym ostatnio na blogu teście Co goli lepiej: maszynki na żyletki czy systemowe? Test przekonałem się, że różnego rodzaju sprzęty mogą golić podobnie, jeśli będziemy się golić dobrze.

W tym temacie najważniejsza jest ostrość ostrzy. To bowiem samo ostrze powinno golić z z pomocą ciężaru maszynki. Nie powinniśmy dokładać do golenia własnej siły, ponieważ to może prowadzić do zacięć. Dlatego też tępą żyletką, czy wkładem z tępymi ostrzami nie można się bezpiecznie golić. Nie zalecam również golić się urządzeniami z najniższej półki. W tym wypadku jakość i klasa produktu mocno wpływa na komfort i efekty golenia.

<<Zobacz też: Zestaw podstawowy do tradycyjnego golenia>>

Kosmetyki

Moim skromnym zdaniem ważniejsze od rodzaju i marki maszynki są kosmetyki do golenia. To one mają za zadanie przygotować naszą skórę i zarost do kontaktu z ostrzami. Powinny zatem nawilżać skórę, a włosy nasączyć wodą, by spęczniały i łatwiej dawały się usunąć. Niestety najpopularniejsze kosmetyki, czyli żele i pianki do golenia w puszkach są złym wyborem i powinno się z nich zrezygnować. Zawierają one bowiem surfaktanty, związki chemiczne pozwalające na upakowanie kosmetyku w puszce i zmianę go w pianę po wypuszczeniu na zewnątrz. Te związki niestety wysuszają skórę, więc do kosmetyku dodaje się jeszcze związki nawilżające, które osłabiają działanie surfaktantów. Tworzy się zaklęte koło dodawania i ujmowania różnych chemikaliów, na czym w efekcie cierpi nasza skóra, która po dłuższym czasie ma problemy z naturalnym nawilżeniem się.

Dlatego zdecydowanie zalecam przejście na pędzel do wyrabiania piany oraz mydło lub krem do golenia w tubce. Tego typu kosmetyki nie muszą zawierać niczego co zrobi z nich pianę, bo sami to robimy za pomocą pędzla. Również wodę dodajemy sami. Dlatego mogą one zawierać tylko to, co jest potrzebne do przygotowania skóry do golenia. Są przyjemniejsze, lepiej się z nimi goli i dają namiastkę rytuału, który doskonale znali nasi dziadkowie.

Naturalne kosmetyki sporo zmieniają.

Naturalne kosmetyki sporo zmieniają.

Nawilżenie skóry

Mogłoby się wydawać, że maszynki i kosmetyki załatwią sprawę, ale w rzeczywistości jest coś ważniejszego. Mam tu na myśli nawilżenie skóry i zarostu. Od tego w istocie zależy komfort naszego golenia, a często ten aspekt jest bagatelizowany. Golenie suchej twarzy nie prowadzi przecież do niczego przyjemnego. Im lepiej skóra i włosy są nawilżone, tym lepsze osiągniemy efekty i nie tylko od kosmetyków to zależy.

Najlepiej jest golić się zaraz po gorącym prysznicu lub kąpieli. Wówczas skóra jest idealnie przygotowana. Jeśli minęło już nieco czasu i skóra zaczęła wysychać, konieczne będzie samodzielne nawilżenie jej. Należy zmoczyć twarz jak najcieplejszą wodą z kranu, poświęcić na to około minuty i skupić się na wrażliwych miejscach, np. szyi.

Osoby początkujące lub mające większe problemy z podrażnieniami i zaczerwieniami mogą dodatkowo nawilżyć swoją twarz oliwką dla dzieci. Sprawi ona, że nasza skóra będzie świetnie nawilżona jeszcze długo po goleniu, ale też da większy poślizg podczas golenia. Sam stosowałem tę metodę w moich początkach z goleniem maszynkami na żyletki. Oliwkę nakładamy przed każdym przejściem. Z czasem, przy wyrobionej już technice, przestaje być niezbędna.

<<Zobacz też: Golenie brzytwą – pierwszy miesiąc>>

Nawilżanie twarzy ciepłą wodą.

Nawilżanie twarzy ciepłą wodą.

Technika golenia

Następnie wiele możemy zdziałać stosując odpowiednią technikę golenia. O tym, że nie należy przykładać siły przeciągając maszynką po twarzy już wspominałem. To bardzo ważna lekcja! Trzeba też pamiętać by nie golić suchych fragmentów twarzy, gdzie już od dłuższej chwili nie ma piany. Kiedy zbierzemy pianę, jeszcze przez krótką chwilę możemy przejechać to miejsce maszynką by poprawić efekt. Skóra bowiem nie zdąży wyschnąć. Ale jeśli minęła dłuższa chwila, trzeba odpuścić sobie poprawki, zgolić resztę twarzy i w razie potrzeby nałożyć znowu pianę na miejsce, gdzie chcemy się dogolić.

Warto też golić się na przejścia. Oznacza to, że nie staramy się od razu ogolić na gładko, a jedynie stopniowo skracamy zarost. Najdłuższy zarost należy golić z włosem, bo wówczas golimy najmniej. Później można golić się w poprzek włosa, przygotowując się do golenia pod włos. Po każdym przejściu zmywamy resztki piany ciepłą wodą, ewentualnie nakładamy oliwkę i znów pianę do golenia, by ogolić się pod nowym kątem.

Osobom początkującym i mającym problemy z goleniem polecam golić się na trzy przejścia: z włosem, w poprzek i pod włos. Natomiast mając zarost krótki i dobrą technikę spokojnie można się golić na dwa: w poprzek i pod włos. Sam wciąż golę się na trzy przejścia, kiedy mam dłuższy, około pięciodniowy zarost.

Ważne są też realne oczekiwania wobec efektu golenia. W moim wypadku, kiedy zaczynałem się golić tradycyjnie, dążenie do efektu „pupci niemowlęcia” było powodem większości problemów przy goleniu, ponieważ próbowałem powtarzać przejścia i „dogalać” niektóre fragmenty. Ostatecznie podrażniałem je tylko. Kiedy odpuściłem sobie i po prostu goliłem się na trzy przejścia, okazało się, że idzie mi coraz lepiej. Zacząłem się bowiem skupiać na technice, a nie na włosach. Skóra jest teraz bardzo gładka, ale pamiętajcie, że sprawdzając pod włos zawsze coś się wyczuje, w końcu zarost tam wciąż jest, tyle że bardzo krótki.

Po goleniu

Nawet po poprawnym goleniu mogą pojawić nam się drobne, krwawiące plamki. Przy pewnych błędach zdarzą się nawet zacięcia czy zaczerwienienia. I z tym można sobie poradzić po goleniu. Pierwsze co powinniśmy zrobić po ostatnim przejściu to porządne spłukanie twarzy jak najzimniejszą wodą z kranu. Ona złagodzi pieczenie po goleniu i lekko ściągnie skórę, co pozwoli zatamować niewielkie krwawienia.

Jeśli jakieś krwawienie pozostanie, możemy jeszcze użyć specjalnych środków. Często spotykany jest ałun w sztyfcie, który zazwyczaj ałunem mineralnym wcale nie jest. To bowiem siarczan glinu, który nie jest ani przyjemny, ani zdrowy. Przy jego używaniu wypłukuje się i tworzy niewielkie igiełki na swojej powierzchni, co jeszcze bardziej drażni skórę (choć przyznaję, że jest skuteczny). Prawdziwy ałun to kryształ występujący naturalnie. Przy używaniu topi się tworząc stopniowo gładką, przyjemną powierzchnię. Należy przejechać nim po mokrej twarzy. Poczujemy pieczenie tam, gdzie przesadziliśmy ze skrobaniem albo się zacięliśmy. Ściągnie on lekko skórę tamując małe krwawienia. Do tego dochodzi jeszcze Oczar. To naturalny specyfik tamujący małe skaleczenia. Jego zaletą jest to, że w ogóle nie piecze, ale trudno go dostać.

Na koniec dobrze jest nałożyć sobie balsam po goleniu i, po przeschnięciu skóry, wodę kolońską. Oba kosmetyki również nieco ściągną skórę i zatamują małe krwawienia, a balsam dodatkowo złagodzi inne podrażnienia.

Od lewej siarczan glinu, zwany ałunem, prawdziwy ałun mineralny oraz Oczar.

Od lewej siarczan glinu, zwany ałunem, prawdziwy ałun mineralny oraz Oczar.

Czas i uwaga

Na koniec zostawiłem sobie radę, do której pewnie najtrudniej będzie mi Was przekonać, ale to ją uważam za najważniejszą ze wszystkich. Mianowicie chodzi o poświęcenie goleniu czasu i własnej uwagi. Z doświadczenia wiem, że im bardziej skupiamy się na poprawnej technice, przyglądamy się działaniu kosmetyków i robimy wszystko jak trzeba, tym lepsze efekty osiągamy. Z czasem dochodzimy do wprawy i wszystko idzie nam coraz sprawniej, ale i tak golenie się na szybko i byle jak to przepis na niezadowolenie.

Golenie opisane powyżej, na dwa przejścia, to 10 minut porannej toalety. To nie jest dużo w porównaniu z korzyściami jakie z tego płyną. Jestem pewien, że jak już spróbujecie będziecie zadowoleni z efektów, a może i dołączycie do sporego grona mężczyzn, którzy wręcz uwielbiają ten rytuał.

Każdy jest nieco inny

I jeszcze jedno małe wyjaśnienie. Każdy z nas reaguje nieco inaczej na wymienione elementy golenia. Jeśli robicie wszystko dobrze, a nadal macie podrażnioną skórę, zacznijcie eksperymentować. Najlepiej wymienić kosmetyki na delikatniejsze. Jakiś składnik któregoś z nich może podrażniać akurat Was. Winne mogą być też ostrza lub żyletki, albo jakikolwiek błąd na którymś z etapów golenia.

Dajcie znać, jeśli udało mi się pomóc Wam w goleniu. A może macie jakieś własne rady, które podziałały u Was?