Choć mam już swój ulubiony sposób golenia na mokro, zawsze zastanawiałem się czy na pewno jest on najlepszy. Postanowiłem więc uciąć domysły i możliwie dokładnie porównać kilka maszynek. Po tym teście już wiem co goli lepiej.

Maszynki na żyletki czy systemowe - co goli lepiej?

Kto jeszcze używa maszynek na żyletki?!

Wielu osobom golenie maszynkami na żyletki może kojarzyć się ze skansenem, hipsterstwem czy sztuką dla sztuki. Jest jednak spore grono mężczyzn, które doskonale wie, że to urządzenie i wiążące się z nim metody golenia sprawdzają się doskonale.

Przez wiele lat męczyłem się z jednorazówkami, maszynkami wieloostrzowymi, żelami i piankami w puszkach oraz golarkami elektrycznymi. Dopiero kiedy z ciekawości odkryłem tradycyjne golenie na mokro znalazłem przyjemność w goleniu. Pisałem o tym wielokrotnie na blogu.

<<Zobacz też: Jak się golić na mokro maszynką na żyletki>>

Jednak odkąd kilka lat temu przekonałem się do maszynek na żyletki, nie miałem okazji dokładnie porównać efektów golenia z tymi, uzyskiwanymi bardziej popularnymi urządzeniami. Potrzebny był zatem porządny test. Możecie go zobaczyć zarówno na filmie, jak i w artykule poniżej.

Porównywane maszynki

Żeby porównać efekty golenia maszynkami na żyletki z maszynkami systemowymi potrzebowałem kilku urządzeń. Rzecz jasna niezbędna była moja maszynka Merkur Solingen 41C, ale model nie ma większego znaczenia, gdyż w tym wypadku bardziej liczą się żyletki. Stosowałem żyletki Wilkinson, które uważam za środkową półkę jakościową. Są łatwo dostępne i golą poprawnie.

Jako przykłady systemowych maszynek wziąłem dwa modele Gillette. Bodajże najbardziej popularny, trzyostrzowy Mach 3 oraz produkt z wyższej półki – Proglide Flexball, która posiada pięć ostrzy. Dzięki temu porównywać będziemy popularne i dobre produkty o różnej ilości ostrzy. Zastrzegam od razu, że nie ma tutaj lokowania produktu, a użyte modele pojawiły się, bo były dla mnie łatwo dostępne i uznałem je za reprezentatywne.

Testowane maszynki. Od lewej Mach 3, Flexball i Merkur.

Testowane maszynki. Od lewej Mach 3, Flexball i Merkur.

Metodologia

Golenie jednej połowy twarzy jedną maszynką, a drugiej drugą i porównywanie efektów uznałem za kiepski pomysł. Chciałem dokładniej skupić się na całym procesie i wynikach. Dlatego też postanowiłem golić się każdą z maszynek przez tydzień, w odstępach jedno i dwudniowych. Po tych trzech tygodniach goliłem się jeszcze przez jakiś czas naprzemiennie tymi urządzeniami sprawdzając określone aspekty golenia i goląc nawet kilkudniowy zarost. W efekcie test trwał ponad miesiąc. W trakcie całego testu notowałem moje wrażenia, żebym mógł je na spokojnie porównać.

Każdą z maszynek goliłem się tą samą metodą, typową dla tradycyjnego golenia na mokro. Goliłem dobrze nawilżoną twarz. Pianę wyrabiałem sam, pędzlem z włosia borsuczego. Stosowałem krem Nivea. Goliłem się na dwa przejścia – 1. w poprzek włosa, 2. pod włos. Po goleniu zimna woda, ewentualnie ałun oraz balsam Nivea.

<<Zobacz też: Wyrabianie piany do golenia na mokro>>

Oto wyniki:

maszynki2

Komfort trzymania maszynki

Uchwyt jest niezwykle ważny dla bezpieczeństwa golenia i w rezultacie osiągnięcia gładkiej twarzy. Podczas golenia to ostrza powinny golić same, wsparte ciężarem maszynki, a my nie powinniśmy dokładać do tego własnej siły. Przyłożenie siły może łatwo doprowadzić do zacięcia, co skutecznie psuje komfort golenia.

Na tym tle bardzo dobrze wypada moja maszynka na żyletki, gdyż cała z metalu ma odpowiednią wagę. Krótka rączka nie stanowi tu żadnego problemu. Wystarczy ją prowadzić, lekko trzymając końcówkę rączki. Dobrze wypada również Flexball, który jest wykonany całkiem solidnie i wygodnie leży w dłoni. Najgorzej należy ocenić tutaj podstawową maszynkę Mach 3, która zrobiona jest w całości z plastiku, przez co jest za lekka, by golić sama. Musimy jej w tym nieco pomóc, a tym samym zwiększamy ryzyko podrażnień i zacięć. Ten minus łatwo można wyeliminować kupując wyższej jakości rączkę, niekoniecznie produkcji Gillette. Wiele firm produkuje takie rączki dla wymagających klientów i pasują one właśnie do wkładów Mach 3.

Gillette Mach 3

Gillette Mach 3

Zbieranie piany

Spora różnica pojawiła się w temacie zbierania piany. Maszynki systemowe szybko wyczerpywały swoje możliwości przetrzymywania piany i często należało je płukać. Nie zauważyłem natomiast, żeby zapychały się zarostem w jakiś problematyczny sposób.

Maszynka na żyletki jest tutaj wielokrotnie lepsza. Jej dwie jednoostrzowe strony nie mają jak się zapchać zarostem. Natomiast piany mogą zebrać znacznie większą ilość. Na dodatek, gdy jedna strona się zapełni, maszynkę można obrócić i golić się dalej drugą stroną. To mocno odracza konieczność płukania maszynki.

<<Zobacz też: Niedrogi zestaw do golenia na mokro – Wilkinson i Nivea>>

Maszynka na żyletki Merkur Solingen 41C

Maszynka na żyletki Merkur Solingen 41C

Jakość golenia

Przejdźmy zatem do najważniejszego – efektów golenia. Większość osób pewnie pomyśli, że wkłady wieloostrzowe muszą golić dokładniej, bo mają więcej ostrzy. Poza tym to pewnie najpopularniejszy na świecie sposób golenia, więc musi to coś oznaczać! Natomiast miłośnicy maszynek na żyletki z pewnością są przekonani, że to żyletki wypadły najlepiej. To przecież one bez udziwnień sprawdzają się od ponad 100 lat.

Przyznam się, że tutaj nastąpiło największe dla mnie zaskoczenie. Nie zaobserwowałem różnicy! Rzecz jasna nie każde golenie było idealne, ale gdy tylko nabrałem wprawy przy każdym z tych urządzeń (a każde wymaga nieco innej techniki), efekty były bardzo dobre. Jedynie przy Mach 3 miałem pewne problemy z dogoleniem w paru miejscach na szyi, ale to nie był większy problem.

Gillette Fusion Proglide Flexball - ależ długa nazwa!

Gillette Fusion Proglide Flexball – ależ długa nazwa!

To między innymi dlatego przedłużyłem testy, by się upewnić w moich ocenach, ale ostatecznie nie mogę powiedzieć, że którąś z tych maszynek nie byłbym w stanie dobrze i przyjemnie się ogolić. Ten wynik przywiódł mnie do prostego wniosku:

Technika golenia

Zauważyłem bowiem, że z każdym kolejnym goleniem w trakcie testu osiągam coraz lepsze efekty niezależnie od stosowanego urządzenia. Nawet maszynką na żyletki goliłem się nagle lepiej niż przed testem. Naiwnym byłoby twierdzić, że po prostu nabrałem wprawy. Tutaj kluczową rolę odgrywa skupienie się i poświęcenie czasu na porządne golenie, a także przygotowanie zarostu i użycie dobrych kosmetyków.

Przekonałem się, że technika tradycyjnego golenia na mokro będzie się dobrze sprawdzała przy każdym ostrym ostrzu do golenia. Wystarczy zrobić to na spokojne i bez pośpiechu, unikając popularnych błędów. Wówczas zapewne większość dobrych produktów do golenia sprawdzi się. Przekonałem się, że pędzel i mydło/krem do golenia są w goleniu ważniejsze od maszynki, dopóki jej ostrza są faktycznie ostre.

maszynki7

Koszty golenia

Ponieważ efekty golenia są aż tak bardzo podobne do siebie, muszę porównać te urządzenia również pod względem kosztów użytkowania. Maszynka na żyletki to koszt ok. 100 zł, żyletka ok. 1 zł, a jej przydatność waha się między 3-7 goleń, zależnie od grubości zarostu. Mach 3 to koszt 20-30 zł, a wkład wystarczający na mniej więcej miesiąc ok. 10 zł. Proglide Flexball kosztuje 50-60 zł, a jego wkłady o podobnej przydatności ok. 15 zł.

Z tych obliczeń wynika, że maszynka na żyletki wygrywa cenowo nawet o połowę w stosunku do maszynek systemowych. Co więcej taka maszynka często nie ma jak się zepsuć w domowych warunkach, a jej uniwersalne uchwyty na żyletki nie przeterminują się. Natomiast maszynki systemowe trzeba co jakiś czas wymieniać ze względu na zużycie elementów plastikowych i ruchomych części, a istnieje też ryzyko zakończenia ich produkcji. Choć trzeba przyznać, że Mach 3 utrzymuje się zaskakująco długo jak na ten rynek.

Podsumowanie

Mimo podobnych wyników winien Wam jestem jakąś jednoznaczną ocenę maszynek.

Pod względem jakości golenia, przyjemności i efektu gładkiej skóry nieznacznie prowadzi tutaj Gillette Proglide Flexball. Moja maszynka na żyletki stanęłaby tuż za nią, choć kto wie jaki wynik byłby przy lepszych żyletkach. Natomiast Mach 3 wyraźnie ustępuje powyższym maszynkom. Niemniej również goli całkiem poprawnie.

Konfrontując ten wynik z ceną każdego z tych urządzeń, nie widzę jednak powodu by przerzucać się na Flexball. Znacznie wyższy koszt nie jest rekompensowany takim samym wzrostem jakości. Pozostanie dla mnie jedynie dobrą alternatywą i wyborem na podróż samolotem, kiedy nie będę mógł wziąć na pokład żyletki.

Mam nadzieję, że moje wnioski wydadzą się Wam przydatne. Podzielcie się proszę swoimi doświadczeniami. Dajcie też znać, jeśli Waszym zdaniem popełniłem gdzieś błąd w tym teście. Może powinienem też przeprowadzić kiedyś porównanie mydła i kremu do golenia z pianką i żelem w puszce, ale mam spore opory przed stosowaniem tej chemii.