Zgodzicie się ze mną, że mężczyzna z klasą powinien panować nad swoim językiem, prawda? To nie jest jednak takie proste, gdy przyzwyczajeni jesteśmy do rynsztokowego słownictwa naszego otoczenia. Na szczęście można nad tym u siebie pracować i osiągać dobre efekty.

storm

Fot. Zooey, (CC BY-SA 2.0) .

Dlaczego przeklinamy?

Czasem mamy wrażenie, że soczyste używanie wulgaryzmów to nasza narodowa domena. Osoby dumne z tej cechy zasmucę jednak: tak samo, jak my, przeklinają również inne nacje. Wszyscy klniemy zarówno w mowie codziennej, chwilach złości i przy krytyce innych. Co gorsza wiele osób uważa, że przeklinanie jest męskie i dodaje powagi. Nie, nie jest i nie dodaje.

Uważam, że mężczyzna z klasą, musi panować nad swoim językiem, a stosowanie wulgaryzmów to objaw słabości, utraty kontroli nad sobą. Opanowanie samokontroli jest natomiast jak najbardziej męskie i dodaje powagi.

Dawne przekleństwa.

Kiedyś próg wulgarności stawiało się znacznie bliżej niż dziś. Niemniej były znane też wyrażenia o wiele ostrzejsze, a wie to każdy, kto zgłębiał młodzieńczą twórczość Aleksandra Fredry. Źródło: M. Rościszewski, „Rozmowa i sposób jej prowadzenia”, 1901.

Jak nas widzą

Często jesteśmy tak obyci z przekleństwami, że nie zastanawiamy się nawet czy używanie ich jest na miejscu. W obliczu szefa, babci czy księdza zazwyczaj większość osób potrafi się powstrzymać, ale już przy kolegach, dziewczynie czy w miejscach publicznych jest znacznie gorzej. Ostatnio byłem nawet świadkiem jak pewien znany pseudocoach na swoim wystąpieniu przed biznesową publiką przeklinał by dodać sobie luzackiego charakteru. O słuchaniu wulgaryzmów w transporcie miejskim, na chodnikach czy nawet spotkaniach towarzyskich już nie wspomnę.

A przecież ludzie oceniają się wzajemnie również pod kątem używanego słownictwa. Wszyscy dobrze wiemy z kim kojarzy się wulgarny język: od ludzi niedojrzałych, przez zwyczajnie niewychowanych, po podejrzanych. Co więcej, u wielu osób przekleństwa wzbudzają lęk, niechęć i nawet agresję. Pytanie zatem czy chcielibyście być kojarzeni z powyższymi modelami i wzbudzać wymienione uczucia w swoim otoczeniu? Mężczyzna z klasą by nie chciał.

<<Zobacz też: Trudna sztuka krytykowania>>

Wyznaczenie celu i diagnoza

Zacząć należy rzecz jasna od odpowiedzenia sobie na pytanie jak chcemy być postrzegani przez innych. Zakładam, że czytelnicy tego bloga najczęściej będą właśnie dążyli do bycia mężczyznami dojrzałymi, pewnymi siebie i godnymi szacunku. Jeśli tak właśnie jest należałoby przyjrzeć się swojemu słownictwu. Praca na tym polu jest równie ważna jak praca nad swoimi gestami czy wyglądem.

Zależnie od sytuacji, w której przeklinamy, będziemy szukać nieco innych rozwiązań.

Burza w górach, ok. 1870

Albert Bierstadt, Burza w górach, ok. 1870.

Przekleństwa w języku codziennym

Często trudno zauważyć nawet, że przeklinamy w mowie codziennej. Wiele przekleństw wydaje nam się tylko kolokwialnym słownictwem, niczym złym. Nie rusza nas „dupa”, wszystko jest „zajebiste” albo „popieprzone”. Czasem wymsknie nam się coś mocniejszego, ale przecież każdemu może się to zdarzyć. Takie przeklinanie uznajemy za tak głęboko zakorzenione w nas, że wydaje się niemożliwe do wyplenienia. Do czasu, aż spróbujemy to zwalczyć.

W tym wypadku niezbędna będzie świadomość używanego słownictwa. Kontrolę zaczynamy od obserwacji jak sami mówimy. Na szczęście przed każdym wypowiedzianym słowem mamy uchwytny ułamek sekundy między myślą a wypowiedzią. To tutaj musimy się zatrzymać i „ugryźć w język”. Kiedyś myślałem, że jest to niewykonalna praca, ale odkąd sam zacząłem kontrolę własnego języka (zarówno przekleństw jak i tego „yyy”, pojawiającego się między słowami w moich filmach) wiem, że choć trudna jest w moim zasięgu i pozwala na osiąganie pożądanych wyników.

Bardzo ważne będzie też rozwijanie swojego słownictwa. Wszystko jest dla nas „zajebiste” bo po prostu nie potrafimy opisywać naszych wrażeń i emocji. A przecież rzeczy piękne mogą być elektryzujące, porywające, wspaniałe, inspirujące, bajeczne… Zresztą zajrzyjcie tutaj, a znajdziecie ponad 300 (!) synonimów słowa „piękny”. Tutaj przydaje się czytanie powieści, a nawet blogów pisanych dobrym językiem. Ważne będzie też szukanie towarzystwa osób potrafiących przeprowadzić żywą dyskusję bez rzucenia mięsem.

Przekleństwa w krytyce

Najgorszą formą przeklinania jest używanie inwektyw pod adresem innych osób. Nawet jeśli są to ludzie zasługujący na podłe miano, używanie niskich słów będzie źle świadczyło o nas samych.

Świetną alternatywę podsuwają nam małe dzieci, które jeszcze uchroniły się przed standardowymi przekleństwami. One też się złoszczą i próbują to wyrazić słownie, ale korzystają ze słów im dostępnych. I nie mam tu na myśli poczciwej „kurki wodnej”. Myślę raczej o czymś w rodzaju: „twoje stopy śmierdzą jak zgniłe jajko w śmietniku Gargamela” itp. To oczywiście w świecie dorosłych nie zadziała, ale wierzcie mi, że my również potrafimy ostro dopiec komuś nie używając nawet jednego niekulturalnego słowa. Obelga, która trafia w czułe punkty i obnaża czyjeś podłości, będzie o wiele bardziej dotkliwa niż zwykły wulgaryzm, a przynajmniej będzie dobrze świadczyła jej o autorze.

Rzecz jasna i tutaj pojawia się konieczność rozwijania swojego zasobu słów. Przyda się też kontrola własnych emocji.

<<Zobacz też: Jak z klasą reagować na krytykę>>

Przekleństwa w złości

Trudniej jest zapanować nad swoim językiem kiedy zostaniemy doprowadzeni do szewskiej pasji albo po prostu przeleje się czara goryczy. Czy to ktoś nas mocno zdenerwował, czy nadepnęliśmy nocą gołą stopą na klocek lego, czy po prostu coś nas niemiło zaskoczyło zawsze pojawia się wówczas chęć odreagowania wiązanką jakichś soczystych słów.

W takich sytuacjach niezbędna będzie umiejętność panowania nad własną złością. Zauważanie jej u zarania i przetworzenie na niegroźną reakcję, której nie będziemy się później wstydzić. Pisałem już o tym w artykule Jak zapanować nad własną złością. Samokontrola to jedna z najważniejszych cech gentlemana.

Sztorm

Fot. Zooey, (CC BY-SA 2.0) .

Czy można od czasu do czasu przekląć?

Mężczyzna z klasą raczej nie klnie, ale wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i każdemu to może się zdarzyć. Przeklinanie w mowie codziennej i obrzucanie innych osób wulgarnymi obelgami to zachowania zdecydowanie nie licujące z byciem gentlemanem. Niemniej w nagłym przypływie złości przekleństwo będzie jako tako usprawiedliwione i zrozumiałe, ale nadal będzie objawem słabości charakteru.

Sam jeszcze niedawno przeklinałem zdecydowanie więcej, ale pracowałem nad tym kontrolując własny język. Po jakimś czasie zorientowałem się, że faktycznie udało mi się znacząco zbliżyć do celu. Jest to więc jak najbardziej możliwe i warto spróbować. Nie łudźmy się bowiem, przekleństwa uroku nam nie dodają.

Ciekaw jestem Waszego zdania: są sytuacje, w których przekleństwa są w pełni usprawiedliwione? Są wulgaryzmy lepsze i gorsze? A może macie jakieś inne sprawdzone techniki rugowania przekleństw ze swojego języka?