Muzyka popularna XX i XXI wieku jest inna niż dawna klasyka, przez co wiele osób omija tę ostatnią szerokim łukiem. To wielki błąd! Utwory klasyczne są nie tylko przyjemne do słuchania, ale też idealnie nadają się do relaksu, poprawy koncentracji i nauki. Zresztą podstawy muzyki klasycznej po prostu wypada znać.

klasyka

To jest miłość

W klasyce zakochałem się już w podstawówce, zanim pojawiło się u mnie zainteresowanie historią czy gentlemanami. W tej miłości nie ma zatem ani krzty wyrachowania czy snobizmu. Pamiętam, że jako dziecko miałem styczność z pojedynczymi utworami Mozarta, Bacha i Beethovena, ale dopiero jak w moje ręce trafiła płyta Vivaldiego Cztery pory roku dałem się wciągnąć w to na dobre. I gwoli wyjaśnienia dodam, że zarówno wcześniej jak i później słuchałem przeważnie muzyki popularnej, zazwyczaj rockowej i jazzowej, ale klasyka zawsze pozostała już moim azylem.

Dziś chciałbym Wam pokazać ten drobny składnik mojego charakteru i zachęcić Was do krótkiego spaceru pod prąd mainstreamowi, z nadzieją, że niebawem podobne wyprawy będziecie sobie organizować samodzielnie.

Wyjaśnienie: formalnie muzyką klasyczną nazywa się twórczość muzyczną z okresu w sztuce między barokiem a romantyzmem, czyli drugą połową XVIII a pierwszą XIX wieku (m. in. Mozart, Beethoven, Haydn). Najczęściej używamy tego określenia błędnie, nazywając klasyczną również muzykę operową, symfoniczną i fortepianową z innych okresów, nawet współczesnego. Ponieważ nie znalazłem lepszego określenia zbiorczego, będę stosował termin „muzyka klasyczna” w jego kolokwialnym znaczeniu. Muzykologów proszę o wybaczenie.

Orkiestra.

Orkiestra Symfoniczna w Dublinie. Fot. Derek Gleeson, CC BY-SA 3.0.

Do czego służy muzyka klasyczna?

Istnieją przestrzenie naszej kultury, z których warto czerpać dla samego faktu czerpania, bez liczenia na korzyści. Choć z muzyką klasyczną może być podobnie, jej słuchanie przynosi wiele konkretnych i namacalnych korzyści.

W klasyce znajdziemy utwory dostosowane do praktycznie wszystkich nastrojów. Znając style odpowiednich artystów nie będzie problemu z dobraniem sobie muzyki do własnego samopoczucia. Co prawda ja korzystam z tego zazwyczaj w jednym celu – uspokojenia. Stąd moje preferencje kierują się ku artystom, którzy pozwalają mi się zrelaksować i zapomnieć o świecie.

Klasyczna muzyka sprawdza się też świetnie do odcięcia się od otoczenia, koncentracji i skupienia na nauce lub pracy. W dodatku jest tworzona na instrumentach mających naturalne brzmienie, pozbawiona przyciągającego uwagę wokalu (śpiew chóralny czy operowy tak nie angażuje, jak zrozumiały tekst piosenki), a rytm i tempo są dostosowane do naszych możliwości. Wszystko to sprawia, że słucha się jej łatwiej, bez rozpraszania myśli ani zmęczenia, niż nowoczesną muzykę popularną (porównajcie z dubstepem – moim faworytem na miano „muzyczny blender mózgu”).

Należy też wspomnieć o tym co zazwyczaj doceniamy najpóźniej – bogate piękno tej muzyki. Twórcy, których sława przetrwała do dzisiaj byli wirtuozami i genialnymi wizjonerami. Ich utwory to zazwyczaj wspaniałe uczty dla audiofilów. Również osoby początkujące i posiadające gorszy słuch (ja się do nich zaliczam) będą czuły się usatysfakcjonowane, gdy tylko dadzą się wprowadzić w ten świat.

<<Zobacz też: Historia jazzu na 30 kultowych płytach>>

Od jakich twórców zacząć?

Jak wspomniałem wyżej, w muzyce klasycznej różnorodność jest tak duża, że z jednej strony znajdziemy coś na każdą okazję, ale z drugiej z pewnością trafimy też na kompozytorów, których nie polubimy. „Swojej” muzyki klasycznej należy więc poszukać samemu. Niemniej polecam trzy proste kroki, które można wykonać od samego początku, żeby wejść w ten świat.

Przede wszystkim (muzykolodzy pewnie mnie już znienawidzą!) mimo wszystko polecam muzykę filmową. Od końca lat 70-tych jest to już dojrzały gatunek, którzy pełnymi garściami czerpie z klasyki, a ponieważ jest do pewnego stopnia popularny, stanowi wspaniałe wprowadzenie w bardziej zaawansowane rejony. Przyjrzyjcie się chociaż twórczości Johna Williamsa, twórcy muzyki do Gwiezdnych Wojen, Szczęk, Bliskiego spotkania III stopnia, Indiany Jonesa, Imperium Słońca i wielu innych. Posłuchajcie też muzyki Zbigniewa Preisnera, Hansa Zimmera czy Howarda Shore’a.

 




 

To Was wprowadzi w muzykę symfoniczną, pozbawioną wokalu. Muzykę mogącą jednocześnie tworzyć tło do codziennych czynności albo stanowić danie główne, choćby podczas wieczornego relaksu.

Następnym krokiem powinny być składanki najpopularniejszych utworów klasycznych (barokowych, klasycznych, romantycznych zarówno z muzyki symfonicznej, operowej jak i fortepianowej). Będziecie zaskoczeni jak wiele z nich kojarzycie ze słuchu, ale nie mieliście świadomości kto był autorem. Na takich przykładach zaczynamy sobie kształtować preferencje i uczyć się stylów różnych kompozytorów. Przy okazji zaczynamy sobie tworzyć bazę wiedzy o kompozytorach i ich utworach. Zyskujemy tym samym kolejny temat do rozmów i rozwijamy swoją erudycję.

 

 

Jeśli któryś wydaje się bardziej interesujący, można od razu poszukać „The Best Of” jego twórczości. To najprostsza metoda, żeby poznać charakter danego muzyka i przekonać się czy on nam odpowiada. Po zaprzyjaźnieniu się z danym kompozytorem, możemy odszukać wszystko co stworzył. Powoli zacznie grać rolę też to, kto jest wykonawcą utworu. Choć równie dobrze owa „przyjaźń” może się ograniczać do jednej, konkretnej płyty/jednego koncertu.

 

 

[Więcej albumów typu „The Best Of” znajdziecie pod tym linkiem.]

Po pokonaniu tej drogi każdy albo znajdzie coś dla siebie i będzie wiedział gdzie iść dalej, albo faktycznie muzyka klasyczna nie jest dla niego (choć nie wierzę, żeby po rzetelnie przeprowadzonych poszukiwaniach ktoś tak stwierdził). Polecam robić notatki po drodze, żeby wiedzieć do jakich twórców wracać w różnych momentach. Z pewnością traficie na wiele przyjemnych ścieżek muzycznych do filmów albo utworów klasycznych, które przydadzą się do nauki do sesji, podczas pracy w gwarnym biurze, do relaksu czy nawet do biegania. Mając do nich szybki dostęp, nie będziecie tracić czasu na szukanie odpowiedniej muzyki.

Mój wybór

Chciałbym Was zaprosić do wysłuchania również moich ulubionych kompozytorów, którym tak na prawdę powinienem poświęcić osobne artykuły (drugiemu zwłaszcza), ale na to musi przyjść jeszcze czas.

Wszystkim wstępującym w świat muzyki klasycznej gorąco polecam wspomniane już Cztery pory roku Antonio Vivaldiego. Ten cykl jest jednocześnie przyjemnie żywiołowy i uspakajający. Miło pobudza, dając pozytywną energię, ale nie narzuca się i pozwala zająć się swoimi sprawami. Wielokrotnie słuchałem go zarówno do snu, jak i do pracy. Vivaldi przekonał mnie do muzyki barokowej, choć na pierwszy „rzut ucha” jest to muzyka archaiczna.

 

Choć obecnie postawiłbym go na pierwszym miejscu, chronologicznie do Fryderyka Chopina przekonałem się nieco później. Nie jestem w stanie wyjść z podziwu dla jego wirtuozerii i geniuszu muzycznego (tym samym podziwiam jego najlepszych wykonawców!). Chopin uczynił z samego fortepianu tak bogaty instrument, że człowiek zapomina, że słucha jednoosobowego wykonania. Muzyka wciągająca, przywołująca obrazy polskiej prowincji, uspakajająca, ale potrafiąca też mocno ruszyć. Ten artykuł miał być pierwotnie poświęcony tylko jemu.

 

Jako ostatnie chciałbym zaproponować Requiem Wolfganga Amadeusza Mozarta. To ostatni tego kompozytora, niedokończony przez niego zresztą, utwór zawierający partie wokalne wykonywane przez chór. To perfekcyjna muzyka do wysłuchania w starych, wielkich kościołach. Jeśli tylko będziecie mieli taką okazję, koniecznie weźcie udział w takim koncercie! Nie zapomnicie tego.

 

Mam nadzieję, że znajdziecie w tym zestawieniu coś dla siebie. Przypominam jednak, że ja poszukuję w muzyce tego typu ukojenia. Wagner, Beethoven czy Grieg są mi dobrze znani i od czasu do czasu lubię do nich wrócić, ale nie brakuje mi w życiu mocnych wrażeń, żebym ich jeszcze szukał w muzyce.

Jeśli natomiast sami macie inne preferencje, chętnie o nich porozmawiam z Wami w komentarzach. Inni czytelnicy też pewnie chętnie skorzystają z rekomendacji.

Za wysokie progi?

Nie wiem czy to trzeba jeszcze podkreślać, ale na koniec chciałbym dodać, że to jest tylko muzyka. Ona ma sprawiać nam radość i pasować do naszych oczekiwań. Może i uczyni nas lepszymi (spokojniejszymi, natchnionymi, o szerszych horyzontach), ale to nie powód by ją w szczególny sposób wyróżniać czy wyróżniać siebie samego za fakt słuchania. Nie budujmy sztucznych barier.

Chciałbym, żeby muzykę klasyczną traktowano jako coś normalnego, od czego dzieli nas zaledwie krok, a nie przepaść. Uważam, że obecnie próg wejścia sami zawyżamy, przez co wiele osób w ogóle nie pomyśli, że muzyka klasyczna ma dla nich cokolwiek do zaoferowania. A ma. Dla każdego bez wyjątku. I wiele.

PS Rodzicom polecam też wyrabiać gusta swoich dzieci choćby poprzez kultowy już film Walta Disneya z 1940 roku Fantasia. Jest to pierwszy film animowany z wykorzystaniem dźwięku stereofonicznego. Jest złożony z kilku krótszych historii ilustrujących znane utwory klasyczne. Mamy tu zatem ucztę zarówno dla ucha i oka!