Jeden z silniejszych stereotypów mówi, że gentleman zawsze płaci za swoją towarzyszkę. Budzi to jednak sprzeciw wielu mężczyzn i kobiet. Czy faktycznie tak powinno być? Jak było kiedyś? Jak wybrnąć z sytuacji, w której któraś ze stron chce przełamać ten zwyczaj?

Fot. Ciousmagz (CC BY-SA 3.0)

Fot. Ciousmagz (CC BY-SA 3.0)

Scena w restauracji

Przy stoliku, w romantycznej restauracyjce, siedzi para. To ich trzecia randka i oboje mają coraz śmielsze plany na wspólną przyszłość. Przed nimi przyjemny spacer do domu, czułe słówka i miły dotyk, ale wcześniej przychodzi do płacenia. On chwyta za rachunek, lecz w tej chwili ona odzywa się, że chciałaby zapłacić za siebie. On rzecz jasna nie zgadza się, ale ona nalega. Atmosfera gęstnieje gdyż ona czuje się ignorowana, a on nie wie czy to sprawdzian, czy może ona już go nie chce?

W alternatywnej wersji tej historii on może liczyć na to, że w końcu ona zacznie dokładać się do rachunków, bo w przeciwnym razie, będzie musiał ograniczyć te randki z powodów finansowych. Ona natomiast czuje się wyśmienicie, kiedy jej gentleman traktuje ją jak prawdziwą damę i zawsze za nią płaci. I tutaj szereg niedomówień może doprowadzić do dramatycznego końca.

Zanim przejdę do podpowiedzi jak najlepiej zachować się w takiej sytuacji, chciałbym wyjaśnić skąd w ogóle wzięło się przekonanie, że mężczyzna płaci za kobietę.

Gentlemani i damy z dawnych lat

Stereotyp ten ma swoje silne i racjonalne uzasadnienie w kształcie społeczeństwa sprzed tzw. rewolucji obyczajowej. Kiedyś kobiety z wyższych sfer były odcięte od źródeł dochodów, a zarabianiem pieniędzy zajmowali się tylko ich mężowie i ojcowie. Podkreślam, że dotyczy to wyłącznie wyższych sfer, gdyż w klasach chłopskiej, robotniczej czy mieszczańskiej kobiety zazwyczaj ciężko pracowały. Wbrew pozorom nie był to układ idealny dla elit, gdyż wielu mężczyzn zwyczajnie nie było stać na zakładanie rodziny. Stąd wysoka popularność stanu kawalerskiego, późne śluby, a nawet nieślubne dzieci. Kobiety natomiast w sprawach pieniędzy musiały zawsze zwracać się do swoich męskich opiekunów.

Dla nas istotne jest natomiast to, że dopiero od międzywojnia, a tym bardziej okresu po II wojnie światowej, kobiety z elit zaczęły zyskiwać możliwość pracy i zarabiania, a tym samym stały się bardziej niezależne finansowo. Dlatego wcześniej jedną z najważniejszych cech kandydata na męża był jego zasobny portfel. Opłacanie rachunków należało zatem do obowiązków mężczyzny. Nie był to wyłącznie miły gest obliczony na zrobienie dobrego wrażenia.

Z czasem jednak przestało dziwić, że nawet mężatka pracuje i zarabia. Obecnie coraz mniej dziwi (i bardzo dobrze!), że kobieta niekiedy zarabia więcej niż jej partner. Męska dominacja finansowa nad kobietą coraz rzadziej przejawia się w naszych związkach. Ten dawny zwyczaj musiał więc ewoluować do tworu nieco bardziej skomplikowanego, ale nadal łatwego do opanowania.

Dlaczego kobieta chce zapłacić za siebie?

Skoro wiemy już jakie były źródła zwyczaju płacenia przez mężczyzn, zdajemy sobie też sprawę, że pośrednio podkreślał on uzależnienie finansowe kobiety od mężczyzny. Wyobraź sobie, że kolega zaprasza Cię do pubu na dobre piwo lub szklaneczkę whisky i pokrywa rachunek. Z początku odbierasz to jaki miły gest, ale potrzeba odwdzięczenia się pozostaje.

Tak samo jest w relacjach damsko męskich. Mężczyzna płacący za kobietę niejako uzależnia ją od siebie i zobowiązuje do odwdzięczenia się. Jak ma się odwdzięczyć, skoro on nie pozwala jej płacić? No właśnie! Przez to mężczyzna stawia w niezręcznej sytuacji kobietę, która przy propozycji kolejnej randki lub wejścia na chwilę do jego mieszkania będzie się wahała czy nie zgodzić się tylko dlatego, że jest mu „coś winna”.

Kobiety niezależne finansowo często wolą więc nie robić sobie długów wdzięczności i mieć czysty rachunek wobec mężczyzn. Dzięki temu będą mogły podejmować dalsze decyzje bardziej niezależnie. Niekoniecznie jest to zatem sygnał, że nie mają wobec nich poważnych zamiarów. Niekoniecznie jest to też sprawdzian ich determinacji.

<<Zobacz też: Równouprawnienie płci a uprzejmość>>

Płaci ten, kto zaprasza.

Przejdźmy zatem już do konkretnych zasad. Mężczyzna zdecydowanie powinien zapłacić za kawę, obiad, kolację, kino itp. kiedy zaprasza. Gdy mówimy „Chodź, zapraszam Cię do kina”, oznacza to, że my stawiamy. I tak naprawdę nie ma znaczenia jakiej jesteśmy płci i z kim idziemy. Płaci ten, kto zaprasza.

W związku z tym zawsze bądź gotów zapłacić pełny rachunek, jeśli zapraszałeś i nie miej pretensji, gdy towarzyszka nie zaproponuje dorzucenia się. Pamiętaj też, że gdy Ty jesteś zapraszany rachunek prawdopodobnie pokryje osoba zapraszająca, nawet jeśli jest to Twoja dziewczyna.

restauracja

Płacenie na randkach

Generalnie pierwsza randka zazwyczaj jest inicjatywą mężczyzny, więc to on płaci. Na kolejnych randkach może pojawić się propozycja z jej strony, że ona tym razem stawia lub choć dorzuci się do rachunku. Nie ma w tym nic złego. Jeśli planowałeś zapłacić uprzejmie odpowiedz, że nie ma takiej potrzeby, ale nie okopuj się na tej pozycji. Pozwól jej decydować za siebie i daj jej też możliwość być uprzejmą wobec Ciebie.

Czy ona powinna proponować płacenie? To zależy od formy zaproszenia. Jeśli ją zabierasz, nie ma obowiązku. Natomiast kiedy umawiacie się, że gdzieś pójdziecie razem i przy okazji za coś płacicie, raczej dobrą praktyką z jej strony będzie propozycja równego dzielenia się kosztami.

Chcąc uniknąć niedomówień i zapłacić możesz jeszcze przed zamówieniem powiedzieć coś w rodzaju „dzisiaj ja stawiam”. Gdybyś zapomniał, a rachunek by już się pojawił, możesz zaproponować „pozwól, że ja zapłacę”. W ten sposób wyślesz sygnał, że liczysz się z jej zdaniem, że nie płacisz za nią bez pytania. Jednocześnie dasz jej możliwość klarownego przestawienia swojej woli. Będzie miała bowiem okazję, by zaprzeczyć i zaproponować podział kosztów.

<<Zobacz też: Gentlemani, damy i namiętne pocałunki w miejscach publicznych>>

Jak się dzielić kosztami?

Statystyki mówią, że nie tylko coraz więcej kobiet, ale też coraz większa liczba mężczyzn woli dzielenie się rachunkami. Sprawia to, że dwie osoby o sprzecznych poglądach mogą trafić na siebie i mieć wręcz przeciwne oczekiwania. Jest to skomplikowana sytuacja i wymaga sporego wyczucia. Mężczyzna powinien umieć pokonać swoje ego i w razie czego zrezygnować z „obowiązku” płacenia za nią. Każdy z nas ma w końcu wiele innych cech, którymi może zaimponować.

Trudniej jest, gdy ona oczekuje płacenia za nią, a jego zwyczajnie na to nie stać. Trudno bowiem spodziewać się, że student będzie płacił za każdą kolację dla dwojga, a przecież z randek rezygnować nie chce. Wyjściem jest w miarę klarowne zasugerowanie i delikatne, że kolejny rachunek regulują wspólnie albo wybór formy spotkania, która nie generuje kosztów (np. spacer).

Mężczyzna nie powinien udawać, że stać go na więcej, jeśli tak nie jest, bo i tak prawda wyjdzie kiedyś na jaw. Natomiast kobieta powinna mieć na względzie fakt, na jakie wydatki naraża swojego partnera. W końcu żyjemy w jednym świecie i dobrze wiemy jakie są realia.

Dodam tylko, że jeśli już się dzielimy, dobrze jest dzielić się po równo. Debata nad rachunkiem kto zjadł co i za ile jest kiepskim pomysłem.

Bądź gotów

Mimo że powyższe zasady są coraz bardziej popularne, zdarzają się sytuacje, w których będziesz musiał zachować się jak międzywojenny gentleman. Zapomniany portfel, brak gotówki, czy niespodziewany wydatek mogą sprawić, że mimo chęci i deklaracji, Twoja towarzyszka nie będzie w stanie uregulować rachunku.

Dlatego zawsze noś na takie spotkania kartę płatniczą i GOTÓWKĘ! Z akcentem na to drugie. Wielokrotnie płaciłem za kawę, na którą mnie zapraszano, tylko dlatego, że kawiarenka nie obsługiwała kart. Do dzisiaj bawi mnie wspomnienie o tym, pewnie tylko dlatego, że nigdy nie miałem problemu z zapłaceniem. Dla mojej towarzyszki był to natomiast jasny sygnał, że w potrzebie zawsze może na mnie liczyć.