Zazwyczaj, gdy coś przeskrobiemy albo komuś odmawiamy, czujemy potrzebę wytłumaczenia się z tego. Chcemy przybliżyć naszą sytuację, wyjaśnić dlaczego musimy tak postąpić. Ale zadajmy sobie najpierw pytanie czy w ogóle dojrzały i niezależny mężczyzna powinien się tłumaczyć ze swojego postępowania?Czas-Gentlemanow-tlumacz

Potrzeba tłumaczenia

Zacznijmy od tego skąd w nas się bierze to pragnienie wytłumaczenia się. Kiedy byliśmy młodzi, nasi rodzice, opiekunowie i nauczyciele nieustannie naciskali żebyśmy składali wyjaśnienia niemal ze wszystkiego co robiliśmy. Z jednej strony to zrozumiałe, bo chcieli nas jakoś kontrolować. Sami zresztą oczekujemy albo będziemy tego oczekiwać od własnych dzieci. Z drugiej strony pomagało to nam wykształcić sobie zdolność uzasadniania swoich wyborów i lepsze ich zrozumienie.

Przyzwyczajenie z dzieciństwa pozostało w nas jednak mocno. Również w dorosłym życiu instynktownie czujemy, że gdy powiemy więcej, wyjaśnimy wszelkie okoliczności, podamy mocne argumenty, to nasi rozmówcy nas zrozumieją lepiej, wybaczą, nie będą na nas źli. Co więcej, oczekujemy tego od osób, z którymi mamy kontakt. Nie tylko wobec dzieci. Wymagamy wytłumaczenia się od pracowników, od przyjaciół czy od partnerki.

Tylko czy powinniśmy?

<<Zobacz też: Sztuka prowadzenia rozmowy>>

Chłopiec i lokaj

Do przemyśleń na ten temat skłoniły mnie dwa bodźce. Jeden to sytuacja z dzieciństwa (miałem wówczas ok. 15 lat). Byłem na wakacjach z rodziną i umawiałem się na grę w siatkówkę z grupą wczasowiczów z ośrodka. W ostatniej chwili okazało się, że muszę gdzieś iść z rodziną, więc poszedłem wyjaśnić, że na grę nie przyjdę. Rozmawiałem ze starszym mężczyzną, który widząc na co się zanosi szybko mi przerwał i powiedział, że nie muszę się tłumaczyć. Nie przyjdę i już. Ta informacja mu wystarczy. „Nie muszę?!” – pomyślałem. Wcześniej nigdy nikt tak nie zareagował w stosunku do mnie.

Drugi bodziec to zachowanie jednej z postaci z popularnego serialu o brytyjskich elitach z początku XX wieku – „Downton Abbey”. Mianowicie chodzi o niezwykle honorowego lokaja Johna Batesa. Był on zamieszany w całą serię wielce kłopotliwych sytuacji, przez co tracił pracę i swoją ukochaną, ale ciągle milczał jak grób, mimo że nie był niczemu winny. Ostatecznie prawda wyszła na jaw i dobre imię Batesa zostało w pełni oczyszczone, ale mnie aż odpychał upór tego człowieka. Konsekwentnie nie tłumaczył się w ogóle.

Przejdźmy zatem do najważniejszego pytania: czy mężczyzna powinien się tłumaczyć?

<<Zobacz też: Jak być asertywnym gentlemanem>>

Z wyborów się nie tłumacz

Każdy mężczyzna powinien sobie w końcu uświadomić, że jest niezależną, dojrzałą osobą i to co dzieje się w jego głowie to jego prywatna sprawa. Z naszych przekonań politycznych, światopoglądów, wiary oraz wszelkich wyborów związanych z tymi sferami nie musimy się tłumaczyć.

To samo dotyczy odmowy spełnienia czyjejś prośby. Uprzejme „przykro mi, ale nie mogę”, w pełni załatwia sprawę.

Tutaj oczywiście pojawia się problem drugiej strony, która może sądzić, że ma prawo oczekiwać od nas wyjaśnień, a wobec ich braku obrazić się. Niemniej to już kwestia nadgorliwości i próby manipulacji. My nie musimy się tym przejmować. Należy też pamiętać, że sami często stajemy po tej „drugiej stronie”. Trzeba się nauczyć przyjmować „nie” bez dalszych wyjaśnień i ufać, że nasz rozmówca ma ważny powód, którego jednak nie musimy znać.proste-zasady-tlumaczenie

Przewinienia najpierw naprawiaj, potem wyjaśniaj

Trochę inaczej sytuacja wygląda, gdy popełniamy gafę. Spóźniając się każemy na siebie czekać i marnujemy czyjś czas. Nie dotrzymując obietnic wystawiamy kogoś do wiatru i pokazujemy, że nie do końca można na nas liczyć. Przeszkadzając wytrącamy kogoś z toku pracy lub rozmowy. W tych sytuacjach osobom poszkodowanym najmniej zależy na naszych tłumaczeniach. Już popsuliśmy im plany i najchętniej nie widzieliby nas w ogóle. Dlatego najpierw należy zadbać o odbudowanie zaufania do nas, a dopiero później starać się wyjaśnić przyczyny naszego błędu. W przeciwnym razie możemy nawet nie być wysłuchani.

Tłumaczenie się, jest jak próba wybielenia się, a przecież rzeczywiście zawiniliśmy. Powinniśmy więc ponieść tego konsekwencje z podniesioną głową. Zamiast marnować czyjś czas tłumaczeniami, należy szybko przeprosić, doprowadzić sytuację do porządku, poprawić się i wykazać zaangażowanie. Dopiero później może przyjść dobry moment na szczere i zwięzłe wyjaśnienie własnego błędu. Jeśli już zdążyliśmy go naprawić, zabrzmi to o wiele lepiej.

<<Zobacz też: Zasady łamania zasad>>

Kiedy tonący brzytwy się chwyta

Ciągle zastanawiam się czy są sytuacje, w których dobrze jest zacząć od szczegółowych wyjaśnień. Pomijam oczywiście sytuacje skrajne gdy rozmawiamy z policją, z sądem albo z człowiekiem grożącym nam bronią. Szczerze mówiąc musiało by to być bardzo nagłe i poważne zdarzenie albo na szali musiało by stać coś dla mnie bezcennego. Wówczas mógłbym przymknąć oko na własną dumę i niezależność i od razu w pełni się wytłumaczyć.

Osobiście uważam jednak, że najlepszą reakcją na własną przewinę jest przyjęcie uczciwej kary i poprawienie się. Sam nie cierpię słuchać tłumaczeń dotyczących zachowań, które ciągle się powtarzają, a wcale nie widać ich końca.

Ciekaw jestem Waszego zdania na ten temat. Tłumaczycie się?

Nie przegap żadnego wpisu! Zapisz się na newsletter.