Piwo ma duszę

Przez niektórych powtarzane jest czasem przekonanie, iż „piwo jest napojem klas kiepskich i studentów”*. Nie ma jednak co ukrywać – większość z nas od czasu do czasu chętnie sięga po orzeźwiające piwo i to nie po to, by się nim upić przy kiełbasce z grilla, ale żeby delektować się smakiem pieczołowicie wybranego napoju. Czas docenić ten trunek.

Wpis tylko dla osób pełnoletnich

Czas-Gentlemanow--piwoPiję piwo

Wiadomo, że dobra whisky świetnie umili spokojny wieczór, a wyborne wino będzie doskonale pasowało do kolacji z ukochaną, ale fakt, że tanie piwko upodobały sobie rzesze prototypów Kiepskich, nie sprawi, iż będę ukrywał przed światem moją sympatię do dobrego browaru. Piwo, tak jak każdy inny alkohol, ma swoich lepszych i gorszych reprezentantów. Są piwa odpowiednie do przeróżnych okazji, są warzone wedle różnorodnych receptur, a ich ceny mogą nieźle zaskoczyć.

Przygotowując materiał o piwie udałem się na spotkanie z Grzegorzem Stachurskim, współwłaścicielem znanego w Poznaniu multi-tapu** Setka (nie mylić z popularnymi ostatnio pijalniami wódki!) i kiperem, certyfikowanym sędzią piwnym PSPD***. Grzegorz jest z wykształcenia biologiem. Do piwa zbliżyły go podróże. Odwiedzając różne zakątki kraju i Europy kosztował przeróżnych piw. Obecnie jego pasja przerodziła się w biznes. To on pomógł mi zrozumieć wiele praw rządzących światem browarów, za co jestem mu niezwykle wdzięczny!

<<Zobacz też: Każdy mężczyzna powinien odbyć swoją podróż>>

Grzegorz Stachurski za imponującym barem w Setce.
Grzegorz Stachurski za imponującym barem w Setce.

Najstarszy alkohol na świecie

Popijając sobie ulubiony złocisty trunek nawet do głowy nam nie przychodzi, że właśnie trzymamy w ręku potomka pierwszego napoju alkoholowego wytwarzanego przez człowieka. Pierwsze piwa mogły być warzone już dziesięć tysięcy lat temu! Źródła pisane potwierdzają natomiast z całą pewnością, iż piwo przyrządzali Sumerowie aż sześć tysięcy lat temu. Znane były wówczas piwa orkiszowe i pszeniczne, a ich smak i konsystencja znacznie odbiegały od tego co znamy obecnie. Choć zapewne nam by nie smakowało, już wtedy nazywano je „boskim napojem”.

Jak się okazuje, prymitywne piwo jest całkiem proste w przygotowaniu. Dlatego też właśnie ten trunek powstał jako pierwszy. W dawnych wiekach napoje gotowane i sfermentowane były bezpieczniejsze niż zwykła woda, dlatego też tak popularne stało się picie lekkich piw. Ten zwyczaj rozprzestrzenił się głównie w północnych krajach Europy, kiedy na południu częściej pito lekkie wina.

W czasach średniowiecznych funkcjonowały wielkie ilości małych browarów klasztornych, dworskich i miejskich. Różnorodność produkowanych piw onieśmieliłaby niejednego współczesnego smakosza. Były to jednak zupełnie inne napoje niż dzisiaj. Niefiltrowane, słabsze, często przyprawiane nie chmielem lecz innymi roślinami, np.: kwiatami czarnego bzu, algami morskimi, wrzosem albo lawendą . Pito je bardzo powszechnie i w czasach, kiedy spokojnie można było pić napoje bezalkoholowe, piwo stało się podstawowym towarzyszem hucznych zabaw.

<<Zobacz też: Travellers Club – w jednym z najstarszych klubów gentlemanów>>

Fot. Carlsberg Ukraine.
Fot. Carlsberg Ukraine.

Dlaczego to dzisiaj kiepski napój

Piwo może skutecznie zastąpić wino lub whisky. Może być pite dla smaku i przyjemności właśnie dlatego, że istnieje mnóstwo jego odmian. Każdy znajdzie dla siebie odpowiednie. Dlaczego więc uważamy je za trunek pośledni? Wynika to z kliku aspektów. Po pierwsze jest to tak popularny napój, że jest uznawany wręcz za wulgarny. Piwem zalewają się młodziki, zalewane są nim imprezy masowe i puby. Jest go pełno w sklepach, knajpach, a nawet restauracjach. Nic dziwnego, że Polacy uznali to co trudniej osiągalne, za zdecydowanie lepsze. Dobre wino, whisky, koniak… Już sama cena (wynikająca często z kosztów importu) stwarza wrażenie luksusu.

Z drugiej strony winne są koncerny. Te „mityczne potwory” psują piwu renomę, nastawiając się na sprzedaż dużych ilości zaniedbując kwestię smaku. Problem tkwi w procesie produkcji. Warząc takie hektolitry piwa trzeba optymalizować produkcję i wyszukiwać smaki odpowiadające większości konsumentów. Dlatego też mamy często wrażenie, że wszystkie popularne piwa smakują podobnie. Prawdziwie zróżnicowane portfolio jest mniej opłacalne dla producenta. Polski rynek piw koncerny zajmują w niemal 90%. Trudno więc się dziwić, że jest problem z kupnem czegoś bardziej wyszukanego, a niestety w tych najpopularniejszych piwach nie ma w czym się rozsmakowywać.

<<Zobacz też: Jak pić piwo z klasą>>

Fot. Lindsey Gira, CC BY - 2.0.
Fot. Lindsey Gira, CC BY – 2.0.

Renesans browarów

Na szczęście nadeszła już moda na niszowe piwa z małych browarów i nawet koncerny to wyczuwają wypuszczając takie produkty jak Tyskie Klasyczne, Perłę czy Książęce. Najlepiej to wychodzi w przypadku Brackiego i Portera Żywieckiego. Niemniej wielkie firmy będą miały problem by konkurować smakiem i aromatem z faktycznie małymi browarami. Te z kolei zaczynają się w Polsce odradzać idąc w ślad za zachodnimi trendami. Odchodzi się od najpopularniejszego, wysoko odfermentowanego eurolagera na rzecz piw bardziej wyrazistych i aromatycznych. Przykładem są piwa pszeniczne i mocniej chmielone.

W samej Polsce już ok. 15 tysięcy osób warzy piwo w swoich domach w stylach, które nie są dostępne powszechnie w sklepach. Niekiedy taki domowy piwowar zakłada własny browar i wypuszcza na lokalny rynek małą serię piw. Z czasem wyłaniają się z tego coraz większe przedsięwzięcia, a my mamy okazję by zaserwować naszym kubkom smakowym niepowtarzalne doznania. Oczywiście świetnie jest też samemu przyrządzić takie piwo i później poczęstować nim swoich znajomych. Grzegorz zapewniał mnie, że posiadając umiejętność ugotowania zupy jesteśmy w stanie uwarzyć smaczniejsze piwo niż niejeden koncern.

Rośnie jakość, rośnie cena

Na rynku światowym pojawia się coraz więcej wymyślnych piw. Niektóre są warzone wedle średniowiecznych, a nawet starożytnych receptur. Inne leżakują na przykład w beczkach po Bordeaux (jak w browarze Artezan). Zdarza się też, że piwo leżakuje w drewnianych beczkach na dziobie statku pływającego przez dwa miesiące na Atlantyku (tak zrobili w browarze Brewdog). Są też takie, których stężenie alkoholu sięga więcej niż 60% (takie kupuje się w pubie na kieliszki)! Tego typu piwne rarytasy potrafią osiągnąć niebywałe ceny. Chętnych jednak nie brakuje ponieważ ich wartość szybko rośnie.

Coraz więcej jest wśród nas kolekcjonerów. Już nie tylko zbiera się szkło do piw, puszki, butelki, kapsle i etykiety (choć i te mogą kosztować niemało). Wielu jest kolekcjonerów samych piw. Zakładają własne piwniczki, w których piwa leżakują nawet po 20 lat. Służy to zwłaszcza piwom mocniejszym, na przykład porterom. Na specjalne okazje można sobie urządzić podróż w czasie, otwierając butelkę z browaru, który już nie istnieje. Może nawet to ostatnie piwo tego typu na świecie!

<<Zobacz też: Kolekcjonerstwo – gentlemańskie hobby>>

Piwniczka piwna - fot. Ryan Opaz, CC BY-NC-SA 2.0.
Piwniczka piwna – fot. Ryan Opaz, CC BY-NC-SA 2.0.

Na zdrowie!

Jeśli jeszcze macie wątpliwości czy gentleman może sięgnąć bez wstydu za piwo podpowiem, że sklasyfikowanych jest obecnie ponad sto stylów piwnych. W każdym stylu znajdziemy wielką różnorodność. W każdym kraju natomiast produkuje się nieco inne napoje. To zatem świetny trop do odbywania dalekich i bliskich podróży smakowych.

Piwo można też degustować tak samo jak wino czy whisky. Można przykładać wagę do odpowiedniej temperatury picia, do podawania w odpowiednim szkle i z odpowiednimi zakąskami. Można z tego uczynić mały rytuał, który skutecznie zdejmie z picia piwa piętno szybkiego sposobu upijania się. Myślę, że warto pozbyć się przekonania, że piwo dobrze wygląda tylko na grillu i imprezach masowych, i przyjrzeć mu się trochę bardziej na poważnie.

Teraz czas na wasze wyznanie: pijecie piwo?

* Adam Granville, Gentleman. Mam zasady, Bosz, Olszanica 2011, s. 197.
** Pub z dużą ilością piw lanych podpinanych rotacyjnie.
*** Polskie Stowarzyszenie Piwowarów Domowych

  • Romek

    Przepraszam, ale Perła jest piwem produkowanym prze Browar Lubelski, nie koncern. Zapewne Panu chodziło o Kasztelana, który jest piwem produkowanym przez kompanię Carlsberg

    • Tak, ale za Wikipedią: „Głównymi akcjonariuszami w spółce Perła – Browary Lubelskie S.A. są zarejestrowana na Cyprze firma Marconia Enterprises (50,7%) oraz duńska spółka branży piwowarskiej Royal Unibrew A/S (48%).”

      Chyba właśnie o to chodziło Grzegorzowi, który również mnie zaskoczył zakwalifikowaniem Perły do piw koncernowych.

      • Romek

        O tym nie wiedziałem. Dziękuję za informację. Będę musiał się tym bardziej zainteresować.

        • Tylko, żeby była jasność: Perła Niepasteryzowana to jedno z moich ulubionych piw. Przynajmniej z tego stylu piwnego. Teraz jednak odkrywam powoli ten świat i preferencje mi nieco się zmieniają.

          • Kwiateq

            Tak na prawdę Perłą niepasteryzowana jest tylko z nazwy. W browarze używa się mikrofiltrów które wydłużają żywotność piwa. Piwo niepasteryzowane ma max miesięczny okres do spożycia. Ile ma perła? 3 miesiące?

    • Carlito

      Myślę, że Perłę można już spokojnie postawić w jednym szeregu z piwami z 3 pozostałych koncernów, KP, GŻ i CP. Parę lat temu wdrożono w browarze przemysłową metodę warzenia HGB (High Gravity Brewing), co w skrócie polega na uwarzeniu brzeczki o wysokim stężeniu i rozrzedzeniu jej do pożądanej wartości ekstraktu. Ma to ogromny wpływ na smak, a własciwie jego brak. Ujawnia się mocniejszy posmak alkoholowy, co zresztą jest przyczyną powstania mitu o dolewaniu przez koncerny do piwa spirytusu, ale pozwala zwiększyć moce produkcyjne. Tym samym Perła przestała być piwem warzonym tradycyjnie.

  • Od jakiś 3 lat gustuje w niszowych piwach, lubię odkrywać nowe smaki, lubię jak piwo jest niespodzianką, przerobiłem już większość noszowych piw jakie można zakupić np. w sklepach typu „Świat piw” itp.
    Najbardziej polubiłem piwa pochodzące z Belgii, jest ich tyle że można tak próbować chyba bez końca.
    Jak napisałeś, piwa kojarzą się z masówką, ja się tym nie przejmuje, zwłaszcza że z okna widzę browar Tyski ;),
    Zaciekawił mnie natomiast temat własnego wytwarzania piwa w domu, już wiem co będę robił w długie zimowe wieczory 😀

  • PrzemCio

    Z „niekoncernowych” piw najlepiej mi podchodzą te z Ciechana, browaru Sulimar (Piotrków Trybunalski), a ostatnio nad morzem piłem sporo lokalnych produktów z Koszalina. Każde piwo różni się od poprzedniego i o to właśnie chodzi 🙂

    A co do robienia swojego piwa to nie trzeba od razu umieć gotować 🙂 Wystarczy kupić brewkit, sfermentować go, zlać i poczekać aż poleżakuje te 3 tygodnie. Ciężko ten proces spartolić, a przyjemność jak na początek jest i to duża. Ostatnio w ten sposób zrobiłem partię doskonałego wytrawnego Miner’s Stout (Black Rock), a teraz cieszę podniebienie Midland Ale (kit z serii Better Brew). Robiłem je i z glukozą i z najtańszym cukrem z TESCO i obydwie opcje smakują o niebo lepiej niż cokolwiek ze sklepowych „koncernówek”. Dodatkową atrakcją jest cena: ciężko kupić w Polsce tanio dobrego stouta albo „ale”, a tu cena mi zawsze wychodzi poniżej 2zł za butelkę.

    Za gotowanie (tak, wiem, warzenie 😉 zabiorę się dopiero w niedalekiej przyszłości.

    • Tak sobie myślę, że jak temat piwa przyjmie się na blogu, to postaram się uwarzyć własne i o tym napisać, może też zrobić video.
      Sam proces wydaje się prosty i wcale nie zajmuje tak dużo czasu, więc czemu nie?!

      • Alfi

        Z tym, że nie zajmuje dużo czasu to dość względne określenie. Na samo warzenie trzeba sobie zarezerwować dzień – mi ostatnie dwie warki zajęły odpowiednio 10 i 8 godzin. Dalej jest fermentacja, która w zależności od stylu trwać może różny okres czasu, rozlew do butelek i leżakowanie (również zależne od stylu – od dwóch, trzech tygodni do kilku lub kilkunastu miesięcy).
        Mowa o warzeniu z procesem zacierania, szybciej będzie na pewno uwarzyć piwo z ekstraktów. Jednak choć smakowo lepsze od koncernowych, to nie pozwalają na osiągnięcie takiego bogactwa smaku jak zacierane.
        W każdym razie na pewno polecam spróbować – radość jest ogromna, a efekty świetne.

      • Mateusz

        Jeżeli mówisz o piwie z brewkitu to sobie daruj, naprawdę nie warto.

        • Xc

          Warto.

      • Sieno

        Świetny pomysł chętnie obejrzałbym taki proces i zobaczył co z tego wyjdzie.

  • kot

    Osobiście bardzo polecam piwa Trapistów (La Trappe, Rochefort albo Westmalle), idealne dla wymagającego smakosza, istny festiwal smaków i każde zapada w pamięć na bardzo długo.

    • Jacek

      Zgadzam się, lecz La Trappe mocno mnie zawiodło. Nie chcę zwalać tego na pochodzenie piwa, ale mam wrażenie, że nazwa mówi więcej niż smak. O wiele bardziej polecam w to miejsce Chimaya.
      Pijam też czasem Klasztorne z browaru w Jabłonowie. Jest produkowane na wzór piwa trapistów i czuć, że tylko na wzór. Niemniej polecam spróbować.

      • La Trappe ma dość bogatą ofertę i wszystkich piw z tego browaru nie odważyłbym się skreślać. Ich Quadrupel jest wcale dobry.

  • Jacek

    Jakiś czas temu odbyłem krótką podróż do Dublina i po spróbowaniu dobrze nalanego Guinnessa w prawdziwym pubie, więcej już nie piłem „masówek”. Rok później na Teneryfie wszedłem do bistro prowadzonego przez Belga, w którym można skosztować około setki belgijskich piw i to już była dla mnie zupełna rewolucja. Pełny smak, aromat – podane w dedykowanych kieliszkach i szklankach, nalane w sugerowany sposób, czasem nawet z końcówką w osobnym, małym kieliszku. Poznałem też rodzaje, o których istnieniu nie miałem pojęcia, na przykład reprezentowane przez Douchesse de Bourgogne red ale, najbardziej orzeźwiające piwo jakie piłem.

    Miło się obserwuje ten „renesans” piwa w naszym kraju. W wielu sklepach obok Żywca czy Warki pojawia się piwo na miodzie gryczanym, orkiszowe i Żywe. Zakorzenia się świadomość, że piwo jest dużo bardziej różnorodnym trunkiem niż wino, a może być podawane i celebrowane w nawet piękniejszy sposób.

    Czasem w weekendy wpadam do Piotra i Pawła, bo nie mam lepiej wyposażonego sklepu w okolicy i kupuję coś nowego. Na ogół są to polskie wyroby. Jakiś czas temu dostałem od kolegów karton najróżniejszych piw zamówionych przez Internet. W ten sposób ten trunek pijam dość rzadko, ale zawsze ze smakiem i namaszczeniem. Nie dodaję do niego kiełbasy z musztardą, a orzechy oraz oliwki (podpatrzone „u Belga”). W ten sposób, dokładnie jak pisał Pan Łukasz, odbywam kolejny mały rytuał, zagłębiając się delikatnie w ogromny i smaczny świat alkoholi.

    • Ten komentarz rozbudza wyobraźnię i zmysły. Dziękuję!

      Też bardzo dobrze wspominam oryginalnego Guinnessa, to jeden z poważniejszych powodów by wrócić do Irlandii.

    • Piwo bardziej różnorodne od wina? Nie ma szans. Nie ma nic bardziej różnorodnego od „napoju bogów” produkowanego z winogron.

  • Łukaszu, po liczbie wpisów, widać że ryzyko się opłacało, jest sporo ludzi którzy raczą się dobrym piwem 😉

  • Piwo jest jak dżinsy, albo picie whisky z colą. Dżinsy bywają dobrym strojem, można nawet do nich dobrać krawat z marynarką, ale to ciągle dżinsy. Tak samo z piwem.

    GENERALNIE (podkreślam słowo „generalnie”) piwa nie należy zamawiać w wykwintnej restauracji, ani podawać do dobrego posiłku (dlatego np. na weselach się nie podaje tego trunku).
    Pijemy je praktycznie zawsze mocno schłodzone, głównie dlatego że temperatura odgrywa znacznie większą rolę niż walory smakowe (dlatego dobrych wytrawnych win się W ZASADZIE nie schładza, podobnie z whisky, białe wino tylko trochę).

    Piwo, mimo wielu różnorodności, to masowy napój, najlepiej na grilla. Nawet naczynie, z którego je pijemy, nie ma w sobie artyzmu kieliszka do wina, czy whiskey.

    Można oczywiście zrobić bardzo wiele, żeby podnieść rangę tego alkoholu, ale nie będzie w stanie nigdy dorównać swoim starszym braciom.

    Chociaż kto wie. Dużo z tego, co mówię, jest warunkowana kulturowo. W podobny sposób dałoby się pewnie cywilizować marihuanę, która teraz jest negatywnie kojarzona, choć mniej negatywnie (inaczej) niż piwo, wódka, czy „tanie wino”.

    Używki zawsze wzbudzały i będą pewnie wzbudzać emocje.

    • Romek

      Co do temperatury, to ona odgrywa rolę w kwestiach smakowych – niestety piwo przy wysokich temperaturach kwaśnieje. W XVII wieku piwo pito na weselach i przy każdej innej okazji. Tak, że to kwestia kulturowa.

      • Romek

        Jeszcze uzupełnię. Każdym alkoholem można się upić, nie tylko piwem lub wódką – znam ludzi, którzy pijają w ten sposób wykwintne wina lub whiskey, ale czy to świadczy o tym, że wina i whiskey są popularnymi alkoholami dla mas?
        Z piwem jest tak, że są piwa masowe produkowane dla szerokiego odbiorcy przez kompanie i są piwa lokalne, tworzone wedle starszych receptur, dla zwracających uwagę na coś więcej, niż stężenie alkoholu w napoju.

    • Pozwolę sobie nie zgodzić się z Tobą. I od razu zapytam czy miałeś okazję pić jakiekolwiek belgijskie Red Flanders Ale (jak chociażby wcześniej wspomniane Duchesse de Bourgogne) albo amerykańskie Barleywine (świetny jest Old Foghorn z Anchor Brewing)? Jeżeli Twoja odpowiedź brzmi „nie”, to pozwolę sobie na jeszcze więcej, a mianowicie stwierdzę, że Twoja znajomość tego trunku jest ledwie blada.

      Zacznijmy od zakwestionowanej przez Ciebie różnorodności. Na temat aromatów wnoszonych przez same tylko chmiele w stosunku do aromatów oferowanych przez wina można sprzeczać się latami. Byłaby to dyskusja równie cenna jak dyskusja o wyższości Świąt Wielkiej Nocy nad Świętami Bożego Narodzenia. Sam cenię sobie wino, choć znawcą nie jestem, i faworyta nie wyłoniłbym. Niekwestionowanym jest natomiast fakt, że w piwie może (gdyż nie musi) wystąpić o jeden smak podstawowy więcej niż w winie. Dodam jeszcze, że na aromat piwa wpływają użyte słody, chmiele (ew. inne przyprawy) i szczepy drożdży (czasem również i bakterii). Podstawy kombinatoryki pozwalają mi twierdzić, że liczba kombinacji, w której jest więcej elementów składowych tworzy większy multizbiór.

      Kultura piwna w Polsce dopiero zdaję się tworzyć. Odnosząc się do Twojej wypowiedzi, wypunktuję rzeczy dla miłośników piwa istotne.
      – W Belgii wiem, że mogę zamówić piwo w każdej wykwintnej restauracji. – Nie każdy styl piwny pijemy mocno schłodzony. Większość piw bardzo złożonych jak Imperial Stouty czy Doppelbocki (koźlaki dubeltowe) najlepiej pić schłodzone do 16° C.
      – Napojem masowym są sprzedawane pod różnymi markami Euro Lagery. Wszystkie o bardzo czystym profilu (by nie rzec, że nijakie). Mają one w sobie tyle artyzmu, co blend Bell’s czy też Carlo Rossi Chianti. Szukasz odpowiednika Highland Park 18yo? Polecam Ola Dubh leżakowane w beczkach po tejże whisky. Szukasz odpowiednika dobrej Cava? Polecam Deus Brut des Flandres. A na grill, to idealnie nadadzą się piwa wędzone (w tym jak najbardziej wspomniane przez Łukasza Grodziskie).

      Jeżeli poczułeś się zaatakowany do wybacz, nie było takiej intencji. Ja jedynie walczę o szacunek należny piwu.

      Na koniec próbka belgijskiego podejścia do piwa: http://www.youtube.com/watch?v=H7TOZJDguYU

      • Są dwa światy i jedno słońce. To ja przepraszam, bo mój post mógł brzmieć jak atakowanie piwa, a tak nie jest.
        Taka dyskusja to rzeczywiście coś jak „Wielkanoc vs. Boże Narodzenie”. Wszystko i tak zależy od tego, co się lubi.

        Nie spodobało mi się określenie, że piwo jest bardziej „różnorodne” od wina. I znowu moja reakcja była na wyrost, bo oczywiście wszystko zależy od tego jak rozumiemy słowo „różnorodność”. Pod pewnymi względami od piwa i wina bardziej różnorodne są drinki, ponieważ paleta „aromatów” i „smaków” może się wydawać dużo większa (i kolorów) od tamtych napojów. Wszak do drinka można dodać w sumie wszystko, co człowiek je.

        Są ludzie, którzy lubią jedno, są inni, którzy wolą drugie.

        Natomiast niuanse, które wiążą się z różnymi rodzajami winogron, klimatem dojrzewania i dojrzewaniem samego trunku są POD PEWNYMI WZGLĘDAMI bezkonkurencyjne wobec tego, co mogą zaoferować tysiące piw. To oczywiście znowu kwestia subiektywna, która nie przekreśla piwa. Dla niektórych wino to taniny, krzywienie się i nie będą czuli różnicy między winem z supermarketu a wieloletnim dojrzałym Barolo.

        Pozostaje też test teoretyczny. Porównanie opracowań na temat obydwu trunków przez ich specjalistów. Co by nie powiedzieć piwo wypada na tym tle naprawdę blado.

        Sam jestem zadowolonym eks-konsumentem i wina, i piwa (niestety już raczej tych trunków nie spożywam). Nie pretenduję do miana specjalisty jednego i drugiego. I podejrzewam, że żaden z wypowiadających się na tym forum raczej pretendować nie może, a przynajmniej nie do wina. Każdy z nas konsumował i rozkoszował się jedynie niewielką częścią rynków tych produktów.

        pozdrowienia

        • Grzegorz

          Pozwolę sobie wtrącić swoje trzy grosze, jak to obiecałem Łukaszowi.
          Rozgorzała wielowiekowa już debata co jest lepsze wino czy piwo.
          Też uważam, że nie ma tu rozstrzygnięcia – każdy pije to, co mu bardziej w danym momencie smakuje i odpowiada.
          Podam tylko kilka technicznych uwag:
          1. to piwo można nazwać starszym bratem, bo było produkowane wcześniej i ma dłuższe tradycje jako napój niż inne wymieniane
          2. co do temperatur podawania: przy piwach wahają się od 4 stopni do temperatur pokojowych (chyba żeby liczyć piwa sezonowe, które często podgrzewa się by uwolnić ich bukiet)
          3. jeśli chodzi o szkło, to piwo ma ogromny przekrój naczyń dedykowanych: od łupiny kokosa poprzez whiskówki, kieliszki takie jak do szampana czy wina, po tulipany, sniftery, kielichy z kryształu, sztangi, pokale, kufle no i zwykłe szklanki (pomijam szkła dedykowane przez poszczególne browary).
          4.Piwo w kuchni doskonale się komponuje nie tylko jako marynata do grilla – co lepsze browary podają na etykietach nie tylko w jakim szkle i jakiej temperaturze serwować piwo, ale również w towarzystwie jakich potraw.
          5. Co do niuansów winogron, ich dojrzewania itd. to samo tyczy się chmielu, którego jest wiele odmian, jest hodowany w różnych zakątkach świata, ma rożne właściwości. A pamiętajmy, że chmiel to tylko przyprawa, do tego dochodzą jeszcze:
          – drożdże piwowarskie – setki szczepów (przy niektórych piwach używa się nawet drożdży winiarskich)
          – różne słody (a jest ich tyle co odmian zbóż), które mogą być palone, wędzone i modyfikowane na inne sposoby
          – cała gama dodatków niesłodowanych, przy doborze których ogranicza nas tylko fantazje i prawo obowiązujące w danym kraju
          – są jeszcze techniki warzenia, których jest kilka
          – no i niuanse smakowe i aromatyczne, które wychodzą na poszczególnych etapach tego procesu, a często zależą od delikatnych zmian długości danego etapu czy temperatury w jakiej jest przeprowadzany
          – pozostaje jeszcze sposób leżakowania, piwowar (czyli element ludzki) i wiele innych czynników
          Na ten temat napisano już wiele książek, a to i tak za mało.
          Nie wiem czy piwo wypada wtedy tak blado?

          Tak czy siak nikt nigdy nie rozstrzygnie tego sporu.
          Pozdrawiam i zachęcam do prywatnych prób w celu wybrania zwycięzcy.
          Dla zainteresowanych zgłębienia tematu pozwolę sobie podać linki do kilku blogów o piwie:
          http://polskieminibrowary.pl/
          http://blog.kopyra.com/
          http://www.smaki-piwa.pl/
          http://piwnygaraz.pl/

          • Piwo nie wypada blado. Panie Grzegorzu, dziękuję za wypowiedź.
            Piwo samo w sobie nie wypada blado, lecz blado na tle wina 🙂

            Czy uważa Pan, że różnorodność chmielu i słodu (choćby nie wiadomo jak duża) może się równać z różnorodnością rodzajów winogron i tego gdzie są uprawiane?

            Na temat piwa oczywiście jest wiele stron książek, ale o winie jednak chyba więcej, czyż nie? Ponad 100 stylów piwnych robi wrażenie, ale w najmniejszej i najbardziej powierzchownej książeczce o winie mamy wymienionych więcej rodzajów wina.

            I znowu pragnę podkreślić, że nie mówię tego, żeby piwo deprecjonować, choć rzeczywiście za bardzo wyrwałem się z prowokacyjną pierwszą wypowiedzią.

            Rytuał picia piwa można znacznie podnieść, także stosowaniem specjalnych kieliszków. Podobnie i z temperaturą, ale ile na przykład osób, które wypowiedziały się na tym forum, pije piwo z małych kieliszków niewielkimi łykami i nieschłodzone?
            Zapewne może Pan przytoczyć przypadki zacierania granicy, choć stanowią one margines konsumpcji.

            I wszystko rozbija się o to, co nazwał Pan Łukasz „rytuałem gentlemeńskim”.
            Stąd moje skojarzenie, że gdyby pewnie historia geograficzna wyglądała inaczej, to analogicznie w rytuale mogłoby być palenie marihuany (zwłaszcza, jeśli wierzyć organizacji WHO, że jest mniej szkodliwa od tytoniu i alkoholu).

            serdecznie pozdrawiam

          • niktwazny

            Różnica pomiędzy 2 stylami piwa mogą być tak duże że „szary kowalski” po spróbowaniu w ciemno
            powie że tak piwo nie smakuje. Może nawet pomylić je z winem (Strong Red Flanders Ale) .

            No i najlepsze piwo na świecie kosztuje raptem 200 USD – więc raz na 10 lat stać na nie każdego bez zbyt wielkich wyrzeczeń 🙂
            http://www.ratebeer.com/beer/samuel-adams-utopias/12228/

    • saddam

      Jak o czymś nie mam zielonego pojęcia, to się nie wypowiadam. Taka dżentelmeńska zasada.

      • saddam

        (Przepraszam, źle podłączyłem post – jest to odpowiedź do mr młodego)

      • Skoro już lubimy się w tym magicznym słowie, to priorytetowa „gentlemeńska” zasada to rozmawiać po „gentlemeńsku”. Polecam artykuł na ten temat Pana Łukasza z niniejszej strony – rozmawiać tak, żeby było wszystkim stronom przyjemnie.

        • Grzegorz

          Myślę, że skoro ta debata trwa, to znaczy, że ani piwo na tle wina, ani wino na tle piwa nie wypada blado (skłaniałbym się w tę drugą stronę – ale to już kwestia osobistej pasji i wiedzy).

          Wg mnie takie samo znaczenie ma miejsce uprawy winogron jak i chmielu; co się tyczy ziaren zbóż, to ma jeszcze znaczenie do jakiej słodowni trafią i jak będą słodowane.
          Faktycznie, jeśli spojrzeć na liczby, może się wydawać, że liczba winorośli wygrywa (około 5000 odmian) przy tylko około 90 odmianach chmielu używanych obecnie. Jednak jeśli weźmiemy pod uwagę różnice w technologi produkcji i chemii obydwu napojów, to dla piwa mamy znacznie więcej zmiennych, a więc powstaje macierz dająca dziesiątki tysięcy możliwości, przez co piwo okazuje się być co najmniej tak złożone jak wino.
          Natomiast wspomniane 100 styli piwnych nie wpływa akurat na to bogactwo możliwości – zostały sztucznie stworzone na potrzeby konkursów piw domowych i są niezbyt udaną próbą klasyfikacji piwa, które trudno wtłoczyć w jakieś normy (np. piwa, które należą do jednego stylu, mogą wyglądać i smakować zupełnie inaczej).

          Jeśli chodzi o książki, to na pewno więcej książek o winie jest tłumaczonych na nasz język – tworzenie win domowych przeżywało szczyty popularności w Polsce w okresie powojennym, a tradycja piwowarstwa domowego tworzy się dopiero teraz. Jest to też związane z naszym prawem – w czasach historycznych piwo na ziemiach polskich mogli warzyć tylko ludzie ze specjalnie nadanymi przywilejami, byli to kler i szlachta oraz sołtysi wsi na polecenie wyżej wymienionych. Przez co zwykły obywatel raczej piwowarstwem się nie parał(w Czechach sytuacja wyglądała inaczej, czego efekty widać do dziś:)).

          Jeśli spojrzeć nie na ilość tylko na odległość w czasie to pierwsze wzmianki pisemne o napojach alkoholowych zarówno w historii ludzkości jak i języka polskiego dotyczą piwa, a nie wina;)

          Szczerze mówiąc w naszym kraju ciężko mówić o rytuałach picia, bo te umarły śmiercią naturalną po II WŚ, a teraz się dopiero odradzają. Równie dobrze można by zapytać, ile osób pija naprawdę dobrą whisky i wie jak ją pić albo ile osób pija świadomie wino. Nie powinniśmy jednak zakładać, że skoro rytuał picia piwa stanowi niewielki odsetek konsumpcji, to świat piwny nie jest bardzo bogaty, prawda?
          Ten blog i ten artykuł ma chyba wykraczać trochę poza ogół i wkraczać w sferę dżentelmeńską, która zawsze stanowiła raczej margines.
          Osobiście znam wiele osób, które w kwestii piwa wyszły naprawdę daleko poza ‚jasne pełne koncernowe’. Jednak rynek piwa w Polsce dopiero się odradza, więc dla tego trunku epoka renesansu dopiero nadchodzi.

          Prawdę mówiąc jestem zwolennikiem zarówno rytuałów dotyczących wina jak i piwa – a obydwa w niewielkich ilościach mają pozytywny a nie szkodliwy wpływ.
          Myślę, że kontynuowanie tej dyskusji nie ma sensu – każdy z nas ma swoje racje i nie da się przekonać do racji drugiego. Nie chcę też udowadniać wyższości piwa nad winem, a tylko pokazać, że to są dwa różne światy, każdy ze swoją głębią, i nie warto ich porównywać w ten sposób. Wiele osób próbuje to robić, lecz jest to wojna pozycyjna bez perspektyw dla żadnej ze stron. Więc proponuję za czeskim przykładam szanować i łączyć obie te przyjemności i kultury.

          Pozdrawiam,
          Grzegorz

          • Pięknie powiedziane i pięknie napisane.

          • Krzysiek W.

            Piwo jest tanie!

            Jestem piwoszem i pijam tylko piwa, lokalne. A wiecie czemu piwo jest lepsze od wina? Bo jest tańsze!
            Piwo się produkuje łatwiej, w większych ilościach, jest znacznie mniej wymagające. Jego produkcja nie jest tak wyrafinowana jak produkcja wielu win. Dlatego bardzo dobre browary kosztują już po kilka złotych, a od kilkunastu możemy zacząć myśleć o czymś luksusowym. W przypadku wina rozmowę zaczynamy od kilkudziesięciu złotych.

            Niestety Panie Grzegorzu, ale w świecie piwa próżno szukać odpowiednika np. dopieszczonego Burgunda, albo starannie wyselekcjonowanego Trockenberenauslese. Pewnie składniki do piwa też można selekcjonować, ale jaka jest skala?. A jak się ma piwo do tego, że zbiory poszczególnych lat dają tak duże różnice? Albo jak wychodzi dla piwa starzenie się w butelkach?

            Piwo jest tanie, a wino jest drogie, dlatego że wino wymaga znacznie więcej pracy i dopieszczania (między innymi). Produkcja wina przypomina trochę pucowanie buta godzinami. Ten fakt przesądza o jego jakiejś przewadze nad piwem.

            Jakiejś 🙂 Dla mnie to argument za piwem. Nie będę wydawał wielkich sum na picie dobrych win i rozpoznawanie, że tutaj to czereśnia, a tam tytoń, a tu dym. Wolę dobre schłodzone piwo, potężny łyk z kufla i uderzenie goryczy zimna w kubki smakowe. Mój portfel też 🙂

          • Dziękuję bardzo za merytoryczne wypowiedzi, które (mam nadzieję) pozwalają nam stać w opinii, że ani piwo winu, ani wino piwu w niczym nie ustępuje.

            W kwestii podanego zestawienia stylów piwnych, sądzę, że można do niego podchodzić w sposób podobny jak do tabeli odmian winorośli De Longa. Oba są narzędziami ułatwiającymi poruszanie się w złożonych światach obu trunków. Oba narzędzia wymieniają około setki pozycji.

            Cieszę się z faktu, że każdy mogliśmy wymienić się opiniami, jak również czegoś nowego nauczyć się. Tym wszak jest dyskusja. Zdaję sobie sprawę, że bywam szorstki, niemniej dziękuję za rekomendację Barolo. Pomimo, że jestem zwolennikiem Ninkasi i Aegira, pociąga mnie świat Dionizosa. Dziś zatem ruszam w poszukiwaniu tego wina.

            Pozdrawiam,
            Bogodar

          • @ Bohodar,

            z tymi winami jest tak, że są GENERALNIE bardziej „wysublimowane”. Dowodem na to jest to, że piwa są tańsze od wina. Winogrona są bardziej wymagające („GENERALNIE”). Oczywiście uśredniam obydwa rynki. Nad takim Barolo (którego swoją drogą nigdy jakoś bardzo nie lubiłem:)) trzeba sporo artystycznej pracy. Gdy dodamy do win fakt, że roczniki mają ogromne znaczenie i potencjał starzenia, to znaczek „vintage” przy winie świeci dużo mocniej niż przy piwie (choć jak pewnie zwróciłby uwagę Pan Grzegorz, przy piwach też można igrać z czasem; ale jeśli tak, to pewnie dotyczy to większego marginesu).

            Natomiast nie musi to być nic deprecjonującego dla piwa. Z winem i piwem może jest trochę tak jak z jedwabiem i bawełną. I jedno, i drugie ma swoje miejsce, a to, że jedwab ładniej świeci od bawełny nie oznacza, że jest w jakimś absolutnym sensie „lepszy” 🙂 Wszystko zależy „do czego”.

            pozdrawiam Piwoszów i Winiarzy

            PS Swoją drogą zadając osobne pytanie – do każdego posiłku można zawsze znaleźć wino. Czy z piwem jest podobnie?

          • Czuję się wywołany do odpowiedzi, odniosę się zatem do ceny i parowania piwa z posiłkami.

            W kwestii ceny, wg mnie, nie tyle chodzi o wysublimowanie danego trunku, co o powtarzalność w jego wytwarzaniu. Działa na nas reguła niedostępności i stąd wytwórca może od konsumentów zażądać wyższej ceny za swoje produkty. Zapewnienie sobie identycznej pogody co roku jest zgoła niemożliwe. Każdy zatem udany rocznik wina jest cenniejszy, gdyż odtworzenie warunków w jakich powstał jest bardzo trudne, tudzież losowe. Powtórzenie starego single malta jest często niemożliwe niezależnie od posiadanego czasu, bo destylarnia, w której powstał już nie istnieje. Odtworzenie smaku, bukietu 64 letniego Dalmore’a jest zdecydowanie trudniejsze, niż Richebourg Grand Cru rocznik 1985 i o wiele trudniejsze niż Jacobsen Vintage od Carlsberga (ceny odpowiednio ca o rząd wielkości mniejsze). Nie pokusiłbym się jednak o głoszenie ex cathedra, że generalnie single malt whisky jest bardziej wysublimowana.

            Jeżeli chodzi o parowanie piwa z jedzeniem, to sądzę, że może wypadać nawet lepiej niż parowanie z winem, ze względu na występujący dodatkowy smak podstawowy. Goryczka doskonale kontruje słodycz deserów. Wiadomo nie każdy styl będzie nadawał się tak samo dobrze do posiłku jak inny. Russian Imperial Stout nie bardzo pasuje mi do czegokolwiek, ze względu na swoją intensywność, ale też trudno mi znaleźć wino, które ładnie komponowałoby się z houskovým knedlíkem podanym wraz z gulaszem (choć pewnie większym wyzwaniem jest golonko w piwie). Poniższa tabela daje bardzo udany wgląd w to jakie są możliwości wprowadzania piwa na nasze stoły: http://www.craftbeer.com/attachments/0000/0533/beerandfood.pdf

            Pozdrawiam,
            Bogodar

            PS: Z rocznikami wina, to niestety fakt (http://ubriaco.wordpress.com/2013/06/24/good-news-bad-news/). Za pół ceny mogłem kupić Jerez z Pedro Ximeneza. Nie zniechęcam się jednak. Zobaczymy za rok jak wypadnie Barolo 2010.

          • Właśnie o to mi chodziło z „wysublimowaniem”. Analogicznie jest z krawatami 7-fold, kaszmirem, złotem, czy rzadkimi dziełami sztuki. To są rzeczy niepowtarzalne, na które trzeba uważnie pracować i których ilość także ogranicza nam natura. Ale to przykłada się do ich piękna. Oczywiście gdyby się dało produkować wino dużo łatwiej, to byłoby tańsze.

            Co do parowania wina, to jest trochę różnych pomysłów 🙂 Skoro da się dobrać wino do pizzy, to pewnie i do wszystkiego jest to możliwe 🙂 Także do gulaszu.

          • Kolejny raz zabrnęliśmy w sferę preferencji. Uwielbiam filiżanki po mojej prababci, ale ich w ogóle nie używam (no dobra raz d roku), bo są zbyt cenne by raczyć się z nich. Doceniam ich piękno i wiek, ale nie cieszą mnie tak jak filiżanka kupiona w Ikei, która pozwala mi na mały rytuał „kawa z džezvy i bakalie” bez obaw o utracenie jej. Wiem że w razie czego mogę kupić identyczną/podobną filiżankę i nadal cieszyć sie swoim rytuałem. Piwo preferuję między innymi ze względu na duża powtarzalność. Przykładowo Cantillon Gueuze 100% Lambic Bio od 3 lat mnie jeszcze ani razu nie zawiódł. Ja natomiast nie lubię być niemiło zaskakiwany, zwłaszcza gdy wydaję sporą na trunek kwotę (np. Glenlivet 18 yo, czy wczorajsze Barolo).

            Myślę, że tego konkretnego wątku już nie potrzebujemy kontynuować.
            Zaproponuj proszę jeszcze tylko konkretne wino do klasycznie podanego w Czechach gulaszu, takie by delikatna słodycz knedlíka została podkreślona. Chętnie przetestuję Twoją propozycję.

            Pozdrawiam,
            Bogodar

          • To pułapka! 🙂

    • Na marginesie dodam tylko, że na coraz większej liczbie wesel jest podawane piwo. Na przykład wczoraj na takim właśnie byłem. Specem nie jestem, ale obstawiam, że to niemiecka, a może też czeska tradycja.

      • Wyvern

        Na weselu mojego przyjaciela było piwo. Nie miałem za bardzo pieniędzy na jakiś prezent to uwarzyłem mu trochę 🙂

      • A czy w porównaniu do wina nie jest to znacznie bardziej mocny aromat do wielu potraw? Jakie to było piwo? Zazwyczaj ten napój będzie uderzeniem w kubki smakowe i zabiciem smaku potrawy (jak kompot, czy cola) aniżeli ubarwieniem kompozycji kulinarnej (jak to bywa w przypadku wina).

        Ponownie wszystko zależy od tego, co kto lubi, np. bywa przyjemnie napić się jakiejś sody do potraw, mimo że nie ubarwia smaku, tylko go resetuje w ustach. Przykładowo przy jedzeniu ryby parę łyków Rieslinga będzie się komponować z potrawą. Natomiast picie schłodzonej coli, czy piwa, będzie mocno „zmywać” smak potrawy i wywoływać zupełnie nowe wrażenia smakowe, czy nie?

        • Bardzo lubię gotować, więc wtrącę swoje trzy grosze. W tabeli, którą podawałem powyżej, do ryb (i w ogóle owoców morza) sugerowane są przykładowo American Wheat i Witbier właśnie ze względu na swą delikatność. Polecany jest także (Hefe)weizen, ale tu bym już uważał. Jeżeli banan a bardziej nawet goździk w nim występujący jest zbyt silny, to można nim zniweczyć plany szefa kuchni. Lepszym wyborem będzie Witbier zwłaszcza, że aromat i smak kolendry komponuje się z wieloma daniami rybnymi.

          Sam natomiast poszedłbym dalej. Polecam Wam przygotować pstrąga saute, przy czym sok z cytryny zastąpić odrobiną soku z limonki i Berliner Weisse. Do gotowego dania koniecznie podajcie to samo Berliner Weisse z odrobiną tylko syropu rabarbarowego.

          Pozdrawiam,
          Bogodar

        • wyvern

          W moim przypadku był witbier i lekkie jasne ale na marynce i lubelskim. Generalnie sesyjne piwa, bez jakiś ciężkich dominant smakowo-zapachowych.

    • Bohun

      Mowi Pan o „piwie”. Zdecydowanie zdziwilby sie Pan, gdybym poczestowal go dobrym piwem w odpowiednim szkle, ktore nieraz same w sobie sa dzielem sztuki. Z reszta, wyczuwam u Pana nute ignorancji oraz nieznajomosci tematu. Wino i whisky rownie dobrze mozna uznac za produkt masowy. A stawianie go jako ‚mlodszego’ brata zakrawa o pomste do Nieba. Piwo warzono juz 6 tys lat temu! Sumerowie uwazali je za cos, co odroznialo ich od zwierzat, napoj ‚cywilizowanych’. Z calym szacunkiem, ale razi mnie Panska ignorancja i usilne pozowanie na gentlemana, gdzie brakuje Panu duzo. Pozdrawiam

  • Najlepsze piwa w ocenie mojej i moich przyjaciół robi w tej chwili browar Witnica – marka Lubuskie. Polecam.

  • Wyvern

    Ja znów nie znam się na winach – jakoś mi średnio smakują a i opisy są jakieś zbyt „poetyckie”.
    Co do różnorodności – ktoś podawał tabelkę z BJCP – ale to jest tylko wycinek. Do tego dochodzą wszystkie hybrydy i eksperymenty nie dające się zaszufladkować.
    Nie będę tu mówił co lepsze, w kwestii wina jestem ignorantem niestety (jeszcze).
    Co do warzenia – z ekstraktów nie warto moim zdaniem, drogo i mały wpływ na końcowy efekt. Chociaż sam nie robiłem puszek, od razu zacieranie. I przy odrobinie wprawy nie trwa to 10h (ostatnio od włączenia palnika do zadania drożdży zajęło mi 4:50).
    @ Boruta – Lubuskie jest straszne, oprócz DMS niewiele tam czuć. Z Witnicy podchodzą mi ich bałtyckie (chyba mój ulubiony styl).

  • Stan

    Benjamin Franklin, ktorego widocznie Pan ceni, mowil ze piwo jest dowodem ze Bog nas kocha i ze chce zebysmy byli szczesliwi.
    Mowil tez ze „w winie jest prawda, w piwie jest wolnosc, a w wodzie sa zaraski.”
    Madre czlowiek …

    • Ciekawe! Nie słyszałem tego.

    • wyvern

      Ja słyszałem w wersji: W winie jest mądrość, w piwie siła a w wodzie zarazki.

      Platon: Ten, kto wymyślił piwo, był mędrcem. (za wikipedią i piwo.org)

  • No cóż, Wyvern, ludzie miewają różne gusta, a o gustach to dyskutuje się w gronie przyjaciół, bo inaczej może się bijatyką skończyć. 😉
    A co do wody, to ja słyszałem wersję, że w niej to ryby ten, tego… miłość uprawiają. 😉

  • Myślałem, że chodzi o lokal Setka ale we Wrocławiu 😀

  • Ciągle o tym myślę, ale szczerze mówiąc brakuje mi chyba punktu odniesienia. W końcu odmawianie sobie picia przez jakiś czas to jeszcze nie abstynencja.