Nieraz podczas rozmowy po prostu wiesz, że głoszona przez Ciebie teza jest prawdziwa, a Twój rozmówca się myli. Jednak uświadomienie go, że jest w błędzie nie prowadzi do okazania wdzięczności za oświecenie, lecz wręcz przeciwnie! Nastawia rozmówcę do Ciebie negatywnie. Na szczęście to tylko kwestia sposobu, w jaki prowadzi się dyskusję. Kilka prostych zasad może pomóc w bezbolesnym przekonywaniu do swoich racji.Czas-Gentlemanow---dyskusja

Problem Benjamina Franklina

Ten sam kłopot miał niegdyś Benjamin Franklin, człowiek, który do większości doszedł ciężką pracą, a przede wszystkim pracą nad samym sobą. Nieustannie analizował swoje postępowanie, przejmował się reakcjami otoczenia i sam wymyślał sposoby jak udoskonalić swój charakter. Pisałem już o nim jako o modelu self-made-mana. Uważam, że każdy gentleman powinien choć po trosze pójść ścieżką tego polityka i pracować nad sobą tak jak on.

Benjamin Franklin czerpał wielką przyjemność z toczenia dysput na przeróżne tematy. Pisał sporo, starał się pouczać ludzi, lubił konfrontować swoje opinie. Dotarła do niego jednak informacja, że jego rozmówcy wychodzą z rozmowy raczej zniesmaczeni. Co prawda dowiedzieli się czegoś nowego, ale mieli wrażenie, że ich interlokutor pyszni i wynosi się ponad nich właśnie dlatego, iż ma rację. Prócz bowiem przedstawiania swojej opinii, dobitnie udowadniał towarzyszom, że się bardzo mylili.

W efekcie czuli się upokorzeni i pognębieni, a sam Franklin tracił chętnych do rozmowy. Dyskusja z nim stawała się bitwą, z której trudno było czerpać przyjemność. Zwłaszcza, że tak oczytana osoba, jak Franklin, miała przeważnie rację.

<<Zobacz też: Sztuka prowadzenia rozmowy>>

Po co dyskutujemy?

Dla większości z nas dyskusja nie jest środkiem do gnębienia innych i prostego udowadniania swojej wyższości. Zazwyczaj staramy się tylko przekonać kogoś do naszego zdania po to, żeby coś uzyskać albo po prostu, żeby go oświecić. Czasem też toczymy dysputy dla samej przyjemności ich prowadzenia. Łączący się z tym wysiłek myślowy jest dla wielu poszukiwaną rozrywką, tak jak szachy, krzyżówki czy sudoku.

Dobrze jest więc mieć rację, ale jeszcze ważniejsze jest by Twoi towarzysze mieli później chęć do prowadzenia kolejnych rozmów.

<<Zobacz też: Kiedy najtrudniej być gentlemanem – słowo o pracy nad sobą>>

Rozwiązanie Benjamina Franklina – pokora

Wspomniany bohater doskonalił swój charakter między innymi tworząc listę dwunastu cnót, którymi starał się kierować w swoim życiu (podałem je we wpisie o modelu self-made-mana). Po otrzymaniu wiadomości o tym, że rozmowy z nim są ciężkie, dopisał cnotę trzynastą: „Pokora – Naśladuj Jezusa i Sokratesa”. Te dwie, historyczne postaci były bowiem genialnymi mówcami, wartymi naśladowania pod tym względem. Ich mocną stroną było zachowywanie pokory wobec rozmówcy.

Franklin wyznaczył sobie następujące zasady prowadzenia dyskusji:

Zasada 1: unikaj stanowczego zaprzeczania

Nikt nie lubi kiedy wykazuje mu się jego błędy. W tym momencie rozmowy łatwo negatywnie nastawić do siebie rozmówcę. Dlatego też Franklin postanowił, że nie będzie rozpoczynał od zaprzeczania, lecz w pierwszej kolejności wyszuka dobre strony tezy swojego towarzysza. Chwalił ją i zauważał, że w niektórych sytuacjach mogłaby być słuszna. Dzięki temu nie stawiał samego siebie na pozycji przeciwnika w dyskusji, lecz bardziej kompana w procesie myślowym. Powoli jednak zmierzał do przedstawienia swojej wersji.

Zasada 2: skromnie przedstawiaj swoje racje

Franklin krok po kroku przechodził do zaprezentowania alternatywnego twierdzenia, które sam uważał za słuszne. Wzbraniał się jednak od przedstawiania go jako ostatecznie właściwego, co znowu stawiałoby go w roli przeciwnika w dyskusji, a nie kompana. Jego twierdzenia przybierały formę raczej propozycji, a dalszy tok rozmowy i stopniowe wyszukiwanie kolejnych argumentów na ich poparcie miało utwierdzać wszystkich uczestników rozmowy, że faktycznie było to słuszne rozumowanie.

Zasada 3: unikaj zwrotów oznaczających niezmienne poglądy

Do najważniejszych należała też zasada używania odpowiedniego słownictwa. Dobór słów może bowiem wiele zmienić. Franklin starał się unikać określeń nieznoszących sprzeciwu, typu: „na pewno”, „bez wątpienia”, „z pewnością, „prawdą jest” itp. Zamieniał je natomiast na zdecydowanie łagodniejsze wersje, zakładające elastyczność i przypuszczenie: „wydaje mi się”, „myślę”, „sądzę”. Dzięki temu niejako zapraszał rozmówcę do zastanowienia się nad jego propozycją i uczestniczenie w jej poparciu.

Dyskusja partnerska

Dzięki powyższym zasadom prowadzenie dyskusji przestaje być bitwą na argumenty i starciem dwóch przeciwnych opcji. Staje się natomiast wspólną pracą przy wyszukiwaniu najwłaściwszego rozwiązania. Jeśli rozmówca się myli, nie będzie zrażony do Twoich tez, właśnie dlatego, że są one bardziej propozycją, a nie prawdą objawioną. W dodatku, założenie rozmówcy wcale nie zostało ostatecznie zakwestionowane.

W efekcie, jeśli jesteś pewien swego, łatwiej Ci będzie skłonić towarzysza do przyjęcia Twojej opcji. Nawet jeśli uzna, że sam do tego doszedł, będzie to Twój sukces i Ty to wiesz. Natomiast sama rozmowa będzie toczyła się w o wiele przyjemniejszej atmosferze i z pewnością wszyscy jej uczestnicy będą chcieli do tej rozrywki kiedyś powrócić.

Dodatkową zaletą postępowania wedle takich zasad jest to, iż używając określeń bardziej elastycznych, typu „sądzę, że” itp., mniej przywiązujesz się do swoich twierdzeń i sam jesteś bardziej skłonny do przyznania się do błędu, gdy okaże się, że tak naprawdę to Ty się myliłeś. O wiele łatwiej będzie Ci wycofać się z czegoś, czego nie ogłosiłeś publicznie najlepszym rozwiązaniem.

<<Zobacz też: Sekret dobrego wychowania – gentleman się nie spieszy>>

Podsumowanie

Wbrew pozorom zastosowanie powyższych zasad we własnym życiu jest trudne. Wyzbycie się własnej pychy to ciężka praca i stała samokontrola. Niemniej pokora wobec swoich interlokutorów jest niezwykle ważna nie tylko dlatego, że oni mogą mieć rację, ale też dlatego, że należy szanować ich tok rozumowania. Mogą się mylić i nie można ich za to karcić. Pokora w rozmowie sprzyja ocenie osoby toczącej dyskusję, a przede wszystkim sprzyja dojściu do zgody.

Sam Benjamin Franklin uznał, że prócz prawości swojego charakteru, to właśnie ta umiejętność prowadzenia partnerskiej rozmowy pozwalała mu tak bardzo wpływać na innych ludzi. Nie poprzez manipulację, ale poprzez wypracowywanie wspólnej drogi.

Źródło: Benjamin Franklin, Żywot własny, PIW, Warszawa b.d.