Oczy nie kłamią – kontakt wzrokowy podczas rozmowy

Nasze oczy mówią niekiedy więcej niż usta. Z pewnością zwróciliście uwagę, że kiedy z kimś rozmawiamy, jesteśmy skłonni nie ufać tej osobie, jeśli „źle jej z oczu patrzy”. Czasem natomiast wystarczy krótkie spojrzenie, żeby się dobrze zrozumieć. Oceniamy wzrok innych osób dość intuicyjnie i trudno byłoby się nauczyć czytania z oczu. Niemniej wiedząc jakie spojrzenia są odbierane negatywnie, a jakie pozytywnie możemy udoskonalić własną sztukę prowadzenia rozmowy.John-P.-Ryan-sitting-on-a-table-in-a-courtroom,-talking-to-an-unidentified-man-1928

Mowa oczu

Wbrew pozorom w konwersacji czasem mniej liczy się to CO mówimy, a ważniejsze się staje to JAK mówimy. Liczy się zarówno ton wypowiedzi, jak i mowa naszego ciała. Z tej ostatniej, najważniejszy jest właśnie wzrok. Kontakt wzrokowy to bowiem jeden z najistotniejszych elementów w komunikacji międzyludzkiej.

Oczywistym jest, że kontakt wzrokowy buduje relację. Zakochani często spoglądają sobie w oczy, matki z dziećmi są w siebie wpatrzone. To dlatego, że intuicyjnie potrafimy wyczuć w oczach sporo uczuć, poznajemy się dzięki temu i stajemy sobie bliżsi. Możemy z tego skorzystać w rozmowie. Szczere spojrzenie, pomaga zjednać sobie rozmówców.

Kiedy prowadzimy dyskusję, poważną rozmowę, staramy się przekonać kogoś do naszej opinii albo mówimy o uczuciach, odpowiedni wzrok może się okazać kluczowy. Chodzi tu bowiem o budowanie zaufania i pewnej więzi z rozmówcą. Wszystko po to, by sprawić wrażenie pewnego siebie i wiarygodnego człowieka. Piszę o „sprawianiu wrażenia”, gdyż możemy być stuprocentowo wiarygodni, ale naszą mową ciała sprawiać, że nikt nam nie zaufa. „Wrażenie” jest niezwykle istotne.

<<Zobacz też: Zasady łamania zasad>>

Patrz w oczy …

To zupełna podstawa. Patrząc rozmówcy w oczy pokazujesz, że konwersacja Cię interesuje i poświęcasz jej uwagę. Dzięki temu Twój towarzysz wie, że nie sili się na darmo i jest tym bardziej chętny do dalszej wymiany zdań. Poza tym jest to po prostu uprzejme.

Po drugie, wzrok utkwiony w oczach rozmówcy sygnalizuje, że nie boisz się tego o czym mowa. To ważne, na przykład gdy jesteś krytykowany. Mężczyzna, nawet jeśli jest winy, powinien przyjmować z podniesionym czołem krytykę. Nie chodzi tu oczywiście o bezczelną dumę z występku, ale o godną odpowiedzialność za własne czyny.

Ponad to spuszczając wzrok gdy mówisz, wysyłasz sygnał, że coś kręcisz, że nie mówisz całej prawdy. Bez względu na to, jak jest naprawdę, tak to będą odbierali inni. Uciekanie wzrokiem to w naszej kulturze postawa defensywna.

Spojrzenia powinny być pewne i stabilne. W miarę długie. Dla wygody możesz zmieniać punkt patrzenia z jednego oka na drugie (zawsze i tak patrzy się tylko w jedno).

<<Zobacz też: Sztuka prowadzenia rozmowy>>Bridgeton,-New-Jersey.-Seabrook-Farms.-John-Seabrook-talking-to-a-division-manager-who-was-an-independent-farmer-1942

… ale nie cały czas

Od czasu do czasu zdejmuj wzrok z oczu rozmówcy. Mimo, że patrzenie w oczy jest oczekiwane, nieustanne wpatrywanie się w nie może być odebrane jako coś nienaturalnego. W końcu może to zmęczyć i stać się niekomfortowe dla drugiej osoby. Takie wpatrywanie się w oczy niesie ze sobą skojarzenia z jakimś wyzwaniem (na pojedynek spojrzeń?) albo z podtekstem erotycznym. W najlepszym wypadku zaś z próbą hipnozy.

Naukowcy zresztą dowiedli, że kiedy odpowiadamy na pytania wpatrując się w twarz rozmówcy jesteśmy bardziej skłonni do udzielania niepoprawnych odpowiedzi, niż kiedy na moment zastanowienia utkwimy wzrok w jakimś martwym obiekcie. Po prostu mamy wówczas mniej bodźców i łatwiej się nam myśli.

Dlatego dla własnej i rozmówcy wygody odwracaj niekiedy wzrok. Moment zastanawiania się nad odpowiedzią będzie jak najbardziej naturalny.

<<Zobacz też: Jak poprawnie pisać e-maile>>

Nie gap się

Utkwienie wzroku na zbyt długo w jednym miejscu ogólnie jest odbierane jako coś nienaturalnego i zwracającego uwagę. Bardzo źle jest ciągle patrzeć na jakąś część ciała rozmówcy, zwłaszcza na biust, nogi, ramiona, szyję. Chyba nie muszę dodawać, że pokazujemy wówczas, iż jesteśmy zainteresowani czymś zgoła innym niż rozmową.

Abstrahując od kontekstów erotycznych, wpatrując się przykładowo we włosy rozmówcy, prowokujemy pytanie „Czy coś nie tak z moją fryzurą?” itd. Równie niekomfortowe będzie patrzenie się na mówiące usta czy na gestykulujące ręce. To też zbija z tropu rozmówcę. Nawet jeśli nic złego nie masz na myśli, rozmówca tego nie wie. Nie patrz się też ciągle na jeden przedmiot, czy miejsce w okolicy, gdyż osiągniesz podobny efekt.

San-Augustine,-Texas.-Harlan-Hayes-of-the-San-Augustine-Tribune-talking-with-Reverend-Marsh-Calloway,-the-Presbyterian-minister-CreatorVachon,-John-Date1943

Mruganie i rozbiegane spojrzenie

Nerwy u rozmówcy najczęściej poznajemy po zbyt częstym mruganiu. Kiedy człowiek się denerwuje, ma tendencję do częstszych mrugnięć. Z jednej strony osobom zdenerwowanym rzadziej ufamy, ale zdarzają się sytuacje ważnych rozmów, które wywołują w nas nerwy, gdyż na czymś nam zależy, a nie dlatego, że coś ukrywamy. Staraj się zawsze uspakajać przed taką rozmową, brać głębokie wdechy i skupiać wzrok na czymś stabilnym. Niektórzy mają spory problem z opanowaniem przyspieszonego mrugania, nawet jeśli sobie z tego zdają sprawę. Większość z nas powinna sobie jednak z tym poradzić.

Podobny efekt dają tak zwane „rozbiegane” oczy. Kiedy nie możesz utrzymać wzroku na jednej rzeczy przez dłuższą chwilę i „biegasz” spojrzeniem z jednego miejsca na inne, wysyłasz jasny sygnał, że jesteś mocno podenerwowany. Tymi samymi technikami, co wcześniej, powinieneś wówczas uspokoić wzrok.

<<Zobacz też: Kiedy najtrudniej być gentlemanem – słowo o pracy nad sobą>>

Okulary przeciwsłoneczne

Wyglądamy w nich bardzo Hollywoodzko, ale przyciemniane okulary tylko utrudniają rozmowę. Skoro w oczach wyczytujemy te wszystkie informacje, które nie są zawarte w słowach, okulary przeciwsłoneczne są silną barierą utrudniającą nam zrozumienie intencji rozmówcy. Nie wiemy czy nie gapi się na coś, czy wzrokiem nie ucieka, czy nerwowo nie mruga…, słowem – czy jego oczy nie kłamią.

Nie zdejmowanie okularów przeciwsłonecznych podczas rozmowy jest wielce nie uprzejme. Czyniąc tak, możesz się spodziewać, że rozmówca potraktuje Cię oschle i szybko zakończy rozmowę.

Andy Warhol i Tennessee Williams, 1967.
Andy Warhol i Tennessee Williams, 1967.

Kulturowe spojrzenia

Co ciekawe język wzroku nie jest taki sam we wszystkich rejonach świata. W niektórych kulturach patrzenie w oczy jest pewnym wyzwaniem, a spuszczanie wzroku uznaniem wyższości drugiej strony. Gdzie indziej natomiast spuszczenie wzroku jest okazaniem szacunku drugiej osobie.

Oto kilka przykładów spuszczania wzroku jako okazywanie szacunku: Muzułmanie unikają patrzenia w twarz przeciwnej płci. Japońskie dzieci są uczone by nie patrzeć w oczy nauczycielom, ale w okolice ich jabłka Adama albo węzła krawata. Dorośli Japończycy zaś spuszczają wzrok rozmawiając z przełożonym. Również w innych krajach Dalekiego Wschodu, ale też w Nigerii, nie patrzy się w oczy osoby wyżej postawionej w hierarchii.

Natomiast w kulturze Zachodu, unikanie patrzenia w oczy jest odbierane jako nieuprzejmość i skrywanie czegoś, ale też jako słabość. Podniesiony wzrok to wyzwanie. Warto pamiętać o tych różnicach, gdy mamy do czynienia z kimś z innej kultury albo jesteśmy w podróży.

Kastrup,-state-factory-inspector,-talking-to-a-boy-on-a-commercial-street-1905Sztuka prowadzenia rozmowy

Ostatnio pisałem o podstawach prowadzenia rozmów tak, by trwały i były ciekawe. Następnym razem przyjdzie pora na mowę ciała.

Ciekaw jestem czy Wy również zwracacie uwagę na oczy rozmówcy. Myślicie, że potraficie rozpoznać w spojrzeniu kiedy ktoś kłamie?

Newsletter

Nie przegap żadnego wpisu! Zapisz się na newsletter e-mail:

Please wait...

Thank you for signing up!

  • Michał

    Wszystko byłoby OK, ale większość z nas, a także Ja, nie utrzymuje dłuższego kontaktu wzrokowego z błahych powodów, takich jak: skrępowanie, zawstydzenie… człowiek niestety szybko się peszy.

    • Właśnie na tym polega nasza metoda rozpoznawania ludzi pewnych siebie. Dlatego warto popracować nad tym. Nie chodzi o jakieś epickie spojrzenie, ale zwykły kontakt wzrokowy, który można przecież przerywać od czasu do czasu.

  • Dessaimis

    Ciekawy artykuł. Przyznam, że zaskoczył mnie kontakt wzrokowy i innych kulturach. Od siebie dodam, że skłonność rozmówcy do utrzymania spojrzenia może zależeć od głównego kanału jakim postrzega rzeczywistość (wzrokowiec, słuchowiec, kinestetyk). Osobiście nieco drażni mnie szybkie przeskakiwanie wzrokiem z jednego oka na drugie, polecam spojrzenie „między oczy”.
    Pozdrawiam.

    • Niestety jesteśmy w stanie zauważyć, że ktoś patrzy nie w oczy tylko między nie. Nie polecałbym tego jednak. Już lepiej skupić wzrok na jednym oku, a jeśli peszy nas to jeszcze, to na przykład na powiece albo rzęsie. To będzie różnica nie do zauważenia, a może też być wybawieniem dla osób, które peszy spojrzenie rozmówcy.
      Stosuję tę metodę z moją żoną, która szalenie mruga gdy widzi aparat. Zrobienie jej zdjęcia z otwartymi oczami to wielka sztuka. Po prostu jakoś to ją denerwuje. Poleciłem jej więc patrzenie w tym momencie na mój paznokieć, który znajduje się wówczas tuż obok obiektywu. Okazało się, że mruganie ustało!

  • Matuesz

    Nie wydaje mi się aby kontakt „oko w oko” był czymś pożądanym dla rozmówców. Nachalne wpatrywanie się komuś w oczy jest raczej oznaką złego wychowania, takie sztuczki zachować lepiej na rozmowę biznesową, negocjacje itp. Rozmowa kurtuazyjna czy przyjacielska pogawędka nie wymaga takich zabiegów.

    • Barbargenta

      Uważam, że patrzenie w oczy naszego przyjaciela, z którym właśnie rozmawiamy jest naturalne i oczywiste.
      Łukasz przybliża nam kanony dobrego wychowania, które były akceptowane i stosowane przez wiele, wiele lat. Niestety niektóre z nich zostały niecnie i instrumentalnie wykorzystane przez współczesne techniki biznesowe.
      I faktycznie, dla wielu ludzi wpatrujący się w oczy rozmówca nie kojarzy się już dziś z uczciwością i szczerością ale z przeszkolonym draniem, który chce wyciągnąć od nas pieniądze.
      To smutne.
      Wyrazy szacunku dla Łukasza.

    • To nie sztuczki, ale dobre zwyczaje. Unikanie wzroku drugiej osoby jest zdecydowanie bardziej nienaturalne.

  • Woziwoda

    Bardzo łatwo można uwierzyć w ową stereotypową powiastkę, że ktoś nie patrzący w oczy ma coś do ukrycia, jest nieszczery lub łatwo można tak rozpoznać kłamstwo. Generalizowanie takich ocen to kompletny nonsens. Akurat ja jestem osobą, która właśnie nie dba o kontakt wzrokowy i w żadnym razie nic negatywnego to nie oznacza. Szczera rozmowa, staranne dobieranie argumentów, przywoływanie szczegółów podczas opowiadania, przekazywania informacji – dla tych wszystkich sposobów konwersacji potrzebuję swobodnego, nieskrępowanego spojrzenia, w dowolną stronę, z samodzielnie wybraną częstotliwością spoglądania rozmówcy w twarz. Nikt kto mnie zna, nie pomyśli że próbuję zmyślać, oszukiwać, ukrywać nieszczerość. I dokładnie na odwrót, każdy kto w rozmowie ze mną stara się ściśle wypełniać stereotypowe opisy zachowań podczas „właściwego sposobu prowadzenia rozmowy”, momentalnie budzi we mnie czujność. Z mimiki twarzy (w konfrontacji z wypowiadaną kwestią) potrafię wychwycić fałsz lub próbę niepełnej szczerości.

    • Dessaimis

      Jak się nad tym zastanowiłem, to rzeczywiście kontakt wzrokowy w rozmowie z przyjacielem ma dla mnie małe znaczenie. Ale z kobietami wygląda to inaczej. Nawet jeśli to tylko koleżanka, lubię patrzeć jej w oczy. Ale generalnie unikam osób, które boją się patrzeć w oczy i momentalnie spuszczają wzrok, kiedy nasze spojrzenia się „spotkają”, wydaje mi się wtedy, że mają coś do ukrycia albo się boją (chociaż to nie reguła, takie odnoszę wrażenie).

      • W tym tkwi sedno sprawy!

        • Mateusz

          Wpatrywanie się w oczy kobiecie, na pewno oznaką dobrego wychowania nie jest. Nie twierdzę, że nie wolno patrzeć w ogóle, ale wpatrywać się nie można.

    • Hubert

      Nie pamiętam już gdzie, ale czytałem artykuł na temat kontaktu wzrokowego, gdzie autor pisał, że spojrzenie np. w sufit czy w bok gdy opowiadamy jakąś historię naszemu rozmówcy nie musi wcale znaczyć o kłamstwie, po prostu niektórym łatwiej jest przypomnieć, wyobrazić sobie przytaczaną sytuację patrząc właśnie „w pustkę”.

      • Zgadzam się z tym, ale podpada to pod fragment poświęcony skupianiu się. To już naukowo udowodnione, że łatwiej się myśli patrząc gdzieś obok.

        • Marcus B.

          Na egzaminie magisterskim tak miałem – nie patrzyłem podczas udzielania odpowiedzi na egzminatorów, (jak już to przelotnie) tylko patrzyłem na ściany żeby nie zgubić wątku, nie zaplątać się. Myślę że to pomaga w stresogennej sytuacji i jest jednocześnie zrozumiałe dla egzaminatora, który zdaje sobie sprawę z naturalnego stresu osoby przepytywanej.

          • Jako wykładowca, który też już kilka osób przepytał powiem, że warto w takich sytuacjach utrzymywać kontakt wzrokowy. To daje wrażenie, że faktycznie student wie o czym mówi.
            Polecałbym skupianie wzroku na czymś martwym na zastanawianie się, ale kontakt wzrokowy podczas odpowiadania.

  • rozmówca

    W sumie to taki banalny ten wpis, same oczywistości. Czekam na coś takiego jak poprzedni.

    • Były osoby, które uważały poprzedni za banalny, a ten za konkretny… Pozostaje cieszyć się, że dla niektórych te sprawy są oczywiste.

  • Jacek

    Artykuł dobry, lecz sam przetrawiłem ten temat wiele razy jako gimnazjalista walczący z nieśmiałością. Fakty podane przez Pana, Panie Łukaszu są dla mnie już tak naturalne, że bardzo dziwię się niektórym komentującym.

    Jeśli nie patrzymy w oczy przyjaciołom, kontakt traci na tym wiele. Wydajemy się mniej otwarci, mniej szczerzy. Nie wyobrażam sobie nie patrzeć w oczy najbliższym znajomym i nie ma w tym żadnego dziwnego podtekstu.

    Niepatrzenie w oczy kobietom zabija większość naszych szans na nawiązanie bliższej znajomości. Jeśli płeć przeciwna wybierze faceta, który wydaje jej się niepewny siebie, niemęski, nieatrakcyjny – jest z nią coś nie tak.

    Unikanie kontaktu wzrokowego z konkurentami, czy to w dyskusji, czy podczas sparingu z rękawicami czyni nas słabszymi i w oczach przeciwnika, i naszych samych.

    To nie nonsens, że odbieramy osoby niepatrzące w oczy jako mające coś do ukrycia. Nawet jeśli zostaliśmy wychowani inaczej, tak jest to odbierane w społeczeństwie. Jeśli unikamy patrzenia w oczy, bo jesteśmy nieśmiali – musimy pracować nad pewnością siebie.

    Kontakt wzrokowy to podstawa kontaktów międzyludzkich, unikanie go to nie jest żaden styl wypowiedzi, stawianie na argumenty i fakty, to najzwyklejszy błąd. To już tak stary i wyświechtany fakt – słowa to tylko 7% kontaktu. Nie jesteśmy komputerami, dla których liczą się informacje. Jak wszystkie inne zwierzęta używamy przede wszystkim mowy ciała, a przed rozwojem sztuki słowa przez dziesiątki tysięcy lat wykształciliśmy właśnie taki sposób porozumiewania się.

    PS Nie mylmy spoglądania w punkt, czy spuszczania wzroku z unikaniem kontaktu wzrokowego. To pierwsze jest naturalne, kiedy myślimy – autor artykułu wspomniał o tym. Nie chodzi też o „wygrywanie” kontaktu wzrokowego. Powinniśmy w zasadzie dać go wygrać osobom wyżej postawionym, przeciwne zachowanie oznaczałoby taką samą zuchwałość jak wyciąganie ręki jako pierwszy. Inaczej jest jednak w rozmowie z interesującą nas kobietą, pamiętając jednak o wszystkich punktach podanych przez Pana Łukasza.

    • Panie Jacku,

      zgadzam się w pełni. Nieśmiało zapytam: jest Pan gimnazjalistą? Komentarz wskazuje na sporą dojrzałość.

      Pozdrawiam!

      • Jacek

        Panie Łukaszu,

        Moja wypowiedź mogła mylić – w tym roku pisałem maturę. Dziękuję jednak za dobre słowo.

        Również pozdrawiam!

  • Pazaak

    Świetny wpis! 🙂

  • Marcus B.

    Jeszcze dodam od siebie. Będąc osobą nieśmiałą o wyczulonej wrażliwości mam z tym duży problem. Często gdy moje spojrzenia spotykają się ze spojrzeniem innych uśmiecham się. Gdy ktoś naturalnie odpowie tym samym jest OK, niestety gdy ktoś zachowuje kamienną twarz, nie wiem czy to oznaka zniewagi wobec mnie czy po prostu innego charakteru czy też reagowania na bodźce.
    Naturalne dla mnie jest, że z nowo poznanymi osobami, z którymi jeszcze się nie „oswoiłem” (patrz: Mały Książę, rozmowa z lisem), nie patrzę za długo w oczy. Ponadto mam problem z zachowaniem kontaktu wzrokowego z ludźmi o twardym charakterze, jak również z osobami nieśmiałymi których nie chcę krępować natrętnym patrzeniem się. Jeszcze inną grupą osób z którymi trudno mi wytrzymać wzrokowo są osoby miłej powierzchowności, przede wszystkim bardzo atrakcyjne kobiety.
    Odnośnie wcześniej poruszonego w komentarzach wątku pewna dobra znajoma całkiem niedawno zarzuciła mi właśnie nieszczerość, ponieważ nie patrzałem jej w oczy. Szczerze mówiąc zbiła mnie tym z tropu, bo nie zdawałem sobie wcale z tego sprawy. Ponadto rozmawiałem bardzo szczerze i zupełnie mnie zaskoczyła tym zarzutem…
    Muszę częściej na to zwracać uwagę i pracować nad tym, może mi to pomóc w relacjach międzyludzkich.
    PS Truizmem jest że kryzys kontaktów międzyludzkich bierze się z kontaktów przez telefony, komunikatory, maile, czy nawet videorozmowy… Nie oszukujmy się, nic nie zastąpi dyskusji „face to face”.

    • Niestety tak właśnie jest – osoby utrzymujące kontakt wzrokowy wydają nam się bardziej szczere, bez względu na intencje. To w gruncie rzeczy kwestia pewności siebie, więc można nad tym popracować i osiągnąć dobre efekty. Przede wszystkim – samokontrola.
      W sumie to zupełnie zapomniałem o kwestii telefonów, sms-ów i e-maili. To faktycznie ważny czynnik utrudniający nam praktykę. Dzięki!

    • Woziwoda

      Właśnie ta historia, którą opowiadasz, o bardzo prosto (podkreślę owe prosto) i schematycznie myślącej znajomej, która być może wychowana kategorycznie na tekstach, że nie patrzenie w oczy świadczy o nieszczerości, podczas gdy Ty deklarujesz iż byłeś szczery jak najbardziej, dowiodła jak łatwo doprowadzić do kłopotu niezrozumienia. Już nie mówię o absurdalności zarzutu wyrażonego od razu i wprost. Ty poczułeś się zażenowany, ja od razu postarałbym się wyjaśnić jej niestosowność jej zachowania.
      Nawiasem mówiąc do dziś pamiętam wykłady z socjologii, gdy wynikł dokładnie taki sam problem, niezasadności stereotypowego powielania tezy o „oczywistości intencji osoby, która w rozmowie nie patrzy w oczy”. Moja pani profesor wyszła poza ten stereotyp.

  • kibol

    Moim skromnym zdaniem to wszystko to zwykłe pierdoły, w dzisiejszych czasach wszystko jest analizowane, rozdrabniane, każdy włos dzielony na czworo. Kiedyś gdy nie było internetu, tych wszystkich poradników pełnych złotych myśli i rad ludzie tym samym byli bardziej naturalni, gdyż nie analizowali tak wszystkiego. Jak z kimś rozmawiam to skupiam się na tym co on mówi i myślę o tym co sam chcę powiedzieć, wtedy wszystko samo wychodzi naturalnie, bezwiednie, bo gdy podczas rozmowy miałbym sobie zaprzątać głowę analizowaniem czy moje spojrzenie jest właściwe, czy odpowiednio długo utrzymuję kontakt, czy nie, czy patrzę we właściwe miejsce czy nie to zapewne przebieg rozmowy nie wyszedł by w sposób pomyślny.

    • Jeśli wszystko idzie dobrze, to nie ma co analizować i czym się przejmować. Natomiast, jeśli ktoś ma problemy, to może zwrócić uwagę na przykład na te kwestie.

      No i nie było tak, że nikt nie analizował i nie czytał poradników. Wystarczy sięgnąć do poradników dobrego wychowania z dwudziestolecia międzywojennego, czy też do kodeksów honorowych. Tam są opisane bardziej szczegółowe sprawy niż tutaj.

      • kibol

        Zgadzam się, sam mam w domu ,, Kodeks honorowy” Boziewicza, wiem że przywiązywano wtedy wagę do dobrego wychowania, manier, ale nie chce mi się wierzyć by zaprzątali sobie wtedy głowę kwestiami typu- patrzeć 5 sekund czy 8, pod kątem takim czy takim.

  • incognito

    Miałam rozmowę z szefem, a gestykulację mam w jednym paluszku 🙂

  • elfasderuh

    Ja tam nigdy nie patrzę w oczy i sam nie pozwalam na kontakt wzrokowy nie będzie byle kto patrzył w moje oczy a i nie na widzę ludzi którzy podczas rozmowy gestykulują chodź z drugiej strony fajnie popatrzeć jak twój szef gestykuluje bonie potrafi się wysłowić 🙂

  • shrek

    A co jeśli ktoś ciągle utrzymuje kontakt wzrokowy z rozmówcą? Zarówno podczas swojej wypowiedzi patrzy w oczy, ale też podczas Twojej patrzy na Ciebie i rzadko spuszcza wzrok? Taki sposób bycia?

    • Może tak być, ale może też taka osoba testować naszą reakcję albo próbować zdominować (myślenie w stylu: „ten kto spuści wzrok jest słabszy”).
      Niemniej to mało eleganckie.

      • Shrek

        Jeśli testowałaby to oznaczałoby, że pewne zagadnienia z dziedziny mowy ciała nie są jej obce. Ciekawi mnie na ile można takie zachowanie wystudiować i opanować do perfekcji..? Da się wyuczyć mowy ciała tak, żeby ktoś był na tyle przekonywujący a jednak kłamał? Generalnie to osoba używa gestykulacji w stopniu prawie zerowym. Jedynie, gdy coś czasem tłumaczy. Charakterystyczny jest jedynie ten kontakt wzrokowy i czasem jakiś uśmiech, ale też nie wiem, na ile szczery. Trudna osobowość do spr jej intencji. Albo jest tak zrównoważona i pewna swojej wartości albo świetnie gra…

        • Myślę, że da się tego nauczyć. Sądzę, że to właśnie jest wykładane w „akademiach podrywu”.

  • Shrek

    Mam jeszcze inne pytanie. A co jeśli inna osoba spuszcza wzrok podczas swojej wypowiedzi i nie patrzy na rozmówcę? Co oznacza, gdy ktoś podczas czyjejś wypowiedzi patrzy w oczy mówcy ale podczas swojej już ten kontakt się urywa? Albo druga sytuacja, gdy obie osoby patrzą w oczy i żadna nie spuszcza kontaktu wzrokowego?

    • Traktuj to raczej jak pewne sygnały, ale na pełen komunikat składają się przeróżne gesty, zachowania i słowa. Może się okazać, że taka osoba coś ukrywa, peszy się albo zwyczajnie łatwiej jej się skupić, gdy patrzy w przestrzeń.
      Samo spojrzenie to za mało, żeby z pewnością powiedzieć co jest grane.

  • Shrek

    Odnośnie tej próby dominacji jeszcze i kontaktu wzrokowego to być może tak być. Tylko zastanawia mnie, czy gdy widzimy się z kimś któryś raz z rzędu już i mimo to ten kontakt wzrokowy występuje to czy jest to jeszcze proba dominacji. Poniekąd po kilku spotkaniach mamy już osąd wyrobiony o danej osobie. Nawet wg psychologii ten osąd opieramy na swoim pierwszym wrażeniu, więc czy ma sens próba dominacji nad osobą, którą widzimy już np dziesiąty raz i mamy osąd o niej wyrobiony?

  • Fiona

    A ja się chciałam zapytać, czy kontakt wzrokowy ma jakiś związek ze statusem społecznym, zajmowaną pozycją? Gdzieś wyczytałam właśnie m.in takie zdanie, że wchodzą oba te czynniki w relacje ze sobą, natomiast nie był ten wątek rozwinięty, w jaki sposób to się dzieje i jak to się przekłada w komunikacji między ludźmi.

    • Tak. Badacze społeczni doszli do tego, że wzrok dobrze odzwierciedla dominację. Tego oczywiście nie widać w każdym spotkaniu między dwojgiem ludzi, ale jest wiele sytuacji, w których to ten patrzący dominuje.

      Myślę, że to ma wiele wspólnego z atawizmem. Zwierzę zdominowane spuszcza wzrok, a spoglądanie w oczy drażni przeciwnika. Dlatego zaleca się przy spotkaniu dzikiego zwierza unikać kontaktu wzrokowego. Podobne mechanizmy mają miejsce pod przysłowiowym blokiem między ludźmi.

      Karcony syn spuszcza wzrok przed ojcem. Może to też się objawiać w kontekście seksualnym. Mężczyzna „polujący” świdruje oczami swoją wybrankę, a ona „zalotnie” spuszcza wzrok, okazując „zdominowanie”.
      Na co dzień o tym nie myślimy w ten sposób, ale trochę tego jest.

  • Fiona

    Czyli można przyjąć, że im ktoś wyżej w hierachii stoi tym jego zachowanie będzie przejawiało się bardziej intensywnym kontaktem wzrokowy?

    • Może raczej odwrotnie. Im ktoś niżej, tym mniej chętnie będzie patrzył w oczy.
      Na tym polega między innymi sens powyższego wpisu. Patrząc rozmówcy w oczy stawiamy się niejako na równi z nim. A przynajmniej nie chowamy się.

  • Fiona

    A prawdą jest stwierdzenie, że ludzie wyżej postawieni, lepiej usytuowani używają ograniczonej gestykulacji? Gdzieś wyczytałam również taką zależność, że prezesi, właściciele przedsiębiorstw itp ograniczają swoje gesty w kontaktach z innymi. Z czego to wynika?

    • Nie słyszałem o tym.
      Doprawdy nie wiem czy tak jest.

    • Cysorzowa

      W świecie biznesu i polityki przyjęło się, że nadmierna gestykulacja może być odbierana jako oznaka braku opanowania. Stąd wspomniane przez Panią tendencje.

      • Fiona

        Coś w tym kontekście właśnie wyczytałam, że ludzie nadmiernie gestykulujący są postrzegani jako roztrzepani, mniej poważni. A ta ograniczona gestykulacja u ludzi wyżej postawionych wymagana jest choćby w kontaktach biznesowych jak tutaj Pani wspomniała. Podobno widoczne jest też to w kontaktach przełożony i podwładny.

  • Fiona

    Dobrze, a powiedz mi w takim razie co sądzić o osobie, która gestykulacji w kontaktach z innymi nie używa. Przyjeło się wg psychologów – i tutaj się już ze mną chyba zgodzisz, – że na wiarygodność rozmówcy w naszych oczach wpływa nie tylko to, co ktoś mówi, ale i cała otoczka związana z tym jak gesty, mimika, ton głosu. Wg psychologów jeśli komunikat werbalny jest niezgodny z niewerbalnym jesteśmy bardziej skłonni dać wiarę zachowaniu a nie słowom. A jeśli ktoś takich zachowań nie przejawia podczas pierwszego i każdego kolejnego spotkania?

  • Fiona

    Żeby bardziej doprecyzować poprzednie pytanie, co wpływa na wiarygodność takiego człowieka w sytuacji gdy nie przejawia zachowań niewerbalnych? Ton głosu stały, kontakt wzrokowy intensywny, nawet wg mojej oceny zbyt intensywny, zachowanie spokojne i wyważone, uśmiech czasem, ale raczej grzecznościowy. Jak w takim razie przekonać się na ile szczere jest to, co taka osoba mówi?

    • Cysorzowa

      Nie ma gotowej recepty. Pomóc może intuicja, doświadczenie, wiedza jaką się o tej osobie dysponuje. Czasem żeby kogoś „rozpracować” trzeba dłuższej znajomości/kontaktów/obserwacji. Ogólnikowe reguły rzadko się sprawdzają w odniesieniu do konkretnej jednostki.

      • Fiona

        Większą liczbę kontaktów z taką osobą mam za sobą. Natomiast kontakty te mają charakter służbowy, że tak to ujmę. Intuicja budzi we mnie mieszane odczucia, dlatego chciałam się podeprzeć trochę teorią. Zaintrygował mnie taki sposób bycia, ponieważ pierwszy raz się spotykam z tym, że ktoś jest albo tak opanowany, albo tak świetnie zdaje sobie sprawę z pewnych aspektów z tej dziedziny i je stosuje w praktyce, albo ma taki sposób bycia. Choć nie spotkałam się do tej pory z osobą, która właściwie nic sobą „nie pokazuje”.

        • Cysorzowa

          Cóż, wyraża się Pani nieco enigmatycznie 🙂 . Ale mimo to zakładam, że z jakiegoś powodu „pokerowa twarz” przełożonego czy kontrahenta, o którym mowa wywołała u Pani niejaką konsternację. Jeżeli jest to osoba z tzw. wyższego szczebla zarządzania, to jest duża szansa, że takie perfekcyjne opanowanie jest efektem ukierunkowanego wyszkolenia, (a z biegiem czasu często stosowane jest już z przyzwyczajenia). Jako, że ilość osób, które panują nad mową ciała w sposób doskonały jest znikoma, prędzej czy później zazwyczaj można zaobserwować a nawet zrobić wyłom w „masce”. Paradoksalnie w kontaktach z taką osobą wykazywanie przez pracownika niższego szczebla pewnego onieśmielenia nie jest najgorsze – to jest reakcja, której na ogół się spodziewali, do której są przyzwyczajeni i na którą w gruncie rzeczy liczą. Co do zasady nie martwiłabym się tu na zapas, chyba, że są jakieś obiektywne podstawy do niepokoju.
          Osobiście jednak sądzę, że dużo trudniejsza do zdemaskowania (ale i do osiągnięcia) jest sytuacja odwrotna, czyli zbudowanie przez osobę z natury skrytą i wycofaną wiarygodnego wizerunku człowieka otwartego i wylewnego. Niektórzy adepci tej sztuki posiadają umiejętności godne autentycznego Oscara.

          • W pełni się zgadzam, że dużo trudniej o nabycie cech osoby otwartej.
            Ja taki nie jestem i dlatego osoby, które nawet za szybko łamią bariery, nie spotykają się u mnie z negatywną oceną. Raczej zazdroszczę im tej umiejętności nawiązywania kontaktów. Jednak z drugiej strony mogą mieć z tego powodu też problemy i niekiedy musieć się tłumaczyć ze swojego otwartego zachowania.

  • Fiona

    Jedno trzeba przyznać tej osobie. Jest dobrym obserwatorem.

  • Maja

    oczy zwierciadłem duszy. Co jednak gdy niektórzy umiejętność patrzenia w oczy nauczyli się do perfekcji i wykorzystują tę technikę w swoim celu. Wtedy taki rozmówca może czuć się skołowany. Zatem czy naprawdę można powiedzieć że oczy nie kłamią?

    • Niestety nawet dobre maniery można wykorzystać w niecnych celach.

    • Aśka

      Zdecydowanie się z Tobą zgadzam Maju. Mówi się, że „oczy są zwierciadłem duszy” lub „oczy nie kłamią” ale czy jest to prawdą? Szczerze powiedziawszy to mam wiele wątpliwości. Być może są jakieś pewne sygnały świadczące o tym, że dana osoba patrząc nam w oczy kłamie, ale na pewno nie są one wychwytywane przez zwykłych ludzi. Są to zapewne jakieś mikro-gesty, które jeszcze zapewne w ułamku sekundy przewijają się. Osobiście spotykałam ludzi, którzy patrząc prosto w oczy kłamią i takich, którzy uciekali wzrokiem od rozmówcy a jednak mówili prawdę. Nie ma na to reguły. Ci, co uciekali byli nieśmiali lub powodowane było to skrępowaniem a Ci drudzy wpatrywali się w rozmówcę sądząc, że będą bardziej przekonywujący i sprawdzając przy tym czy ich adwersarz im uwierzył. Dziś, kiedy każdy gest można wypracować, wyuczyć się nabiera coraz to bardziej innego znaczenia. Politycy są świetnym przykładem na to. Być może są jakieś reakcje nad którymi nie panujemy np wspomniane rozszerzenie źrenic, ale nikt ze zdrowo podchodzących do życia ludzi nie będzie wpatrywał się w cudze źrenice szukając w nich prawdy lub innych stanów emocjonalnych. Chyba dawniej było prościej. Dziś każde szkolenie jest w stanie zmienić człowieka w aktora, który do odpowiedniej sytuacji zakłada odpowiednią maskę. Czasem taka postawą niektórzy chcą wzbudzic w nas zaufanie, aby później je wykorzystać dla swoich celów. W czasach kombinatorstwa i trików typu jak podejść klienta coraz trudniej o ludzi szczerych.

      • Aśka

        Dla przykłady mogę podać pewną sytuację. Od jakiegoś czasu mam kontakt z człowiekiem, który jest powściągliwy w komunikacji niewerbalnej, ale przy tym utrzymuje kontakt wzrokowy z każdym swoim rozmówcą. Patrzy podczas swojej wypowiedzi, podczas drugiej osoby, ale ten kontakt wydaje mi się nienaturalny. Sama jestem osoba nieśmiałą. Jeśli ktoś wzbudzi moje zaufanie z czasem zaczynam ten kontakt odwzajemniać. Natomiast nie lubię „śledzenia” wzrokiem i wpatrywania się w druga osobę, jakby ten ktoś chciał nas prześwietlić lub wręcz zahipnotyzować. Ja takie osoby uważam za nieszczere. I w tym konkretnym przypadku, choć nie zdradza on swoja osobą „kłamstwa” czy nieszczerych intencji, to nie wzbudza mojego zaufania. Nie potrafię spojrzeć w oczy komuś, kto wydaje mi się nieuczciwy. A ja to czuję. Nawet jeśli tego nie widać, bo oczy pokazują coś innego. Czasami po prostu pewne intencje się czuje choć nikt nie daje nam powodów byśmy tak sądzili.

  • Konrad

    Hej, czasami mam problem utrzymać właściwy kontakt wtorkowy.

    Chciałbym również zaznaczyć że informacje które są podane w tekscie mógłbym potwierdzić na swojej osobie.

    Np. Gdy chce stworzyć kreatywną wypowiedź zawieszam oczy na jednym punkcie po czym przychodzi to wręcz samoistnie ;P