Etykieta walki na szable, czyli potyczka dwóch szermierzy

Polscy gentlemani XIX-wieczni i ich potomkowie z początków XX wieku przykładali sporą wagę do umiejętności władania szablą. Po pierwsze ta tradycyjnie polska broń musiała być doskonale znana każdemu patriocie, który marzył o wywalczeniu Rzeczpospolitej niepodległości. Po drugie szable były jedną z podstawowych broni honorowych, którymi toczono pojedynki. Po trzecie zaś trudno o sport bardziej pasujący do ówczesnych gentlemanów niż szermierka.

Czas-Gentlemanow--szermierka1Trening czyni mistrza

Od czasów gdy Sarmaci ukochali sobie szable, aż do odzyskania niepodległości nie było bardziej polskiej broni niż szabla. Szpady i rapiery nigdy nie były u nas zbytnio popularne. Bez szabli trudno sobie wyobrazić prawdziwego szlachcica, czy międzywojennego oficera. Niestety, z jakichś przyczyn, w latach dwudziestych zauważono, że młodzież już nie garnie się do szermierki, nie chodzi na treningi, a do pojedynków coraz częściej wybiera pistolety.

Polska szabla oficerska
Polska szabla oficerska

Starszej daty gentlemani pamiętali jednak czasy, kiedy ćwiczenie fechtunku było istotną sprawą dla młodych mężczyzn. Spotykali się w specjalnych salach treningowych, albo na świeżym powietrzu i z myślą o własnej sprawności fizycznej, wprawiali się w szermierce w stylu modnej wówczas szkoły włoskiej. Prócz samych ćwiczeń, sprawdzano swoje umiejętności w potyczkach szermierczych. Te, pełne kultury starcia pozwalały określić, kto na prawdziwego szermierza się nadaje.

Potyczka (Assalto)

Potyczki służyły szlifowaniu umiejętności szermierczych, broń była więc tępa. Mimo to starano się, by warunki walki były jak najbliższe realnym. Głównym zamysłem takiego starcia było: „trafić i nie być trafionym”. Całe jednak piękno potyczek polegało na tym, że walczący nie starali się przy pierwszej lepszej okazji ugodzić przeciwnika. Na pierwszym planie stała doskonała forma starcia, a trafienie było jedynie efektem tej formy.

Walczący pilnowali więc poprawności i szybkości swoich ruchów. Ogólna elegancja walki była niezmiernie ważna. Jako że byli gentlemanami, każdy z uczestników zwracał też uwagę na wytworność swojego zachowania względem przeciwnika. Dlatego kłótnie, krzyki, okazywanie gniewu czy choćby niezadowolenia były niemile widziane. Równie negatywnie odnoszono się do przesadnej rubaszności, czy kpin z przeciwnika. Nie trzeba chyba dodawać, że tajenie trafień (przed stosowaniem elektronicznych czujników, o trafieniach informowali sami trafieni) było sprzeczne z rycerskością, która charakteryzować miała zwyczaje szermiercze.

Pozycja zasadnicza
Pozycja zasadnicza

Zajmujemy pozycje

Przed starciem uczestnicy stawali naprzeciwko siebie zajmując pozycję zasadniczą. Najpierw stali prawym bokiem do przeciwnika, z piętami złączonymi, a stopami rozwartymi pod kątem 90º. Szablę trzymali skośnie ku dołowi, z ostrzem skierowanym w prawo. W tej pozycji przeciwnicy, oddaleni od siebie o kilkanaście centymetrów (mierząc od czubków brzeszczotów), oddawali sobie ukłon powitalny.  W tym celu podnoszono broń wyprostowanym ramieniem do pozycji poziomej i uginano ją w łokciu tak, by szabla znalazła się pozycji pionowej tuż przed twarzą szermierza. Po tym geście szabla wraca do poprzedniej pozycji. W razie obecności widowni, należało też i ją pozdrowić.

Następnie, z pozycji zasadniczej, uczestnicy nakładali sobie maski na głowę, a szablę unosili w wyprostowanej ręce zatrzymując ją w pozycji prostopadłej do ziemi. Lewa ręka lądowała na biodrze. Ostatnim krokiem było wysunięcie prawej nogi nieco do przodu i lekkie ugięcie nóg w kolanach. Prawa ręka również się uginała w łokciu. Szabla mierzyła prosto w oczy przeciwnika, a ostrze skierowane było w prawo ku dołowi. Zajmowali w ten sposób pozycję szermierczą. Od tego też momentu uważano walkę za rozpoczętą.

Etykieta walki na szable

Celem ataków mogło być całe ciało przeciwnika powyżej pasa. Każde trafienie, kiedy było poprawne, trafiony oznajmiał głośno wołając „tocco”, „touché” lub „trafiony”. Gdy uderzony został poniżej linii pasa, wołał „basso” albo „nisko”. Ponieważ było to nieprzepisowe trafienie, napastnik był obowiązany prosić o wybaczenie słowem „przepraszam” lub „pardon”.

Gdyby napastnikowi udało się rozbroić swojego przeciwnika, należało bezzwłocznie podnieść jego szablę z ziemi i mu ją oddać z ukłonem. Kiedy któryś z uczestników potyczki chciał już ją kończyć, prosił o to słowami: „proszę o ostatni”, po czym następowało ostatnie starcie. Wraz z pierwszym trafieniem od tej prośby kończy się potyczka. Szermierze stawali w postawie zasadniczej, zdejmowali maski i oddawali sobie ukłon pożegnalny, który był de facto powtórzeniem ukłonu powitalnego. Po tym należało jeszcze podać sobie dłonie.

Zasłony w szermierce
Zasłony w szermierce

Walka szermierzy

Starcia doświadczonych szermierzy były nie lada gratką również dla widzów. Stosowano bowiem cały wachlarz ruchów, które każdego mniej doświadczonego doprowadziłyby do rychłej porażki. Specjaliści dbali o zachowanie odpowiedniego dystansu, wiedzieli jak nie sygnalizować przedwcześnie swoich zamierzeń ruchami nóg czy rąk, a także potrafili rozpoznać jaki wyjdzie atak z najmniejszego gestu przeciwnika.

Dobry szermierz potrafił  umiejętne parować, atakować batutami i wyprowadzać zwodnicze finty wiązane. Wiedział kiedy użyć zasłon okrężnych, kiedy ciąć, a kiedy pchać. Potrafił zrobić użytek z zaproszeń, wiązań i ataków na brzeszczot. Połączenie eleganckiej etykiety szermierczej z kunsztem „robienia szablą” musiało być wspaniałym widokiem.

Okiem laika

Osoby, które choć trochę znają się na szermierce pewnie zauważą, że sam jestem laikiem w tym temacie. Kiedy czytam o pojedynkach na szable, albo o szermierczych treningach żałuję, że nie miałem nigdy okazji sportowo sprawdzić się z szablą w ręku. Może kiedyś to nadrobię. Wiem bowiem, że coraz więcej klubów i stowarzyszeń stara się przywrócić tradycje szermierki w Polsce. Trzymam za nie kciuki! Dlaczego mielibyśmy o niej zupełnie zapominać?!

Źr.: Por. Władysław Sobolewski, Szermierka na szable, Warszawa-Kraków, b.d. (lata międzywojenne).

Newsletter

Nie przegap żadnego wpisu! Zapisz się na newsletter e-mail:

Please wait...

Thank you for signing up!

  • Bardzo interesujący temat, z przyjemnością to przeczytałem. Jeżeli mógłbyś to napisz proszę też o rozwinięciu tego czyli filmowych pojedynkach honorowych (z sekundantami) na śmierć i życie. Jestem bardzo ciekaw ile w filmowym obrazie jest prawdy i jak to się ma do naszej polskiej rzeczywistości.

  • Biter – niestety smutna prawda jest taka, że 99% pojedynków, które mamy okazję oglądać w filmach nie ma żadnego przełożenia na realną walkę. Szczególnie sceny, gdzie jeden człowiek pokonuje 3-4 I WIĘCEJ osób, przeciwko niemu samemu.
    Pozdrawiam,
    M.

  • Piotr O.

    Jeśli chodzi o porównanie walk ‚jeden przeciw wielu’ z filmem, to sprawa jest bardzo złożona. W średniowieczu sztuka walki stała na poziomie znacznie wyższym niż później, obejmowała tez przede wszystkim sytuacje bitewne, kiedy człowiek nie wybiera broni ani liczby przeciwników. Znany jest np. opis walki Roberta de la Salle z czasów żakerii, kiedy to ten rycerz został w bitwie otoczony przez chłopów i podjął walkę mieczem. Wedle kronikarza zabił około trzydziestu nie licząc rannych, zanim sam zginął. W świetle współczesnej wiedzy o średniowiecznej sztuce walki taki wynik starcia znakomitego fechmistrza w pełnej zbroi przeciw chłopom bez opancerzenia nie wydaje się przesadzony.
    Z drugiej strony – taka sztuka z pewnością nie udałaby się szablą, szpadą czy rapierem albo gdyby wśród napastników był chociaż jeden szermierz zbliżonej klasy. Po prostu z bronią wiąże się styl walki, broń pojedynkowa nie sprawdzi się w masowym starciu i nigdy nie bywała w nim używana, jeśli szermierz mógł wybierać. Szpada to broń do 
    szybkiego wyjęcia i gwałtownego starcia, wśród szabli jest cała masa odmian, z których jedne (jak husarska) stworzono do walki w bitwie, inne, jak karabela – do starć cywilnych. Rapier z kolei dawał duży zasięg i możliwość walki z kilkoma przeciwnikami ale za to gorzej od szpady sprawdzał się w pomieszczeniach.
    Walki to temat-rzeka.
    Pewne jest tylko, że w filmach tych realistycznych starć jest jak na lekarstwo.

  • Observ

    Nie wiem jak w mniejszych miastach, ale wiem, że w Krakowie (http://kks.krakow.pl/d/sekcja-rekreacyjna), Warszawie (http://www.fencing4fun.com/) i Wrocławiu (http://www.azs-szermierka.pl/treningi-rekreacyjne.php) są grupy rekreacyjne szermierki sportowej, można spróbować w każdym wieku. Zawsze to sposób żeby się trochę poruszać ciekawszy niż choćby siłownia

  • Raf

    Ciekawy artykuł :). Miałem tą przyjemność trenować szermierkę przez kilka młodzieńczych lat. I to w dodatku królową tego sportu, czyli szablę. W porównaniu do szpady i floretu jest to sport w którym trafia się głównie cięciami (które często pozostawiały sine pamiątki na długi czas 🙂 ). Szabla niezwykle wyrabia takie cechy jak wytrzymałość, refleks. Pamiętam że w okresie treningów miałem doskonałą kondycję fizyczną. Polecam spróbować, świetna zabawa :).

    • Coraz bardziej żałuję, że się za to nie zabrałem gdy miałem więcej czasu.

  • Raf

    Rozbudziły się wspomnienia związane z szermierką więc pozwolę sobie na jeszcze jeden komentarz. Przeglądając Internet pod kątem informacji o tym sporcie natknąłem się na coś, co myślę, pozwoli niewielkim kosztem zaspokoić ciekawość i zapewnić sporo zabawy amatorom fechtunku. To system „go-now” opracowany przez szermierza Dariusza Wadowskiego. Jest to system rekreacyjny, zabawowy, w którym walka odbywa się z użyciem specjalnie zbudowanej broni. Broń jest zaprojektowana na podobieństwo prawdziwej, choć z materiałów które sprawiają że jest ona bezpieczna w użyciu i nie wymaga zastosowania ubrań ochronnych ani masek (choć wydaje się że okulary ochronne byłyby wskazane). Na stronie można znaleźć m.in. bardzo pozytywne opinie szermierzy, wśród nich prof. Wojciecha Zabłockiego który w polskiej szermierce jest legendą. Poniżej zamieszczam link do strony:

    http://www.go-now.pl/pl/opis_szermierki.htm

  • Antyk

    Opisane przez autora „pojedynki” włoskiej szkły były rodzajem teatrum. W rzeczywistości były znacznie mniej efektowne, ponieważ szermierka, czy raczej fechunek realny albo „bojowy” gdy stawką jest zdrowie lub życie nie zbyt widowiskowy. Walczymy wówczas dość zachowawczo, czekając okazji na bezpieczne trafienie przeciwnika, samemu nie będąc trafionym. Wierzcie mi, że taka walka bardzo wyczerpuje (bardziej emocjonalnie niż fizycznie)

    W II RP pojedynki były formalnie zakazane, lecz biada oficerowi, który by wyzwany uchylił się od walki, powołując się na przepisy. Reputację miałby zszarganą na zawsze. Dlatego, gdy o pojedynku dowiadywali się przełożeni, „szermierz był często skazywany na kilka, kilkanaście miesięcy „twierdzy” Taka „odsiadka” w niczym nie ujmowała oficerowi gentleman’owi 🙂 Pojedynki były także popularne w korporacjach studenckich. J. Waldorff wspomina, że wyzwany na pojedynek otrzymał kilka lekcji fechtunku, opłaconych przez ojca od oficera 15 Pułku Ułanów. Pojedynek oczywiście wygrał.

    System Go-now to różnego rodzaju typy broni (miecz, szabla, rapier) wykoane z giętkiego prętu z tworzywa sztucznego pokrytego pianką lub gąbką. Świetny sposób na poprawę refleksu i techniki, nie jednak zastąpi treningu prawdziwym orężem.

    • Zgadzam się z większością, prócz długości odsiadki oficerów w twierdzy. Z moich badań wynika, że to były raczej symboliczne odsiadki. Wielokrotnie gorsze wyroki otrzymywali cywile.

      • Antyk

        To prawda. Często dowódca pułku występował do stosownych władz z prośbą o skrócenie kary, ze względu na wysokie walory oficera. Argumentował taką prośbę troską o stan wyszkolenia i stanu gotowości jednostki. Znany był też pewien generał kawalerii, który zawsze „lobbował” za uchyleniem kary nawet najmłodszym oficerom kawalerii 🙂