Jak dbać o męskie ubranie – 12 rad z lat dwudziestych XX w.

Zawsze odnosiłem wrażenie, że dawniej ludzie bardziej, niż my dzisiaj, dbali o swoje ubranie. Za spore pieniądze szyto u krawców i szewców. Posiadano więc tylko niezbędne części garderoby, a gdy coś się psuło – naprawiano, zamiast wyrzucać. Wydaje mi się, że trochę brakuje nam podobnego podejścia. Dlatego też postanowiłem przybliżyć Wam, pochodzące jeszcze z lat 20. XX wieku sposoby dbania o odzież. Mam nadzieję, że zainspirują Was do rozważenia, czy robicie wystarczająco dużo w tej sferze.

Czas-Gentlemanow-ubrania1

Jak nosić i pielęgnować ubranie

Okazja do napisania tego artykułu nadarzyła się akurat teraz, gdy w moje ręce trafiła broszura Jak nosić i przechowywać ubrania wydana przez „Bluszcz” w 1928 roku. Znalazły się tam między innymi rady dotyczące stricte męskiej garderoby. Nie są może one rewolucyjne, ale pokazują kilka ciekawych sposobów przedłużania „życia” naszych rzeczy, o których rzadko myślimy.

Poza tym pokazują też, że jednak trochę się w tej materii zmieniło. Dzisiaj nie mamy już tyle trudów z prasowaniem, nie mamy dylematu jak wyprać łosiowy kaftan używany na polowania, ani nie musimy dbać o nasze cylindry i meloniki. Podejrzewam też, że nikt nie zdecyduje się na przedstawioną tutaj metodę pielęgnacji krawatów. Z tych względów, na pewno uznacie te rady za interesujące.

Jeszcze tylko słowo o formie artykułu – postanowiłem spisać te rady w czasie przeszłym, żeby podkreślić, iż pochodzą z dawnego poradnika. Jestem natomiast w pełni świadom, że wiele z tych metod stosuje się z powodzeniem do dzisiaj.

Wprowadzenie

Jeśli ktoś miałby dylemat, czy warto się starać o dbanie o własny strój, autorzy poradnika rozwiewają te wątpliwości już na wstępie. Trzeźwo bowiem przypominają, że nawet najdroższy garnitur, źle wyprasowany, pomięty czy poplamiony będzie wyglądał gorzej niż garnitur tańszy, ale zadbany. Elegancja nie objawia się bowiem w samych krojach czy fasonach (które zresztą zmieniają się bardzo wolno w modzie męskiej), ale w czystości, schludności i harmonijnym doborze wszystkich elementów stroju.

"Specjalne wieszadełka do wyciągania spodni".
„Specjalne wieszadełka do wyciągania spodni”.

1. Dwie pary spodni

Ubranie noszone codziennie szybko zmienia swój kształt, przeciera i zużywa się. Dlatego przy zamawianiu (u krawca oczywiście!) garnituru do noszenia na co dzień zalecano zakup dwóch par spodni, które można by nosić na zmianę. Co drugi dzień, każda para mogłaby spokojnie „odpocząć” i wrócić do swojego pierwotnego fasonu, wisząc na odpowiednim wieszaku.

Najlepszym, choć pozornie droższym, wyjściem było obstalowanie sobie od razu dwóch garniturów, każdorazowo z dwiema parami spodni. Garnitur zmieniało się co tydzień. Drożyzna była pozorna, gdyż tak użytkowane garnitury mogły służyć latami, w przeciwieństwie do tych noszonych bez przerw.

2. Dwie pary butów

Podobny mechanizm dotyczył obuwia. Noszone codziennie nie miało czasu na wyschnięcie i odzyskanie pierwotnego kształtu. Jak informuje poradnik, groziło mu stwardnienie. Jeśli nie chciało się znosić zbyt szybko swoich ulubionych butów, należało zaopatrzyć się w dwie pary.

Praktyczna rada:
„Do czyszczenia obuwia trzeba używać najlepszej pomadki, nie nadużywając jej, buty, bowiem glansuje się siłą muskułów, a nie grubem nałożeniem smarowidła.”

"Wygodna ławeczka do rozbierania ochrania garderobę". Dziś stosuje się raczej stojaki na ubrania.
„Wygodna ławeczka do rozbierania ochrania garderobę”. Dziś stosuje się raczej stojaki na ubrania.

3. Zapasowa kurtka w biurze

Mężczyzna zazwyczaj spędzał większość czasu w biurze, gdzie powoli zużywał swój garnitur. Jeśli były momenty, w których nie występował publicznie mógł sobie pozwolić na zastosowanie małego triku. Mianowicie w biurze trzymał zapasową „kurtkę” w neutralnym kolorze (nie jestem pewien, ale najprawdopodobniej chodzi o rodzaj miękkiego ubrania, czegoś pomiędzy marynarką, a swetrem), którą nosił zamiast marynarki. Dzięki temu zapobiegał szybszemu wyświecaniu i przecieraniu się rękawów oraz ogólnemu gnieceniu się marynarki. Tę z kolei należało odkładać na wieszak, albo oparcie krzesła.

Zaś aby zapobiec wyświecaniu się tylnej części spodni, polecano wyściełanie krzeseł „dywanikami moketowemi” – niestety nie mam pojęcia co to za materiał.

4. Puste kieszenie

Ubranie mogło tracić fason również z powodu niewłaściwego używania. Wypchane kieszenie w końcu rozciągały się i psuły efekt nawet najlepszych garniturów i płaszczy. Dlatego też zalecano w ogóle nie przesadzać z wypełnianiem kieszeni, a odwieszane na wieszak od razu opróżniać.

"Dobrze obmyślona szafa na męskie ubranie".
„Dobrze obmyślona szafa na męskie ubranie”.

5. Układanie ubrań w szafie

Szczególnie ważne dla zachowania fasonu ubrań, było odpowiednie ich przechowywanie w czasie, gdy nie były w użytku. Marynarki, kurtki i płaszcze powinny wisieć w szafie na ramiączkach, a nie na kołkach. Kołki były uważane za dobry sposób wieszania ubrań tylko na krótki czas. Również spodnie powinny wisieć na odpowiednim wieszaku do nich przeznaczonym. Wszystkie elementy garderoby należało oczyścić przed schowaniem do szafy.

Koszule zalecano układać złożone na półkach. Na osobnej półce układało się kołnierzyki i mankiety. Krawaty zaś wieszano na wewnętrznej stronie drzwi, na ruchomych drabinkach (koniecznie rozwiązane!). Pozostałe ubrania, takie jak spodnie tenisowe, kurtki jedwabne do zwykłego prania czy kamizelki pikowane składano na całej długości i chowano do szuflad, przekładając białą bibułką.

6. Sezonowe przechowywanie ubrań

Należało też umiejętnie przechowywać garderobę letnią podczas zimy i zimową podczas lata. Zalecano chować ją do kufrów i pak wypraną i oczyszczoną, ale nie nakrochmaloną. Chowano bez prasowania, które i tak trzeba było robić po wyciągnięciu z pak. Krochmal natomiast mógł się przyczynić do pożółknięcia bielizny i jej popękania. Dlatego lepiej było go nie używać przy przechowywaniu.

7. Dobór dodatków

Autorzy poradnika zalecali posiadanie kilku krawatów, które można było często zmieniać. Gorszym pomysłem był zakup jednego, ale bardziej kosztownego krawatu. Te drogie brudziły się bowiem tak samo jak te tańsze, a nie można było ich tak często zmieniać. Drogi, acz pomięty i nieświeży krawat niczym pozytywnym się nie wyróżniał.

(Ciekawostka: Na lato modne były krawaty z tego samego materiału co koszula!)

Krawaty czyściło się benzyną i prasowało. W tym celu rozpruwano je, prasowano i z powrotem zszywano – kto by się podjął tego dzisiaj?

Chusteczki kieszonkowe, zwane poszetkami były kolejnym proponowanym dodatkiem. Musiały harmonizować z krawatem tłem lub „obrzeżeniem”. Po każdym użyciu należało taką poszetkę odprasować.

8. Prasowanie

Prasowanie było zajęciem wymagającym wprawy. Różniło się nieco od naszych dzisiejszych przyzwyczajeń. W tym okresie odchodzono już od żelazek gazowych i węglowych. Polecano ciężkie żelazka elektryczne. Używano też nakrapiaczy sukiennych, rękawic wojłokowych do podkładania ręki i deseczek.

Prasowanie różniło się nieco od dzisiejszego.
Prasowanie różniło się nieco od dzisiejszego.
"Prasować przez mokre płótno w powietrzu" - tutaj prasuje pani, ale ponowie, nie sugerować się!
„Prasować przez mokre płótno w powietrzu” – tutaj prasuje pani, ale ponowie, nie sugerować się!

Lniane płótno moczono, wyżymano i rozciągano na ubraniu do prasowania – by nabrało wilgoci. Spodnie prasowano przez to mokre płótno. W tym wypadku żelazka nie przesuwano, ale przekładano z miejsca na miejsce. Po wyschnięciu płótna przesuwano żelazko po całych spodniach, nie przyciskając, by nie wyświecić materiału. Po prasowaniu należało jeszcze „rozprowadzić parę” równomiernie uderzając obuchem szczotki do czyszczenia ubrań.

Natomiast prasowanie marynarki i kamizelki należało do trudniejszych zadań. Jeśli nie można było zanieść ich do krawca, by ten je profesjonalnie wyprasował, w domowych warunkach używano rękawicy wojłokowej i poduszki. Za pomocą rękawicy prasowano w powietrzu miejsca trudniej dostępne, a większe elementy rozkładano na dużej poduszce i tak traktowano żelazkiem. Oczywiście wszystko przez mokre płótno. Ubranie wciąż lekko wilgotne zalecano rozwiesić do naturalnego wyschnięcia.

Wykorzystanie poduchy do prasowania.
Wykorzystanie poduchy do prasowania.

9. Usuwanie wyświecenia

Nawet zadbane ubranie w końcu się wyświecało w bardziej narażonych na obtarcia miejscach. Nie wyglądało to dobrze. Co z tym robić, najlepiej odda poniższy cytat:

„Są materjały, w dobrych nawet gatunkach, które łatwo się wyświecają – aby usunąć brzydki połysk, trzeba wyświecone miejsca wycierać miękką szczotką, maczaną w wołowej żółci, albo w przegotowanej zimnej wodzie z amoniakiem, biorąc na 8 części wody – jedną część amoniaku.” – Co byście wybrali: wołową żółć, czy amoniak?

Suszyć należało w cieniu.

10. czyszczenie kołnierzy i mankietów

Przynajmniej raz na miesiąc należało porządnie oczyścić kołnierze, wyłogi i mankiety. W tym celu rozciągano te elementy gładko na desce do prasowania albo stole. Przygotowywano następnie dwie miski z gorącą wodą. Do pierwszej trzeba było dodać pół szklanki „salamonjaku” (łac. sal ammoniacum – dawny środek piorący), a drugą pozostawić czystą. W roztworze należało maczać twardą gąbkę i wycierać na gorąco brudne miejsca ubrania. Drugą gąbką nasączoną w czystej wodzie spłukano całe ubranie. Później nakrywano ubranie płótnem i prasowano. Obiecywano, że będzie jak nowe. Polecano też „panamę” zamiast salamoniaku.

11. Pielęgnacja kapeluszy

Kapelusze z miękkiego filcu (np. melonik) czyściło się po każdym użyciu miękką szczoteczką. Mokre pozostawiano do wyschnięcia, po czym przecierano z włosem grubym ręcznikiem. Na koniec standardowo używano miękkiej szczotki.

Cylindry natomiast pielęgnowano aksamitną szczoteczką. Gdy były mokre, podobnie jak meloniki, czekano aż wyschną, przecierano z włosem ręcznikiem, by ostatecznie poprawić wspomnianą szczotką.

12. Pranie skórzanych kaftanów

W latach międzywojennych wciąż było w zwyczaju chadzanie na polowania. Na te okazje często zakładano skórzane kaftany z łosia. By taki kaftan wyczyścić należało włożyć go do balii i rozłożyć płasko na dnie. Prało się szczotką w zimnym „rozgotowanem” mydle. Przecierano całość dwa razy (wymieniając w międzyczasie wodę). Następnie letnią wodą spłukiwano, wyciskano i wygniatano resztę wody przez grube prześcieradła. Trzeba było wymieniać prześcieradła tak długo, aż kaftan przestanie oddawać wodę. Po tym wystarczyło odwiesić do wyschnięcia w przewiewnym miejscu.

Okładka broszury "Jak nosić i pielęgnować ubranie".
Okładka broszury „Jak nosić i pielęgnować ubranie”.

Nie ma co ukrywać, że wiele z tych rad jest wciąż w pełni aktualnych. Po prostu tkaniny i skóry zawsze zachowują się tak samo. Stosujecie powyższe techniki? Zaskoczyło Was coś w tym zestawieniu? Dajcie znać w komentarzach.

Źródło treści i ilustracji: Jak nosić i przechowywać ubrania, oprac. J. S., Warszawa 1928.

P.s. Broszurkę tę otrzymałem od czytelnika imieniem Gabriel. Gabrielu, jeszcze raz serdecznie dziękuję! Pamiętajcie o mnie jeśli znajdziecie podobne publikacje w swojej biblioteczce. Mogą z takich materiałów powstać ciekawe artykuły. Rozglądajcie się szczególnie za trudno dostępnym Współczesnym Panem, pismem dla mężczyzn z międzywojnia. Poluję na to od lat!

Jeśli podobał Ci się ten artykuł, będę wdzięczny za polecenie go znajomym!
Możesz subskrybować wpisy przez RSS, e-mail, Facebook albo Twittera. Wszystkie opcje po prawej stronie.

Newsletter

Nie przegap żadnego wpisu! Zapisz się na newsletter e-mail:

Please wait...

Thank you for signing up!

  • ponieważ to strona poświęcona gentlemanom, nawet nie proszę o udostępnienie pozostałej części broszurki, poświęconej pielęgnacji garderoby damskiej 🙂 Choć nie ukrywam, że chętnie bym się z nią zapoznała 🙂

    • Świetny artykuł, poradnik jakich dziś nie znajdziesz w żadnej prasie.

  • Dlaczego obrazki zostały oznaczone logiem „CzasGentlemenów”, skoro portal nie jest ich twórcą a jedynie pożyczył je sobie z broszurki?

    • To nie oznaczenie autorstwa (które jasno zostało zaznaczone), lecz oznaczenie pochodzenia ilustracji, w razie kopiowania.

      • Skoro oznaczenie ma określać pochodzenie ilustracji, to powinno nim być „Bluszcz 1928” a nie „CzasGentlemanów”.

        • misiekh1

          Skoro masz odwagę zwracać uwagę autorowi bloga, to miej też odwagę i przedstaw się. Sam wiesz, z kim piszesz, niech i osoba do której piszesz wie z kim ma do czynienia.

          • anonim

            Szanowny Pan jnktrn ma rację, a przedstawianie się nic w tej materii nie zmieni.

  • Jestem pewien, że przy takiej czynności reset myśi z dnia codziennego pełen. Nie wiem czy jest to możliwe do powtórzenia dzisiaj. Pamiętajmy, że wówczas musieli się czymś zająć nie mając TV, internetu, video etc. A może się mylę? Generalnie i tak fajowo się czytało!

  • Paryżanin

    Drogi Panie Łukaszu – wpadłem na Pana blog przypadkiem, przczytałem kilka wpisów …czas zaczął płynąc inaczej…gratuluję dystansu i stylu! Pozostanę wiernym czytelnikiem – Paryżanin.

    • W takim razie, ja pozostanę wiernym dostarczycielem ciekawych treści!

  • Kiedyś to Panowie musieli sobie radzić nie mając współczesnych udogodnień. Dbanie o swój wygląd wymagało zdecydowanie więcej czasu niż ma to miejsce obecnie. Zauważam że nieliczni Panowie przywiązują do tego wagę.

  • vin

    „Zaś aby zapobiec wyświecaniu się tylnej części spodni, polecano wyściełanie krzeseł „dywanikami moketowemi” – niestety nie mam pojęcia co to za materiał.”

    prawdopodobnie chodziło o zwykłe makatki: http://pl.wikipedia.org/wiki/Makatka

    • G.J.

      Raczej chodzi tutaj o tzw. moquette – rodzaj francuskiej tkaniny dywanowej „o krótkim aksamitnym włosiu” (podaję za Słownikiem Webstera).

  • nie wiem czy to aż taka stara rada(raczej niee) ale dzisiaj dostałem ją od Pani z pralni chemicznej: w celu utrzymania płaszcza w dobrej kondycji kilka razy w sezonie należy przejechać po jego powierzchni delikatnie zwykłą, jednorazową maszynką do golenia – efekt jest niesamowity – powrót naturalnego koloru (czerń) i usunięcie tych ‚kuleczek’ murowane! polecam!

    • Niebezpieczna sprawa, z tą maszynką. Wydaje się, że wówczas po prostu golisz warstwę materiału, a nie to co wystaje. Polecałbym na zmechacenia specjalne elektryczne maszynki, które golą tylko te kulki. Doskonale to przywraca dobry wygląd tkaniny. Na dobrą wełnę żyletki bym raczej nie użył.

    • bk

      Hmmm… Dawno, dawno temu (w dzieciństwie) nosiłam odzież wełnianą (płaszcze, spodnie, kurtki) szytą na miarę (łza się w oku kręci a w dołku ściska, że rodzina zniszczyła te skarby!) i powiem Państwu, że ta wełna NIE „kulkowała”. Owszem, wycierała się, czasem „wyświecała”, ale NIE było tych obrzydliwych kulek. Czyli ówczesne amteriały były po prostu dobre. Teraz to co ma być dobre, to wg mnie zwykły szajs.

      • To zazwyczaj sprawka mieszanki sztucznych włókien w tkaninie. Czysta wełna aż tak się nie mechaci, jak akryl czy dzianiny z domieszką poliestru.

  • Dawid Marciniak

    Czy ktoś wie może jak dzisiaj nazywają się te „wieszadełka do spodni” i gdzie można coś takiego dostać?

  • Paweł Srebniak

    Prasowanie spodni na chusteczkę – chusteczkę moczymy w wodzie – później odciskamy i wilgotną kładziemy na materiale. Prasujemy środek chusteczki, aby nie prasować krawędzi. Kiedyś prasowałem zwyczajnie, ale żelazko zostawiało brzydkie plamy na niektórych moich koszulach – takie coś też zdarzyło się na spodniach.

  • Przytoczę informację z linku: „mokiet «wzorzysta tkanina pluszowa» • mokietowy”
    Dziękuję za pomoc!

  • Jakub Wieczorek

    A jak czyścić współczesną fedorę?

    • G.J.

      Tak samo, jak „przedwojenną” :). W tej materii nic nie uległo zmianie. Dziś trudniej tylko o szczotkę do kapeluszy.

      • Potwierdzam. Szukałem takiej u pana na Poznańskiej w Warszawie i jedynie mogłem liczyć na coś podobnego do takiej szczotki.
        To powinna być raczej sztywna, zbita szczecina, która stawiałaby włókna filcu, żeby się nie zbijały.

        • G.J.

          W Czechach można toto bez kłopotu kupić w sklepach myśliwskich. Ręczna robota, naturalne materiały i oszałamiająca cena – dwadzieścia złociszy. To taki dziwny kraj, gdzie przetrwalo wiele rzeczy, które u nas praktycznie zanikły (np. sezon balowy w karnawale).

  • Anna

    Gratuluję wspaniałego bloga

  • Ola

    Garnitury można oddać do prania w CH Janki pod Warszawą, tam znają się na tym najlepiej i mają świetne ceny, 39 zł za górę i dół.

  • errata

    Niesamowicie wciągająca lektura!:)