Życie przestępcze w przedwojennej Polsce

Bardzo łatwo jest żyć wyidealizowanym obrazem przeszłości. Zwłaszcza jeśli zazwyczaj wspominamy tylko tę chlubną, godną zapamiętania i budzącą ciepłe uczucia historię. Dobrze jest od czasu do czasu sięgnąć po taką książkę, która sprowadzi nas na ziemię. Książkę, która pokaże, że w domniemanym belle epoque odrodzonej Polski można było bez trudu zostać oszukanym, okradzionym, porwanym, albo sprzedanym. Z wielu sytuacji tylko szczęśliwcy wychodzili z życiem.

Przestępcy niezupełnie jak w filmach

Jeśli, tak jak ja, śledzicie obecnie trzecią serię Zakazanego Imperium, pewnie wyobrażacie sobie życie przestępcze w międzywojennej Polsce trochę na wzór tego filmu. Dobrze ubrani gangsterzy, alkohol, prostytutki i duże pieniądze. W naszym kraju bywało i tak, ale zarówno w Stanach, jak i w Polsce światek przestępczy miał wiele wymiarów. W ten świat wprowadza nas Monika Piątkowska, autorka Życia przestępczego w przedwojennej Polsce. Grandesy – Kasiarze – Brylanty, wydanego przez PWN.

Piątkowska pokazuje rzeczywistość daleką od filmów typu Ojciec chrzestny. Pisze o złodziejach różnych szczebli: od szefów wielkich szajek, po zwykłych kieszonkowców, grandziarzy i zupełnych amatorów. Mówi o ludziach zabijających i okradających z biedy i ciemnoty. Wspomina kobiety upadłe, porywane, sprzedawane, torturowane, gwałcone i zmuszane do prostytucji pod groźbą śmierci. Nie unika nawet wątku porzucanych i mordowanych niemowląt. Na tym tle skandale elit i podszywający się pod bogaczy oszuści są przeciętnym tematem.

O książce

Przy poprzednich książkach PWN-u pisałem wiele o ich doskonałej stronie wizualnej. Estetycznie publikacje te bardzo nadają się na ładne prezenty. Życie przestępcze… również wpisuje się w tę tendencję. W tym wypadku są jednak dwie różnice. Pierwsza, to fakt, że trudno o ilustracje dotyczące światka przestępczego. Przez to wiele, albo nawet większość zdjęć przedstawia tematy ogólnie związane z tekstem. Trudno się temu dziwić, wydawcy i tak zrobili dobrą robotę.

Różnica druga – tę książkę można by wydać byle jak, a i tak zachwalałbym ją niesamowicie ze względu na treść. W poprzednich wypadkach mieliśmy do czynienia z rzetelnym i interesującym materiałem. Nic więcej. Książka Piątkowskiej natomiast potrafi wywracać nasze wyobrażenie o międzywojniu. Pokazuje brud, zbrodnię, skrajną biedę, ciemnotę i bezsensowną przemoc. Dzisiaj często czytamy o tym okresie i zazwyczaj są to obrazki ładne i romantyczne (jak choćby na tym blogu). Ta książka zbliża nasze wyobrażenie do rzeczywistości.

Plakat filmu: „Hallo Szpicbródka, czyli ostatni występ Króla Kasiarzy”

Złodzieje, rabusie i oszuści

Autorka zaczyna od wprowadzenia nas w świat złodziei, wiele uwagi poświęcając kasiarzom. To ludzie okradający kasy pancerne dzięki wymyślnym trikom i sprzętom. Należał do nich słynny Szpicbródka. W Polsce funkcjonowały nie tylko grupy specjalizujące się kradzieżach tego typu, ale też szkoły tego fachu. Historie tych złodziei są dość sensacyjne i stanowią dobry materiał na filmy. Między innymi powstał na tej bazie obraz Hallo Szpicbródka, czyli ostatni występ Króla Kasiarzy z 1978 roku.

Trochę rzadziej z międzywojniem kojarzymy porywanie przez osiłków handlarzy i ludzi interesu. Zastraszano, torturowano, a nawet zabijano ich, kiedy nie byli skłonni oddawać części swoich zarobków. Niekiedy szajki były tak rozbudowane, że ogarniały całe miasto. Złodzieje wypracowywali sobie własne kodeksy honorowe i pilnowali ich przestrzegania. Policja zazwyczaj nie potrafiła sobie z nimi poradzić, ale miała na swoim koncie kilka spektakularnych sukcesów.

Wieś

Po wprowadzeniu w ten przestępczy świat, autorka zabiera nas na prowincję i tam zaczynają się problemy. Koniec z wizją „wsi spokojnej, wsi wesołej”. Czytamy o ludziach zabijających by ukraść kilka złotych, o ludziach, dla których życie nie miało większego znaczenia. Czasem powodem była bieda, czasem ciemnota i chęć łatwego zysku. Niektórzy przez wiele lat grasowali po wiejskich drogach napadając na przejezdnych albo oddalone od innych zabudowań domostwa.

Na wsi zdarzać się mogły nawet naprędce zebrane armie chłopskich rabusiów grabiących dwory i wille, tak duże, że tylko wojsko nie obawiało się stawiać im czoła. W rabunkach często ginęli ludzie: bo nie chcieli powiedzieć gdzie są pieniądze, bo pieniędzy nie było, albo dlatego, że rabusiom puściły nerwy. Ściganie takich przestępców było bardzo trudne na prowincji z powodu kiepskiego wyszkolenia miejscowych policjantów i prozaicznego braku telefonów.

Prostytucja i handel ludźmi

Chyba najbardziej wstrząsającymi rozdziałami są te dotyczące uprawiania płatnego nierządu, porywania i sprzedawania młodych kobiet, a także pozbywania się niechcianych dzieci. Chustkowe, jak nazywano wówczas prostytutki, oddawały się za marne pieniądze, a i tak często oddawały wszystkie swoje zarobki sutenerom. Nierzadko były zwykłymi niewolnicami, porwanymi i brutalnie zmuszonymi do chodzenia na ulicę. Bardziej oporne czasami przez lata trzymano w piwnicach i gwałcono. Częściej jednak pozorowano samobójstwa.

Wiele z naiwnych dziewcząt padało ofiarą handlarzy żywym towarem. Nie zawsze było to siłowe porwanie. Zdarzało się, że młode panny wychodziły za mąż, za świeżo poznanego gentlemana zza oceanu, albo otrzymywały dobrze płatną pracę w Stanach lub Argentynie. Dobrowolnie płynęły okrętem na nowy kontynent, nie spodziewając się, że na miejscu będą zmuszane do prostytucji, szantażowane i bite. W ten sposób, z dnia na dzień, znikało wiele dziewcząt i słuch po nich ginął.

Przestępcze elity

Zabierając się do lektury tej książki miałem nadzieję na wiele interesujących motywów związanych z gentlemanami oszustami. Szczerze powiem, że po przeczytaniu pozostałych rozdziałów, te o elitach zwyczajnie mnie nudziły. Nie były złe, nic z tych rzeczy! Po prostu pozostały materiał był dla mnie bardziej świeży, bardziej odkrywczy. Gentlemani i damy oszuści jednak są, chociaż pewnie można o nich napisać znacznie więcej.

W przypadku elit mamy do czynienia zarówno z przestępcami żyjącymi na wysokiej stopie, a zarabiającymi dzięki łapówkom, haraczom, albo na handlu ludźmi. Z drugiej strony byli też ludzie niższego pochodzenia, którzy swoje życie odmieniali kupując sobie wyszukany strój i wcielając się w rolę arystokratów albo oficerów. Tacy niejednokrotnie przeżyli kilka lat w luksusie zanim ktoś ich zdemaskował. Do tego tematu na pewno wrócę w osobnym wpisie.

Kilka wad

Dla wielu z Was zaletą będzie brak przypisów. To w końcu książka popularnonaukowa. Bez przypisów ma mniej stron i tekst nie jest zaśmiecony cyferkami. Mi jednak czasami brakowało takiego konkretu. Na przykład gdy autorka napisała, że prostytutka kosztowała 1,5 zł, czyli tyle co trzy kilo cebuli, rodzi się wiele pytań: w którym roku? w jakim mieście? jakiego typu usługa? jakiego typu kobieta? itp. To oczywiście szczegóły, ale dociekliwy czytelnik chciałby być chociaż odesłany do źródła.

Inną wadą jest brak zakończenia, jakiegoś podsumowania. Po informacji o skazaniu Rity Gorgonowej następuje bibliografia. Sprawia to wrażenie, że książka nie jest zamkniętą całością, tylko zbiorem luźnych rozdziałów dotyczących przestępczości. Wielka to szkoda. Kończąc lekturę oczekuje się jakiegoś słowa zamykającego, jakiejś myśli, z którą autorka chciała nas pozostawić.

Podsumowanie

Życie przestępcze w przedwojennej Polsce to najciekawsza, popularnonaukowa książka o dwudziestoleciu międzywojennym, jaką czytałem w ostatnich latach. Jest doskonałą odskocznią od tematyki elit, gentlemanów, dam, honoru i ładnych manier. Jest dokładnie tym, czego nam brakuje w wyobrażeniu przeszłości naszego kraju. Uważam, że każdy miłośnik historii powinien od czasu do czasu wylać sobie na głowę takie wiadro zimnej wody, by nie mówić bez namysłu, że „kiedyś było lepiej”. Bo niekoniecznie było.

Monika Piątkowska, Życie przestępcze w przedwojennej Polsce. Grandesy, kasiarze, brylanty, PWN, Warszawa 2012.

Share Button
  • Michał Eysymont

    Cóż, recenzja jest ciekawa, przekazuje też sporo informacji o książce… ale obawiam się, że nieco grzeszy naiwnością. – O każdym okresie, czy nawet człowieku, da się powiedzieć coś niepochlebnego, ale czy to znaczy, że jego ocena musi spaść drastycznie? Wystarczy wziąć do ręki choćby „słodzącego” Makuszyńskiego, by wiedzieć, że życie w międzywojniu nie zawsze bywało usłane różami. Jednak kraj z wigorem rozwiązywał problemy, a jeśli weźmiemy pod uwagę stan wyjściowy, widzimy ogromny postęp. Myślę, że nasz dzisiejszy sentyment do tych czasów bierze się też z ogólnie większej kultury, albo przynajmniej poczucie humoru – o jakich wspominali mi wszyscy członkowie rodziny mający wspomnienia z tamtych czasów. Oczywiście, jeśli ktoś sobie wyobrażał, że w tamtych czasach gołąbki same wpadały do gąbki… Mam wrażenie, że recenzent podchodzi trochę jak początkujący turysta, który naczytał się, jak dobrze jest wstać sprzed telewizora i ruszyć na szlak, a potem odkrył, że wędrując można się spocić, a nawet stopy do krwi obetrzeć… W związku z tym nasuwa mi się wątpliwość, czy aby recenzent nie zachwala tego tomu po prostu dlatego, że traktuje on o ciemnych stronach ówczesnego życia… mnie taka treść nie zraża, ale też sama przez się nie wystarczy, aby po książkę sięgnąć…