Niedrogi zestaw do golenia na mokro – Wilkinson i Nivea

Golenie na mokro, z użyciem tradycyjnych narzędzi, to świetna sprawa. Po opanowaniu techniki nie chce się już wracać do nowoczesnych metod. Jednak wielu mężczyzn zaczynających swoją przygodę z żyletkami szuka się tanich rozwiązań na próbę. Czy mogą być skuteczne? Sprawdziłem więc w miarę przyzwoity i niedrogi zestaw do golenia.

Czy cena jest wyznacznikiem?

Niedawno szukałem najtańszych rozwiązań do golenia na mokro. Zestaw skompletowałem w kiosku. Teraz wszystkie elementy zestawu pochodzą z drogerii i są trochę droższe. Prywatnie cena nie jest dla mnie najważniejszym wyznacznikiem przy podejmowaniu decyzji o zakupie. Po co więc sięgam po takie produkty? Z trzech powodów:

Po pierwsze uważam, że tradycyjne metody golenia niepotrzebnie są zapominane i zastępowane nowoczesnymi rozwiązaniami. Sprzedawane dzisiaj produkty rozleniwiają nas i sprawiają, że coraz mniej wiemy o goleniu. To zaś skutkuje gorszymi efektami i niechęcią do pielęgnacji twarzy. Opisywanie moich wrażeń z golenia się przy użyciu tańszych produktów ma w zamyśle przekonać wahających się do sprawdzenia tej metody, nie inwestując w nią zbyt dużych pieniędzy.

<<Zobacz też: Golenie na mokro – video poradnik>>

Mój zestaw zaraz po powrocie ze sklepu.

Na koniec pozostała trochę mniej życiowa kwestia. Mój pierwszy zestaw kupiłem przez internet. Sklepy stacjonarne zazwyczaj nie oferują tradycyjnych narzędzi do golenia. Wyszukiwanie tych tańszych zamienników pozwoliło mi rozeznać się co jest dostępne od ręki w realu, a co będę musiał kupować w sieci.

Drogeria

Jeśli czytaliście wpis o zestawie z kiosku, to wiecie, że nie byłem z niego zadowolony. Nie polecam tamtych produktów, no może oprócz kremu Wars. Myślałem, że przygoda z takimi testami się na tym zakończy, bo nigdzie nie widziałem innych propozycji. Tymczasem przypadkiem znalazłem lepszej jakości komplet w sieci Super-Pharm.

Niestety wybór w maszynkach na żyletki był żaden. Dostępna była tylko jedna. Oferowali natomiast więcej pędzli do golenia. Przynajmniej dwa rodzaje z włosia dzika i to o rączkach w różnych kolorach! Wybaczcie, ale nie pamiętam czy były tam jakieś borsuki. Był też wybór w kremach do golenia i żyletkach. Całkiem nieźle w porównaniu do Rossmanna, w którym bodaj tylko żyletki i kremy do golenia można kupić.

<<Zobacz też: Podrażnienia i zacięcia przy goleniu na mokro>>

Zapakowana w znienawidzone przeze mnie opakowanie plastikowe. Tym można się nieźle pociąć!

Maszyna do golenia Wilkinson

Bardzo się ucieszyłem, gdy okazało się, że tą jedyną maszynką do golenia był właśnie plastikowy Wilkinson Classic. Już wcześniej niektórzy czytelnicy zwracali mi uwagę na tę golarkę. Pierwszy i ostatni raz widziałem ją właśnie w tym sklepie. Kosztowała 14,49 zł i w zestawie miała paczkę żyletek tej samej firmy. Taka paczka osobno kosztuje między 5 a 6 zł, zatem cena samej golarki jest nader atrakcyjna.

W ręce leży dobrze

Szczerze mówiąc nie spodziewałem się niczego dobrego po tej maszynce. Do golenia nie można używać siły. Żyletka powinna golić pchana przez ciężar samej golarki. Plastikowa, skoro jest lżejsza, wymaga pomocy w tym aspekcie, a to z kolei może prowadzić do zacięć. Po wzięciu do ręki Wilkinsona, uderzyło mnie to, że wcale nie jest aż tak lekka. Co prawda mój Merkur waży o ok. połowę więcej (44 g w stosunku do 65 g) i czuć tę różnicę, lecz nie było tak źle jak się spodziewałem.

Wykonana jest z bardzo twardego i relatywnie ciężkiego tworzywa. Prawdopodobnie w rączce jest jakiś pręt/śruba, która zwiększa wagę golarki, dzięki czemu trzyma się ją w miarę wygodnie. Ogólnie jestem pod wrażeniem jakości wykonania tego narzędzia. Maszynka jest dwuczęściowa, co oznacza, że kręcąc rączką luzujemy górną część, która mocuje i przykrywa żyletkę.

Jest to maszynka dwuczęściowa

Golenie

Golenie tą plastikową maszynką wymaga mimo wszystko użycia siły. Kilka razy drasnąłem, a nawet zaciąłem się nią. Problem polega na tym, że żyletka jest mocno odsłonięta i przestrzeń między ostrzami a „grzebieniem” jest spora. Mówiliśmy wcześniej, że moja maszynka jest agresywna, ale w porównaniu do Wilkinsona, to potulny baranek. W przypadku tej drugiej, jeden nieostrożny ruch i zacięcie gotowe.

Uważam tę golarkę za skuteczną i spełniającą swoje zadanie. Jest to dobry wybór na podróż, czy wakacje trekkingowe, kiedy ciężar zabieranych przedmiotów jest ważny i liczymy się z utratą sprzętu. We wszystkich awaryjnych sytuacjach sprawdzi się dobrze. Natomiast pozostawia trochę do życzenia w temacie komfortu golenia. Dlatego może to być tani zamiennik do testowania nowej metody, ale bałbym się, że zniechęci niedoświadczonego użytkownika.

Po zakończeniu testów, byłem szczęśliwy mogąc znów ogolić się moją starą maszynką. Jednak solidny metal to co innego. Pozostanę przy polecaniu zakupu lepszej golarki już na początek. Mniejsze ryzyko i większa szansa, że przypadnie do gustu.

<<Zobacz też: Jak się golić na mokro maszynką na żyletki>>

Pędzel ze szczeciny

Pędzel Inter Vion

Jak już wcześniej pisałem, w drogerii był mały (ale zawsze!) wybór pędzli. Szukając niedrogiego zestawu, zdecydowałem się na najtańszy pędzel. Kosztował on 10,49 zł, czyli dwukrotnie więcej niż pędzel z kiosku i już na pierwszy rzut oka widać było, że jakościowo przebija kilkakrotnie swojego tańszego kuzyna. Do wyboru był jeszcze przynajmniej jeden pędzel, za około 35 zł, wyraźnie gęstszy i dłuższy.

Pędzel wyprodukowała firma Inter Vion. Dostępne były dwa kolory: naturalne drewno i niebieski. Mimo że bardziej podobało mi się drewno, wybrałem niebieski żeby ożywić trochę półkę z kosmetykami. Pędzel jest wystarczająco gęsty by na to nie narzekać. Stosunek do ceny jest zadowalający. Nie zauważyłem przesadnego gubienia włosia na początku, ani innych niepokojących zmian.

Stosunek jakości wykonania do ceny jest zadowalający.

Nie ma najmniejszego problemu z wyrabianiem piany tym pędzlem. Jego problem, jak i wszystkich pędzli nie robionych z włosia borsuka, polega na tym, że utrzymuje za mało wody, piany i ciepła. Przez co trzeba w kubku wyrobić sobie trochę piany na zapas, bo inaczej na trzy przejścia raczej nie starczy. W pędzlu z borsuka zazwyczaj zmieści się tyle piany, że tego problemu nie ma.

Inną sprawą jest to,  że szczecina nie należy do najdelikatniejszych, dlatego wyrabianie tym pędzlem piany na twarzy nie będzie należało do wielkich przyjemności. Zwłaszcza jeśli się kiedyś robiło to borsuczym pędzlem. Niemniej jest to produkt w pełni spełniający swoje zadanie. Jeśli chciałbyś oszczędzić na swoim pierwszym zestawie do golenia, polecam poszukać czegoś tańszego właśnie w pędzlach, a nie w maszynkach. Dobry pędzel bezsprzecznie zapewni większy komfort golenia, ale zła maszynka, jeszcze skuteczniej, może zniechęcić skaleczeniami.

Mały, ale to już nie „pędzelek”, tylko „pędzel”.

Krem do golenia Nivea

O kremie do golenia Nivea mam najmniej do powiedzenia. Sięgnąłem po ten produkt, gdyż zaciekawiło mnie co ta marka ma do powiedzenia w temacie golenia. Koszt tubki kremu to 7,99 zł, zatem dwukrotnie więcej niż Wars, czy Lider, lecz różni się pojemnością. W tubce Nivei jest 100 ml kremu, a w Warsie i Liderze – 65 ml. To duży plus na Nivei.

Pianę z kremu Nivea robi się szybko, a  golenie wychodzi poprawnie. Pachnie podobnie jak zwykłe kremy tej firmy. Nie zauważyłem żadnych specjalnych właściwości.  Minusem jest fakt,  że w sprzedaży jest tylko jeden rodzaj tego kremu. Nie ma żadnych wersji typu active, classic czy sensitive, a szkoda. Klient lubi mieć świadomość, że produkt został stworzony specjalnie dla niego.

Krem Nivea dla mężczyzn

Podsumowanie

Na tym kończę moje testy niedrogich zestawów do golenia. Doświadczenie nauczyło mnie, że nie ma co szukać najtańszych rozwiązań. Najgorzej wychodzi się na maszynkach, które wadliwie trzymają ostrze żyletki, przez co znacznie wzrasta ryzyko podrażnień, skaleczeń i zacięć. Jeśli taki zestaw ma być sprawdzianem, czy golenie na mokro nam przypadnie do gustu, lepiej wydać więcej i mieć większą szansę na sukces.

W przypadku pędzli, sprawa jest trochę inna. Najtańsze to śmiecie, którymi nie warto zawracać sobie głowy. Natomiast taki prezentowany wyżej spełni już swoje zadanie. Osobiście jestem zwolennikiem pędzli z borsuka i pewnie każdy amator golenia na mokro w końcu na taki przejdzie. Na początek można jednak zacząć od szczeciny.

Co do kremów to znów inna bajka. Te najtańsze, za kilka złotych sprawdzają się podobnie, jak te trochę droższe. Nie zauważyłem, żeby piana była mniej gęsta, czy szybko się topiła. Mogą mieć mniej przyjemny zapach i gorzej chronić skórę przed podrażnieniami. Trudniej natomiast dostać mydło do golenia, a te pozostają moimi ulubionymi. Takie mydło w tygielku ma więcej uroku niż metalowa tubka, ale kto co lubi.

Na temat żyletek najtrudniej mi się wypowiedzieć. Sprawdzałem ostrza marek Merkur, Derby, Wilkinson i Polsilver. Czy widziałem/czułem różnicę? Skłamałbym gdybym napisał, że tak. Chyba brakuje mi doświadczenia, by je ocenić. Golą dobrze, nie ciągną zarostu, nie ma wrażenia, by po dwóch goleniach były tępe… Tyle mogę o nich powiedzieć.

Natomiast teraz jestem w pełni rad, że mogę wreszcie wrócić do swojej maszynki, pędzla i mydła. Kiedy pozna się dobrze swój zestaw, trudno zrobić sobie nim krzywdę. Golenie z czasem staje coraz bardziej komfortowe i nawet nie zauważa się kiedy zrośliśmy się ze swoją golarką.

Mam nadzieję, że udało mi się choć część z Was przekonać do spróbowania swoich sił w goleniu na mokro. Jeśli tak, piszcie w komentarzach o swoich doświadczeniach.

Pamiętajcie by wcześniej przeczytać wpis: Golący żyletki się chwyta – i nie zacina! Czyli jak się golić na mokro.

Share Button
  • Aramis

    Łukaszu,
    przyznam, że Twojego bloga odwiedzałem już wcześniej kilka razy, ale zacząłem dużo częściej zaglądać tu właśnie dzięki Twoim wpisom na temat tradycyjnego golenia. Na dzisiejszy wpis (który zapowiadałeś już wcześniej) czekałem z dużym zainteresowaniem.

    Dzięki Tobie postanowiłem wypróbować tradycyjny sposób golenia. Przyznam, że zakup niezbędnego sprzętu za około 200 zł tylko po to, żeby „sprawdzić jak to jest” to dla mnie zbyt wiele. Właśnie dlatego tydzień temu poszedłem właśnie do Super-Pharm’u i zaopatrzyłem się w mój pierwszy zestaw do tradycyjnego golenia, czyli maszynkę Wilkinsona, pędzel No-Name („z naturalnego włosia” – zgodnie z informacją na opakowaniu) i krem do golenia Palmolive (jedyny jaki znalazłem).

    Nigdy nie goliłem się jednorazówkami, zazwyczaj używałem maszynek wielorazowych z niezliczoną ilością ostrzy i wspaniałymi marketingowymi nazwami, kolorami, opakowaniami etc., do tego żele lub pianki. Kilka razy zdarzyło mi się wypróbować maszynkę elektryczną. Golenie było dla mnie zabiegiem koniecznym, żeby wyglądać jak człowiek. Maszynka elektryczna to dla mnie katastrofa, choć nie mam bardzo twardego zarostu to nigdy nie byłem zadowolony z efektu. Maszynki wielorazowe spisywały się o wiele lepiej, ale ich używanie było raczej koniecznością niż przyjemnością, a ceny ostrzy odstraszały.

    Tradycyjnej metody golenia nie brałem nigdy pod uwagę bo wydawało mi się, że to już „nie te czasy”, że nie bez powodu produkowane są maszynki z kilkoma odpowiednio ustawionymi ostrzami i innymi „bajerami”. Okazuje się, że to nie kwestia techniki, ale marketingu, gdyż moja tania maszynka z jedną tylko żyletką w środku goli równie dobrze, jeśli nie lepiej niż maszynka z czterema ostrzami, a różnica w cenach ostrzy i żyletek jest dość pokaźna.

    Kupiłem więc dość tani zestaw na próbę i już zacząłem przygotowywać się do poważniejszych zakupów zarówno maszynki jak i pędzelka. Takie golenie sprawia mnóstwo przyjemności, odpręża i relaksuje. Już wiem dlaczego mój dziadek gwizdał podczas golenia – to była jego chwila relaksu, a nie „codzienny męski obowiązek”.

    Jeśli chodzi o samą maszynkę to nie mam porównania, ale goli się nią bardzo dobrze. Używam jej dopiero od tygodnia, ale jeszcze nie zdarzyło mi się zaciąć, a właśnie zacięć na początku obawiałem się najbardziej (jak ja się pokażę w pracy?). Byłem na prawdę miło zaskoczony. Do tego bardzo przyjemny masaż twarzy z ciepłą pianą, to jest na prawdę wspaniałe. Zacząłem golić się od tygodnia codziennie i zaczęło sprawiać mi to przyjemność.

    Moją „wypasioną” wieloostrzową maszynkę oddam mojej lepszej połówce (niech się nie męczy z jednorazówkami przy goleniu nóg), a sam w przyszłości zainwestuję w porządniejszy sprzęt.

    Jeśli ktoś po wpisach Łukasza zastanawia się nad tą metodą golenia, ale nie chce przeznaczać na początek małej fortuny to polecam taki zestaw. Ostrzegam jednak, że tak jak ja już po kilku dniach zaczniecie szukać w Internecie droższych maszynek i pędzli. Nie dlatego, że te są złe, ale dlatego, że przekonacie się o tym jak fajne i przyjemne może być golenie i stwierdzicie, że warto zainwestować w sprzęt na lata.

    Spore wypracowanie mi wyszło, ale musiałem to z siebie wyrzucić. Pozdrawiam wszystkich, a zwłaszcza Ciebie, Łukaszu. Dzięki za takie wpisy!

    Aramis

    • Ornus

      Jako stały czytelnik tego bloga (i kilku innych) podpowiadam 😉 :
      – jeżeli nie odpowiada Ci zapach Warsa spróbuj z tej samej firmy kremu Lider – do wyboru są dwie wersje zapachowe: Classic i Active
      – albo jeśli zostało Ci trochę Warsa i nie chcesz go wyrzucać, to kup naturalny olejek eteryczny (np. sandałowy, cedrowy, paczula, bergamotka, czy jaki tam zapach Ci pasuje) i do miseczki, w której wyrabiasz pianę kapnij na krem 2-3 kropelki

      I jeszcze: gratuluję decyzji, wbrew pozorom pojedyncze ostrze goli dokładniej niż „wynalazki” o 7 ostrzach

  • PanKonradek

    Bardzo dobrze,że trafiłem na ten Blog, bo dzięki przeczytaniu poprzednich wpisów wróciłem do tradycyjnego golenia i nabyłem zestaw zbliżony do opisanego. Co prawda trochę nie mogę się pogodzić z brakiem regulacji w maszynce (jak to było w mojej poprzedniej-jednoczęściowej, którą niestety ząb czasu nadgryzł potężnie), ale nie oszukujmy się, za tę cenę jest więcej niż dobrze! Dziś rano idąc do pracy byłem zdziwiony, jak sprawnie i szybko, a przede wszystkim jak dokładnie się ogoliłem, mimo prawie sześcioletniej przerwy w obcowaniu z klasycznymi żyletkami.

    Od siebie dodam, że pomimo mojej wielkiej sympatii do firmy Ziaja, nie mogę polecić ich kremu/żelu do golenia. Po przeczytaniu opinii autora o kremie Nivea myślę, że spróbuję zamienić mojego poczciwego Warsa (którego zapach moim zdaniem niestety nijak nie pasuje do 24-to latka) na tenże. No chyba, że jednak mydło do golenia…

  • http://www.czasgentlemanow.pl Łukasz Kielban

    Bardzo dziękuję za powyższe komentarze. Niezmiernie miło coś takiego przeczytać. Wiem, że moje starania nie są strzałami w płot.

    Odniosę się tylko do kwestii regulacji. W trzyczęściowych golarkach (w tym mój Merkur) można nie dokręcać do końca śruby, dzięki czemu żyletka nieco odstaje i powinna lepiej golić długi zarost. Eksperymentowałem z tym na początku i obecnie dokręcam do końca i golę się na najmniejszym odstępie. W efekcie mam dużo mniej podrażnień, a i tak przy trzech przejściach spokojnie i dłuższy się zgoli. Polecam tę metodę.

    Jeśli natomiast będzie to już zarost z 4-7 dni użyłbym trymera z mojej dawnej golarki elektrycznej. Po co się męczyć?

    Pozdrawiam!

  • Kamil

    Blog świetny. Sam się zachęciłem do wymiany elektrycznej golarki na tradycyjny sprzęt. Nawet sobie przypomniałem że gdzieś u rodziców w domu jest nie używana po ojcowa taka maszynka chyba całkiem sprawna >:) trzeba przetestować. I tak z resztą kupię sobie porządny droższy zestaw.

    Pozdrawiam i wypatruję kolejnych wpisów.

  • http://ferum.pl derek

    jak juz polecamy cos, to nie wilkinson, to jest na prawde niska jakosc, nawet te najdrozsze. tylko gillete power sie liczy na rynku (wg which magazine najlepsze na swiecie)

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=1451726484 Skamandryta

    Dodam tylko tyle, że niech się schowają wszelkie pianki w „sprayu”. Totalne ścierwo i kpina w porównaniu z klasycznym:

    http://cokupic.pl/produkt/Krem-do-golenia-POLLENA-LIDER-CLASSIC
    Cudny zapach, wydajność, nawilżenie.

    NIEPOWRÓWNYWALNE!! Gdy raz użyjesz zamiast „sprayu” – ten ostatni pójdzie w odstawkę NA ZAWSZE!!

    uff.. jak dobrze… poczułem się jak Witkacy, piszący apendix o goleniu się 😉

  • Pan T.

    Myślę że mało osób o tym wie ale zamiast tego wilkinsona można czasem na allegro dostać Gillette Nacet. Maszynka w podobnej cenie co ten willkinson ale mniej toporna i mniej plastikowa, moim zdaniem lepszy wybór choć wygląda niepozornie. Wydaje mi się mniej agresywna i bardziej poręczna a kosztowała 10,99zł. W zestawie są też żyletki ale te akurat są lipne, za to w połączeniu z żyletkami Isana mamy całkiem niezły zestaw. Szkoda że dostępność tak słaba w porównaniu z wilkinsonem jednak zawsze to jakaś alternatywa.

  • Robert17

    No i ja się zdecydowałem. Golenie to katorga i ciągłe zmienianie maszynek a nóż ta lepsza, nie tamta lepsza jednak była i tak w koło. Elektryczne miałem dwie i obie złe, tzn maszynki niby dobre ale mój zarost uchodzi za twardy i nie dawały rady.

    Na dziś mam dwa razy za sobą i jest hmm źle ale się nie zniechęcam. Zakupiłem tą maszynkę bo jednak łatwiej wydać 14zł z żyletkami aniżeli decydować się na coś drogiego. Ale zaryzykowałem.

    Najgorszy moment to drugi przejazd pędzlem. Skóra już podrażniona i trochę mało komfortowe. Ale próbuje dalej bo na bank technika słaba. Nie mogę na razie wychwycić na stałe konta aby się golić to raz a dwa mam nawyk poprawiania czyli raz z kremem i kolejny 1-2 bez i wtedy pewnie najwięcej podrażnień powstaje. Ale przyzwyczajenie niestety jakie jest takie jest i muszę się bardziej skupić po prostu.

    Niemniej jednak nadal jestem pozytywnie nastawiony bo już bardziej nie lubić golenia się nie da i tak.

    Aha zapomniałbym. Gdyby nie ten artykuł dokładnie ten główny. To bym się nie zdecydował i pewnie nawet nie brał tego pod uwagę. Super stronka fajnie po prostu.

    • http://www.czasgentlemanow.pl Łukasz Kielban

      A ja się zastanawiałem czy warto pisać te wpisy o tanich zestawach!

      Jeśli chodzi o drugi przejazd pędzlem to przychodzi mi do głowy, że nie trzymasz go w miseczce zanurzonej w ciepłej wodzie. Pisałem o tej technice tutaj:
      http://czasgentlemanow.pl/2012/08/golacy-zyletki-sie-chwyta-i-nie-zacina/

      Pozwala to utrzymać wyższą temperaturę piany i pędzla przez całe golenie, a tym samym golenie jest przyjemniejsze. To największy minus wyrabiania piany wprost na polikach. Pędzel zwyczajnie stygnie.

      Polecam też stosowanie oliwki przed każdym przejściem. Niedawno chciałem z niej zrezygnować sądząc, że moja skóra się przyzwyczaiła i niestety musiałem do niej wrócić. To wielka różnica, a skóra jest rewelacyjnie nawilżona po całym goleniu.

      Jeśli chodzi o powtarzanie pociągnięć żyletki, to sam też tak robię, chociaż należy tego unikać. Podstawą nie jest jednak piana, lecz dobrze nawilżona powierzchnia. Jedno szybkie pociągnięcie więcej nie powinno robić dużej różnicy.

      Pamiętaj też, że Twoja golarka jest dość agresywna. Jest tam sporo miejsca by zaciąć skórę. Są golarki, które bardzo mało eksponują ostrze i świetnie i bezpiecznie golą. Jeśli spodoba Ci się golenie na mokro dobrze wydawaj pieniądze – na lepsze sprzęty, które będą satysfakcjonujące na dłużej, ni na tańsze, które szybko będziesz chciał wymienić.

      Powodzenia!

  • Robert17

    Fajnie, że tu i odpowiedzi/podpowiedzi się pojawiają :)

    Pędzlem pierwszego dnia wyrabiałem na ręku jak było podane jedna z metod. Ale to do bani było. I drugiego razu już w kubku ale fakt nie podgrzewałem może to to będę próbował.

    Oliwka została dziś zakupiona i zobaczymy co z tego wyjdzie.

    Czy zainwestuje więcej? Na dziś łatwiej ~40zł aniżeli 2-3x więcej na samą maszynkę. A pomimo jakiś tam problemów nie do uniknięcia to jestem pozytywnie nastawiony. Z racji czasu gole się wieczorem raczej i niby ciut narzekam ale dziś miałem wrażenie, że dawno tak „równo” się nie ogoliłem.
    Tak więc to pewnie tylko kwestia czasu kiedy zainwestuje w coś lepszego ale jak popatrzyłem na sklepy z takimi maszynkami to szczerze byłem zaskoczony. Myślałem, że jednorazówek czy na wymienne ostrza jest dużo. Ale tego od groma jest jak na coś jednak może nie niszowego ale nie tak popularnego jak taki „zwykłe”. Więc trzeba będzie już sobie trochę więcej trudu zadać w co tam zainwestować.

  • Robert17

    Nie powinienem pisać jeden po drugim ale raz napisze. W prawdzie teraz kilka minut po czuje, że nie do końca równo się ogoliłem niemniej jednak z oliwką jest o niebo przyjemniej. Jakieś jedno minimalne zranienie i już. Tak więc teraz jak jest lepiej pod względem podrażnień to będę mógł się skupić nad „kątem” i dokładnością. A bez trzeciego razu co sugerowałeś (bez Pan jak na FB proszono?) aby na początku nie to jednak było tak sobie. Ale teraz jestem naprawdę zadowolony szczególnie z tego wydawało by się błahego zakupu jak oliwka.

    • http://www.czasgentlemanow.pl Łukasz Kielban

      Jeśli chodzi o małe niedokładności, to szczerze proponuje o nich zapomnieć. Ja na przykład nie mogę się dogolić w kilku miejscach na szyi, czy linii szczęki, ale dopiero odkąd zrezygnowałem z walczenia o „pupcię niemowlęcia” nie mam podrażnień i o dziwo golę się gładziej. Efekt nigdy nie będzie idealny. Jeśli robisz wszystko powoli, na spokojnie i dokładnie, to to co wyjdzie, to będzie właśnie to! Więcej nie szukaj.

      • Robert17

        Będę próbował może faktycznie mniej się starać. Bo o ile wczoraj wydawało się, że jest słabo. O tyle dziś rano ogolenie sprawiało wrażenie lepszego aniżeli kilkanaście godzin wcześniej. I gdybym tak się ogolił od razu to powiedziałbym sobie, chyba jest ok.

  • Robert17

    Nadal jest dobrze aż dziw bierze nawet jeśli wydaje się nie dokładnie.
    Ale ja co do pędzla. W superpharm zakupiłem taki za no nie pamiętam dokładnie ale coś między 10-20zł i niestety już się rozpadł. Nie wiem czy taki akurat model bo zdarza się czy za energicznie wyrabiałem? W użyciu był z 6-8 razy nie więcej więc chyba jakiś pechowy mi się trafił? Niemniej jednak włosie zostało całe i dokończyć golenie się dało choć trzymanie jak się można domyślać sporo utrudnione.

    • http://www.czasgentlemanow.pl Łukasz Kielban

      Jeśli wypadł knot z rączki, to można to przykleić. Zdarza się nawet dobrym markom, niestety.

  • Robert17

    Ale przy dobrej marce może bym się ciut zdenerwował choć pewnie też niespecjalnie. Ale skoro tak to jutro spróbuję podkleić jakoś bo nie sądziłem, że to się praktykuje bo faktycznie tylko dół po prostu odłączył się od knota.

  • Arczit

    Z tym kremem Nivea, tak samo jak i z całością ich produktów występuje ten problem, że niestety potrafią potwornie uczulić i wywołać nader niepożądane efekty jak wręcz buraczane plamy na twarzy, plamki i wypryski na szyi czy potworne pieczenie po goleniu, które ciężko ukoić nawet najlepszym balsamem.

    • http://www.czasgentlemanow.pl Łukasz Kielban

      Najwyraźniej zależy to od cery. Ja nigdy nie narzekałem na żadne produkty Nivei. Nie jest to szczyt szczytów, ale zarówno krem do golenia, jak i mleczko po goleniu sprawdzają się bardzo dobrze. Jeśli chodzi o reakcję skóry, to brak różnicy w porównaniu z produktami Proraso dla wrażliwej skóry (Nivei używam normalnej). Różnica jest raczej w konsystencji i zapachu.

  • HTFhere

    Witam.

    Chciałbym wziąć w obronę markę nivea-wiem, że istnieją przynajmniej dwa rodzaje kremu do golenia tej firmy. Jeden z nich został zrecenzowany w powyższym artykule, a drugi jest produktem „sensitive”, do skóry wrażliwej. Sam z niego korzystam i jestem z niego zadowolony. A jeśli chodzi o sam artykuł- Chciałbym bardzo podziękować Panu, Panie Łukaszu, za wprowadzenie mnie w świat maszynek na żyletki i kremów nie-w-sprayu. Jeszcze do niedawna golenie było dla mnie przykrą koniecznością, skutkującą podrażeniami twarzy i wrastającymi włoskami ( czego efektem były, niestety, niedoskonałości w górnej części szyi) a teraz jest dla mnie swego rodzaju „rytuałem”, do którego przystępuję z przyjemnością.
    pozdrawiam.

    • http://www.czasgentlemanow.pl Łukasz Kielban

      Zawsze bardzo miło jest usłyszeć (przeczytać), że ktoś ma przyjemniejsze poranki dzięki temu co robię! Dziękuję za tę informację!
      Dzięki też za wzmiankę o produktach Nivei do wrażliwej skóry. Nie widziałem, ale poszukam.
      Pozdrawiam!

  • Mateusz

    No dobra a co z tymi olejkami?
    Jest tak, że mam b. twardy zarost i jakbym się nie starał praktycznie zawsze ostrze mnie ciągnie. Zauważyłem, co dość dziwne jest, że lepiej goli się zarost troszkę dłuższy – ok. 3 dniowy niż jedno czy dwu (wtedy szarie bardziej). Czy takie olejki zmiękczające coś dają? Jakich używacie? Bo te, do golenia osiągają zawrotne ceny i nie wiem czy jest sens w ogóle nimi sobie głowę zawracać. Chodzi o zwykłe olejki do twarzy?

    • http://www.czasgentlemanow.pl Łukasz Kielban

      Spróbuj zwykłą oliwkę dla dzieci. To koszt paru złotych. Sam zobaczysz czy pomaga. Po prostu porządnie ją wetrzyj i daj czas by się lekko wchłonęła w czasie wyrabiania piany. Gdyby dalej ciągnęło, spróbuj zmienić żyletki. Nie każde są dostatecznie ostre.

  • Łukasz

    Witam.

    Dość przypadkiem trafiłem na tego bloga i dzięki autorowi zakupiłem powyższy zestaw, ale z małym wyjątkiem, gdyż zainwestowałem, jak na forum brzytwy polecane było, w pędzel do golenia Vulfixa z włosiem borsuka i jestem pełen podziwu.

    Ojciec i brachol byli sceptyczni do tego typu golenia, jednak teraz nie mają nic na swoją obronę, gdyż jest ogromna i wyczuwalna różnica na plus oczywiście.

    Dzięki imienniku, gdyż to dzięki Tobie odkryłem na nowo golenie, które może być przyjemne i dawać facetowi satysfakcję. Wcześniej miałem z tym problem, ciężko mi było dopasować odpowiednią piankę, maszynkę z wieloma ostrzami, gdyż skóra tak czy siak była podrażniona i zaczerwieniona. Po goleniu wręcz wyglądałem jak rodowity Indianin. Teraz jest tak, że aż chcę się golić.

    Myślę o zainwestowaniu i zakupie maszynki Edwina Jaggera, a także białego mydła Proraso i wypróbowaniu innych żyletek tak, by znaleźć złoty środek i by starczyło mi na lata.

    Wszystko to po dopiero trzech goleniach w/w zestawem i z uśmiechem patrzę teraz na wszelkie super, ekstra wieloostrzowe maszynki do golenia.

    Pozdrawiam i dzięki za umilenie życia!

    • http://www.czasgentlemanow.pl Łukasz Kielban

      Łukaszu,

      zawsze się cieszę gdy słyszę kolejny zadowolony głos. Dobrze, że zainwestowałeś więcej w pędzel. To faktycznie ważniejsza rzecz, jeśli tylko maszynka jest w miarę sprawna.

      Trzymam kciuki za kolejne postępy na tym polu!

  • http://www.menspace.pl Michał

    Z mojego doświadczenia najtańsze produkty nie są najlepsze, choć oczywiście są wyjątki :)

    Od roku mam pędzel men-u ze świńskiej szczeciny i sobie chwalę, choć już nie mogę się doczekać aż mu głoś do końca wyjdzie aby zmienić na dobry syntetyk z Muhle, który moim zdaniem na głowę bije naturalne włosie borsucze

  • Paweł

    Witajcie

    Mój pierwszy zestaw do tradycyjnego golenia wyglądał niemal identycznie, z wyłączeniem kremu bo zdecydowałem się na Warsa.

    Natomiast tutaj potrzebne jest pewne sprostowanie. Ta maszynka nie jest plastikowa :) Według producenta jest to znacznie twardsza (i cięższa) syntetyczna żywica. A pokrycie maszynki (widoczne z resztą gołym okiem) jest wykonane z teflonu (PTFE).

    Tak więc cena jest niska, golenie bardzo komfortowe, doskonała do nauki bo wiele ”wybacza” i jest wykonana z materiałów o wiele lepszych niż początkowo się wydaje. W moim odczuciu jest to współczesne nawiązanie do maszynek bakelitowych.

    Pozdrawiam 😉

  • Przemo

    Wszystkie zamieszczone na tym blogu informacje zainspirowały mnie do rozpoczęcia przygody z tradycyjnym goleniem. Nie wiem czy będzie to przygoda długotrwała, dlatego idąc za radą Autora na początek zainwestowałem w niskobudżetowy zestaw – pędzel Isana, mydło Proraso białe oraz maszynka Gillette Nacet. W tym miejscu ogromnie dziękuję osobie, która w jednym z komentarzy na blogu wspomniała o tej maszynce. Na plastikowego Wilkinsona nigdy bym się nie zdecydował i pewnie pozostałbym przy tzw. jednorazówkach. Dziś otrzymałem maszynkę wraz z dwiema żyletkami do kompletu. Są to żyletki również o nazwie Nacet i mam odnośnie nich pytanie.

    Po wyjęciu jednej zauważyłem, że w każdym narożniku jest niewielki „kleks” z lepkiej substancji przypominającej jakiś klej (a zapach przypomina wosk). Czy wszystkie żyletki na rynku poddawane są takim zabiegom, a jeśli tak to czemu to służy? Może ma to pomóc lepszemu mocowaniu żyletek w maszynce? Po rozkręceniu zauważyłem, że żyletka nie dość, że trzyma się sztywno maszynki to jeszcze zabrudziła w/w. substancją metalowy element na którym jest kładziona. Nie byłem z tego powodu zachwycony. W sumie czytałem wiele niepochlebnych opinii o żyletkach Nacet i na pewno dla porównania zakupię inne. Może jakieś propozycje co do naprawdę dobrych ostrzy? Z góry dziękuję za pomoc i odpowiedzi.
    Jutro rano mój chrzest bojowy z maszynką na żyletki :)

    Na koniec dziękuję jeszcze Autorowi bloga za doradzenie używania oliwki przed goleniem. Fantastyczny patent! Teraz bez oliwki ani rusz. Niestety nie jest to dobre dla jednorazówek, bo koszmarnie się zapychają. I dlatego stawiam na golenie tradycyjne.

    • http://www.czasgentlemanow.pl Łukasz Kielban

      Gratuluję wyboru!

      To na żyletce to może być jakaś pozostałość kleju z papierka albo tłuszcz jakim zabezpiecza się ostrza. Nie przejmowałbym się tym, ewentualnie lekko starł palcem.

      Sama maszynka wygląda porządnie i myślę, że będzie Pan z niej zadowolony.

      co do żyletek, sam używam głównie Wilkinson i jestem z nich zadowolony. Dobry stosunek dostępności do jakości i ceny.

  • Jacek

    Dziękuję autorowi. Przeglądam blog od dłuższego czasu i bardzo zainteresowała mnie kwestia zarostu. Wszystko zaczęło się od akcji Movember. Od tamtej pory noszę brodę. Od niedawna postanowiłem przejść na wersję okrojoną zarostu czyli tzw. kozia bródka. I tu przyszedł z pomocą temat tradycyjnego golenia. W rodzinnym domu odnalazłem relikt ubiegłego stulecia czyli maszynka Wizamet Junior P-1 „po tacie”. Bez namysłu zapiąłem żyletkę, krem do golenia, piana i… wyszło całkiem nieźle. Gładko ogolony, bez nadmiernych podrażnień – jednym słowem super. Dziś już szukam podstawowego, taniego zestawu do tradycyjnego golenia na mokro. Jeszcze raz dziękuje. Odnalazłem kolejny temat który jest podróżą do korzeni, tradycji co bardzo do mnie przemawia. Pozdrawiam.

    • http://www.czasgentlemanow.pl Łukasz Kielban

      Gratuluję i życzę sukcesów!
      Tylko przestrzegam przed szukaniem na siłę oszczędności. Czasem lepiej poczekać i kupić coś nieco lepszego niż kupować dwa razy. Dotyczy to szczególnie pędzli i maszynek z tanich materiałów.

  • Altres

    Znalazłem tego bloga i dość zaciekawiłem się nim, pamiętam że tato golił się kiedyś tradycyjną maszynką ale przeszedł na jednorazówki, szczerze nie mam pojęcia dlaczego. Zawsze miałem w głowie że tradycyjne golenie jest lepsze, lecz jeszcze nie próbowałem. Ale do rzeczy postanowiłem spróbować i dzisiaj zamówiłem maszynkę Gillette Nacet, pędzel VULFIX VS1 i mydło proraso, aaa no i oliwę do twarzy. Wiem że maszynka nie najlepsza ale na próbę chyba starczy jak wszystko dojdzie i przetestuję to dam znać, mam nadzieję że pożegnam się z podrażnieniami które powodują że golenie to obowiązek którego unikam jak ognia, w sumie golę się tylko jak będę widział się z dziewczyną tak to najchętniej skracałbym tylko brodę żeby tylko się nie golić. Tak czytam jak piszecie o przyjemności golenia i dokładności i trochę nie dowierzam, ale jestem pełen optymizmu. No cóż zobaczymy, tymczasem idę dalej czytać.

    • http://www.czasgentlemanow.pl Łukasz Kielban

      Mężczyźni przeszli na jednorazówki głównie z uwagi na silny marketing. To oczywiste, że więcej pieniędzy mogą wyłożyć firmy, które sprzedają coś, co często trzeba wymieniać. Przy tradycyjnych metodach, to są często przedmioty na całe życie.

      Trzymam kciuki za powodzenie. Tylko pamiętaj, żeby do tego podejść ze spokojem. Potrzeba nieco cierpliwości, żeby się nauczyć golenia maszynką na żyletki.
      Ja na przykład teraz uczę się golić brzytwą i po miesiącu idzie mi coraz lepiej i coraz więcej przyjemności z tego mam. A wcześniej nieraz się zaciąłem.

      • Altres

        Już po pierwszym razie. :) Jako że chciałem sprawdzić żyletki nacet które dostałem w zestawie to takowej użyłem po raz pierwszy, no i faktycznie żyletka bardzo kiepska w rękach czuć że nie jest ostra, następnie użyłem wilkinson dużo lepiej. Jak na razie zacinam się, ale nie jest źle co najważniejsze jestem w stanie ogolić się 3 dzień pod rząd i nie mam podrażnień, przy użyciu Gillete progilde fusion było to nie możliwe 2 dzień był już męczarnią. Dokładność golenia mnie nie zadowala, ale jestem pewien że to wina braku techniki także dalej z pozytywnym nastawieniem czekam na kolejne golenia (To naprawdę może być przyjemne). A więc Łukaszu dziękuję Ci za prowadzenie tego bloga bez niego pewnie dalej męczył bym się z marketingowymi wynalazkami.

        • http://www.czasgentlemanow.pl Łukasz Kielban

          Gratuluję! Tak trzymaj. Cierpliwie, powoli, bez dodatkowej siły. Ćwicz technikę i ucz się radzić z zacięciami i podrażnieniami. Mi to zajęło ze trzy tygodnie.

          Ja wciąż się lekko zacinam, ale nie ma możliwości, żeby problem trwał po wyjściu z łazienki. Wypracowanie sobie odpowiednich technik sprawia, że to nie jest problem.

  • PatricuS

    hmmmmm,
    …chyba ktoś mnie zaraził tym klasycznym goleniem – Dzięki Łukaszu 😉 … wprawdzie dla testu i zabawy rozpocząłem od podstawowego startera jak Ty jednak juz nie moge się doczekać dostawy PRORASO (mydło + krem do golenia White + krem przed goleniem Blue) ,które odgrywając poranną melodię na EDWINie JAGGERze wreszczie sprawią ,że golenie stanie poranną przyjemnością ;-)))

    geh,
    Pozdrawiam,

    • http://czasgentlemanow.pl/ Łukasz Kielban

      Świetnie!

  • JackSnuff

    Goliłem się przez kilkanaście lat, jak większość jednorazówkami i innymi dziletami. Zawsze mnie korciło aby spróbować ogolić się brzytwą. Filmiki instruktarzowe na YT, bardzo mnie nakręciły . Postanowiłem pozostawić golenie brzytwa na stare lata. Skupiłem się na znalezieniu maszynki na zwyczajne bojki. Standardowo zwieziłem pół miasta w poszukiwaniu nieśmiertelnego Wilkinssona Classic, plus pedzel i krem do golenia. Po pierwszym goleniu osłupiałem, twarz miałem zoraną ranami, dosłownie krwawiło jakby w pobliżu zarżnęli barana. NIe mając jeszcze ałunu, ba, nawet nie wiedziałem co to jest i do czego służy, lekko się zniechęciłem. Wspomnę że wcześniejsze stosowanie kremu do golenia ograniczało się do wycisniecia na dłoń i rozprowadzeniu po twarzy (śmiech). Po tygodniu ponownie do rąk trafił WC, czy zmieniłem technikę golenia? Nie. Zwyczajnie goliłem się ostrożnie. Skończyło się na paru krwawieniach. REwelacja. Minął miesiąc i postanowiłem poszukać jakiegoś konkretnego sprzętu. Najgorsze to czytać fora na których niczym fani Apple i Androida wychwalają zalety i wytykają wady danego sprzętu. Chciałem posiadać maszynkę która będzie masywna i z regulacja, z pewnością już się domyślacie ze wybór był jedyny i oczywisty w tym przypadku. Nabyłem maszynkę Merkur Futur. Drogi zakup

    , ale wart swojej ceny. Teraz golenie sprawia mi większą przyjemność. Uważam że maszynka jest bezpieczna, oby służyła mi na lata. Pozdrawiam serdecznie

  • pepe

    Blisko 40 lat goliłem się żyletką, potrafię też korzystać z brzytwy,kiedy 8 lat temu rozleciała się moja maszynka na żyletki, córka podarowała mi zestaw gilette sensor excel (5 nożyków ok.40zeta), od dwóch miesięcy powróciłem do tradycyjnego golenia ,maszynka muhle R41,mydło sandałowe parker, borsuk Kozłowski,panowie, powróciła przyjemność z golenia.Obecnie jestem na etapie testów żyletek,kupuję żyletki różnych firm, mam ich naprawdę dużo.Początkującym radzę stosowanie żelu na podrażnienia,skóra twarzy musi przyzwyczaić się do żyletki jakieś 2,3 tygodnie , potem to już sama przyjemność ,pozdrawiam

  • Jet

    Opisana maszynka była moją pierwszą maszynką na żyletki – kupiłem ją w 2007 w jakimś hipermarkecie. I bardzo skutecznie mnie do siebie zraziła. Pewnego pięknego dnia plastikowa „śruba” zwyczajnie pękła (i to po zaledwie ok. pół roku), co zaowocowało potężnym zacięciem – czy może raczej rozcięciem, z którym nawet ałun sobie nie radził.
    Nie wiem, czy trafił mi się wadliwy egzemplarz, czy ta maszynka tak ma, ale teraz szukając sprzętu szeroki łukiem omijam wszystko, co nie jest w pełni metalowe.
    A kremu Nivea używam z powodzeniem od lat, choć coraz częściej zastanawiał się nad mydłem.

  • Robert

    Witam, jestem kolejną osobą która zaraziła się goleniem na mokro przez Pana Łukasza. Blok ostrzy w mojej maszynce elektrycznej się skończył, postanowiłem poszukać tańszego zamiennika. Szukałem opinii dżiletów itp. i trafiłem tu. Kupiłem maszynkę jak powyżej, pędzel i krem… i szczerze nie mogę się doczekać koleinego golenia. Golę się już tak 2,3 tygodnie niestety zacięcia jeszcze są, ale myślę że to kwestia techniki, ale też tego, że bardzo chcę się ogolić dokładnie… Planuję kupić w najbliższym czasie trochę lepszy pędzel, ten był najtańszy z możliwych, krem też był najtańszy, ale już czeka nivea… potem spróbuję mydła Proraso. No i juz odkładam na maszynkę z wyższej półki, na Muhle R89. Jak mnie żona goniła do golenia, tak teraz sam to robię bez ”przymusu”. Dzięki! Pozdrawiam

    • http://czasgentlemanow.pl/ Łukasz Kielban

      Szczerze uwielbiam takie komentarze!
      Powodzenia!

  • Kuba

    Witam wszystkich.
    Postanowiłem dołączyć do dyskusji. Mam maszynkę Wilkinsona, tą z artykułu. Golę się nią od około półtora roku. Dlatego ze zdziwieniem czytam komentarze, że można się nią zaciąć. Mi się ta sztuka nie udała nigdy, co jest o tyle ciekawe, że mam strasznie mocny zarost i golę się na 3 przejścia zawsze a na 4 od święta. Uważam, że to idealna maszynka dla początkujących, po prostu wymaga spokoju i pokory podczas golenia. Różnicy w żyletkach nie widzę żadnej a próbowałem i Wilkinson i Gillette i Polsilver.
    Ja także używam oliwki dla dzieci, chociaż trochę inaczej niż p. Łukasz. Nakładam ją 2-3 razy przed goleniem i czekam aż się wchłonie. Potem nakładam jeszcze raz bezpośrednio pod pianę. A zakańczam jeszcze jedną warstwą po tym jak się wchłonie balsam. Polecam tą metodę, poza zwiększeniem poślizgu od razu nawilża skórę i zmniejsza podrażnienia.
    Jest to na tyle wygodne golenie, że nie rozważam nawet powrotu do jednorazówek czy systemówek.
    A abstrahując od kwestii wygody – golenie żyletką ma klimat. Przy okazji dowiadujesz się czemu popularnie mówi się „oskrobać się” 😀
    Pozdrawiam Kuba

  • Oscar

    Jak taka maszynka na żyletki zachowuje się przy nierównościach na twarzy (pieprzyki/brodawki/itp)?
    Nie zetnie ich??

  • Bart Osz

    witam, dziwi mnie że wy dopiero odkrywacie takowe golenie, ja używam golarek żyletkowych od 12+ lat, fakt kiedyś było łatwiej je zdobyć. Ta maszynka „wilkinson” jest całkiem dobra używam jej od około pół roku jedyny jej i żyletek feler jest że nielubi ciepłej wody, czyli zimna woda + kremik polena idealnie i bez zacięć :)
    pozdrawiam

  • Damian

    Osobiście nie lubię maszynek elektrycznych, dlatego od 12 lat golę się na mokro. Nie używam jednak maszynki z tradycyjnymi żyletkami lecz z wymiennymi ostrzami. Używam Wilkinsona , kremu Nivea, pędzel ze średniej półki borsuczy. Balsamów używać nie mogę, stosuję wody z nutą cydru i kardamonu dobrych firm. Chciałbym spróbować tradycyjnej maszynki oraz skorzystać z usług prawdziwego golibrody. Miało to w sobie trochę uroku. Dziękuję za dobry artykuł wstępny i materiały powiązane. Pozdrawiam

  • Michał

    Czy aby zarazić się goleniem na mokro wystarczy zakup samej maszynki? Posiadam żel Gillette już teraz i zastanawiam się czy spróbować czy będę miał całe gardło 😉 Czy jednak konieczne jest posiadanie od początku pędzla i mydła/kremu?

    • http://czasgentlemanow.pl/ Łukasz Kielban

      Jeśli zaczynać częściowo, polecam jednak pędzel i krem lub mydło do golenia. A zacięcia od maszynki z żyletką zależą tylko od techniki.