Wspominałem już o tym, że oficerowie II RP przodowali w dbaniu o własny honor na tle całego społeczeństwa. Honor ten był bowiem własnością całej armii. Tracąc go, oficer stawał się nie tylko osobą niehonorową, ale też plamił dobre imię swoich towarzyszy i był wykluczany ze społeczności wojskowych. Dlatego starano się kreować wizerunek Korpusu jako rodziny, zwanej „Rodziną Wojskową”. Tak jak każda rodzina i ta miała swoje wstydliwe problemy do załatwiania w jej wnętrzu, aby nie wydostawały się poza progi domu i nie kalały czci familii. Oto przykład takiej sprawy:

W 1928 roku pewna pani Majorowa (o stosowaniu stopni wojskowych do żon oficerów pisałem wcześniej) zaczęła się skarżyć publicznie na swego męża. Wojsko postanowiło działać zanim coś niewygodnego przedostanie się do opinii publicznej. Wystosowało zatem poniższe pismo. Ponieważ jest „poufne” i dotyczy prywatnych spraw, nie będę ujawniał o kogo chodziło, zresztą nie jest to do niczego potrzebne:

 

Pismo oficjalne wskazuje na to, że sprawa była uznana za poważną, choć chodzi „tylko” o majora, nawet nie pułkownika czy generała. Poufność jest raczej oczywista. Wiadomość brzmi tak: 

Czy sprawa brzmi poważnie? Trochę tak, trochę nie. Ton groźny, ale wygląda to na obronę biednego chłopca przed starszą o dwa lata dziewczynką, przed którą nie potrafi się sam bronić. Pani Majorowa nosi tu najgorsze stereotypowe cechy złej kobiety – maltretuje, narzuca swą wolę, gdera! Wyobraźcie sobie co może w takiej sytuacji zrobić mąż, oficer – gentleman? Przecież nie wyzwie na pojedynek za obrazę. Toż to on sam, zgodnie z kodeksem honorowym, odpowiada za jej słowa.

Pozostawić tego jednak nie można bo chodzi tu o członka „rodziny wojskowej” i dobre imię armii. Jak widać w tej rodzinie to męska linia jest bardziej wartościowa i linia żeńska powinna się do niej dostosować. Wojsko staje więc w obronie męża-oficera grożąc czym? Tajemniczymi „środkami gwałtowniejszymi”! Stosownymi do obrony dobrego imienia cnotliwego i wiernego oficera.

A teraz ujawnijmy kto w tak opiekuńczy sposób traktował swoich żołnierzy:

Powinno to w pewnym stopniu wyjaśnić język, jakim jest pisana ta wiadomość.

Sprawa ta, nawet bez mojego komentarza, może wydawać się zabawna. Nie powinna jednak zanadto dziwić. Dla wojska to oficerowie są podstawową wartością. Zatem obrona ich godności jest dla tej instytucji czymś wielce istotnym, zwłaszcza w tak delikatnych sytuacjach, jak małżeńskie kłótnie. Bez względu na winę czy niewinność żołnierza, należało uciszyć sprawę. Wojsko dbało jednak też o żony oficerów, na przykład pilnując płacenia alimentów (miganie się od tego obowiązku było uznawane za niehonorowe).

Ten pouczający materiał źródłowy otrzymałem dzięki uprzejmości pewnej osoby, z jej rodzinnych pamiątek, za co jestem niezmiernie wdzięczny!